<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721</id><updated>2012-01-28T11:21:31.004+01:00</updated><category term='zachowanie'/><category term='uczniowie'/><category term='reklama'/><category term='recenzja'/><category term='seks'/><category term='korepetycje'/><category term='szpital'/><category term='książka'/><category term='ja'/><category term='wózek'/><category term='studia'/><category term='wydatki'/><category term='pieniądze'/><category term='życie prywatne'/><category term='ciąża'/><category term='angielski'/><category term='matura'/><category term='gimnazjum'/><category term='życie'/><category term='kobiety'/><category term='religia'/><category term='nauczyciel'/><category term='szkoła'/><category term='zdrowie'/><category term='polityka'/><category term='tłumaczenia'/><category term='Wrocław'/><category term='mężczyzna'/><category term='egzamin'/><category term='papiery'/><category term='film'/><category term='inicjatywa'/><category term='dziecko'/><category term='szkolenia'/><category term='polski'/><category term='awans'/><category term='trudne tematy'/><category term='rodzice'/><category term='zabawki'/><title type='text'>Z mojej strony biurka.</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>140</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5427759421082894210</id><published>2012-01-28T08:16:00.003+01:00</published><updated>2012-01-28T08:16:58.581+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzice'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Rodzice.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wspaniale jest dostawać od Was, drodzy czytelnicy, komentarze, bo znich rodzą się kolejne pomysły na posty. Czasem o czymś zapominam, czasem niemam weny, a jak zobaczę jakiś komentarz, to nagle wszystko się odblokowuje ipiszę, piszę i piszę… (dzięki, &lt;a href="http://pewnejkobiety.blogspot.com/" target="_blank"&gt;pewnakobieto&lt;/a&gt;).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Rodzice. Temat rzeka. Nie odfajkuję go jednym postem. Spróbujęprzynajmniej dotknąć powierzchni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak, jak jest kilka rodzajów uczniów, tak samo jest co najmniej kilkarodzajów rodziców. Są tacy, którzy mnie denerwują; tacy, których podziwiam; tacy,których najchętniej pozbawiłabym praw rodzicielskich; i tacy, którzy są wporządku. Cóż mogę powiedzieć – po uczniu widać, jakich ma rodziców i teprzypuszczenia w 99% się sprawdzają. Jeśli dziecko jest miłe, grzeczne,spokojne na lekcji, okazuje drugiemu człowiekowi szacunek – z pewnością w domujest dopilnowane. Jeśli ma wszystkich w dupie i na dodatek jest mega bezczelne– prawdopodobnie w domu jest źle. Niekoniecznie tak źle, że patologia, alkohol,narkotyki albo inne wynalazki. Wystarczy, że rodzice nie ogarniają swoichdzieci.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Powtarzający się schemat to dzieci z rodzin wielodzietnych. Tu jest „nadwoje babka wróżyła”. Albo jest w miarę dopilnowany i spokojny, albo bezczelny,bo rodzice przestali zajmować się dzieciakami, a zaczęli je hodować (przykromi, ale i tak bywa). Jak się trafi na typ pierwszy to ma się szczęście. Może ito dziecko nie będzie do końca dopilnowane, bo w końcu ciężko jest zsiedmiorgiem dzieci odrabiać lekcje czy pomagać im w nauce, ale przynajmniejodpada nam chamstwo. Jeśli zaś przechodzimy do hodowli to zaczyna się rzeź.Rodzice sobie nie radzą z czeredą i wymagają od nauczycieli, żeby ci przejęliodpowiedzialność wychowania ich dzieci, bo oni muszą zająć się młodszymi. Nieprzychodzą na wywiadówki, nie interweniują, bo nie mają siły ani czasu. A mysię szarpiemy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Inna grupa to na przykład eurosieroty. Nie, nie potępiam ludzi, że jadąza granicę za pracą, ale dlaczego oboje? I dlaczego najczęściej zdarza się, żesą to rodzice „trudnego” dziecka? Bywało i tak. Bardzo ciężka sytuacja. Bardzo.Właściwie nie wiadomo, co robić. Można zgłosić do sądu, że nad dzieckiem nie maopieki (zazwyczaj jest jakieś starsze rodzeństwo albo dalsza rodzina, któraniekoniecznie ma ochotę NAPRAWDĘ zająć się dzieciakiem), ale to oznacza bardzoprawdopodobne wysłanie do jakiegoś ośrodka, a czy to pomoże? Najgorsze jest to,jeśli ci rodzice wracają i mają DO NAS pretensje, że nie zajęliśmy sięodpowiednio ich dzieckiem. Koszmar.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Są i tacy rodzice, którzy gdzieś w rejonie końca podstawówki tracąkontrolę nad swoimi dziećmi. Niby przychodzą na wywiadówki, niby sięinteresują, ale jak to wygląda od strony domu – nie wiem, bo materacem niejestem i wglądu do domu nie mam, ale nie może być dobrze, skoro dzieciakszaleje. Rodzic tego nie rozumie, bo przecież on/ona był takim wspaniałymdzieckiem, takim grzecznym, a nagle zszedł na manowce. Nie wiadomo kiedy, niewiadomo jak, nie wiadomo nic. Pozostaje rodzic, który staje się zupełnie bezradnyi my, którzy próbujemy coś zrobić, ale zazwyczaj się nie udaje (trzy lata pracyz dzieckiem to jednak bardzo krótki okres czasu).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i najgorszy typ: kochał dziecko miłością niekontrolowaną i tym samymszkodliwą, pozwalając mu na wszystko, a teraz dzieciak wymusza, terroryzuje, manad rodzicami pełną władzę. Po wielokroć miałam z takimi do czynienia i muszębez bicia stwierdzić, że to absolutnie największy koszmar nauczyciela.Dzieciakowi brak szacunku do kogokolwiek (bo już nie wymagam szacunku do nauczycielakonkretnie). Póki widujemy się z samym rodzicem, wydaje się, że panuje on nadswoim dzieckiem. Opowiada, jakie to daje mu kary i jaki to on/ona jest w domupotulny. Cały cyrk zaczyna się, kiedy próbujemy to skonfrontować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Na spotkaniach z rodzicem i dzieckiem jesteśmy świadkiem terroru, bo onosię zupełnie nie wstydzi swojej władzy nad „starymi”. Dyktuje im warunki,pyskuje, odzywa się chamsko i bynajmniej nie delikatnie. A rodzice siedzą jaktrusie. Nie odezwą się mocniej, a już na pewno nie przywalą, bo toniepedagogiczne, no i jak tak w ogóle można, „przecież mój synuś/córeczka niepowiedział niczego złego, to tylko tak wygląda”. Na takich nie ma sposobu, booni doskonale wiedzą, że nic im nie możemy zrobić. Nawet jeśli dostaną kuratora– ten też nie może im nic zrobić. I wykorzystują to do końca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I na koniec, dla odpoczynku – rodzice „idealni” (w cudzysłowiu, bo taknaprawdę to idealni nie istnieją). Przychodzą na każdą wywiadówkę, a jeśliakurat nie mogą to umawiają się od razu z nauczycielem na inny termin. Panująnad ocenami i zachowaniem dziecka. Panują nad jego frekwencją. Niewiele możemyim powiedzieć, poza tym, że z dzieckiem nie ma żadnych problemów. I to wcalenie muszą być dzieci piątkowe. Zdarza się, że dziecko ma trójki i czwórki, a czasemnawet dwóje, bo orłem nie jest (naprawdę nie wszyscy muszą być), ale daje zsiebie wszystko i nie sprawia żadnych problemów. I wtedy też jest dobrze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5427759421082894210?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5427759421082894210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/rodzice.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5427759421082894210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5427759421082894210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/rodzice.html' title='Rodzice.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8359856749875460485</id><published>2012-01-27T10:06:00.001+01:00</published><updated>2012-01-27T13:17:32.057+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gimnazjum'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Komu pomagać?</title><content type='html'>&lt;span lang="PL"&gt;Wpis inspirowany &lt;a href="http://psotkowa.blog.onet.pl/Praca-ze-nie-zdolnym-uczniem,2,ID449649245,n" target="_blank"&gt;tym postem&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Pomoc i wspieranie uczniów ma dwa oblicza – z jednej strony wspieramy ipomagamy uczniom słabym, żeby mieli szansę wyciągnąć się z jedynek, z drugiejstrony pracujemy z uczniem zdolnym, który chce brać udział w konkursach i pracujepilnie i z sercem. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jak zauważa Psotkowa, na tych uczniów słabych przeznaczamy o wielewięcej czasu i energii. I rzeczywiście problem tkwi w tym, że oni najczęściej wogóle z tej pomocy nie korzystają. Nie zależy im, nie starają się ani nalekcji, ani później. Co z tego, że zapraszam na swoje konsultacje imiennie,podaję milion terminów (żeby nie było, że akurat tego dnia to oni nie mogą),kiedy potem siedzę sobie w pustej sali. To jest mój czas, którego oni nieszanują, a co za tym idzie nie szanują również mojej pracy. A potem domagająsię zaliczeń i mojej całkowitej dla nich dyspozycji, bo nagle 1 czerwca onichcą się poprawiać, nie mając żadnej wiedzy, bo przez cały rok olewali mnie imoje zajęcia. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I to nie chodzi o osoby, które są słabe i nie przychodzą nakonsultacje, bo się wstydzą, ale na lekcjach łapią dobre oceny, bo się starają,uważają i próbują coś zrozumieć. Chodzi o osoby, które są słabe (a czasem nawetnie) i do tego w nosie mają angielski (ewentualnie można wstawić każdy innyprzedmiot). Nie pracują na lekcji, nie pracują w domu, na konsultacje nieprzychodzą, bo po co, a potem wydaje im się, że na koniec roku wyżebrzą dwóję. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;To frustruje, denerwuje. Sprawia, że mam ochotę krzyczeć. Bo muszę daćim możliwość poprawy, bo tak jest zapisane choćby w statucie szkoły. I całegodziny, które spędziłam bezowocnie, przestają się liczyć, bo on chce poprawiaćsię pod koniec semestru i już. A z każdej niemal oceny niedostatecznej muszęsię przed panią dyrektor rozliczyć. I nikt nie zwraca uwagi na to, że to niemoja wina, że on nie umie, bo nie ma żadnych dowodów, że ja zapraszałam,siedziałam, czekałam, proponowałam. To ja mam się tłumaczyć, rozliczać,umożliwiać. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Z kolei praca z uczniem zdolnym wymaga wielkiego samozaparcia, bo… niema na nią czasu. Marnując czas na tych „poprawiających”, którzy tak naprawdęnie przychodzą na konsultacje, nie mam czasu dla tych uczniów, których mogłabymprzygotowywać na przykład do konkursów. Większość pracy wykonują oni sami, wdomu, a tak nie powinno być. Bo oni też potrzebują pomocy, pokierowania.Tymczasem całe moje siły przekierowywane są na uczniów „słabych” i ich potrzeby(celowo piszę „słabych” w cudzysłowiu, bo, jak już pisałam wcześniej, słabi istarający się zazwyczaj (przynajmniej u mnie) na jakąś dwóję wychodzą, choćby zpracy na lekcji). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dlatego też uważam (i pisałam o tym kilkukrotnie), że powinien zmienićsię system. Że powinniśmy większą odpowiedzialność złożyć na uczniów, jak tobyło kiedyś. Za moich czasów, jeśli ktoś czegoś nie umiał, to znaczyło, że niepracował w domu i bez litości dostawał banie. Dzisiaj mówi się, że nauczycielnie nauczył, nie wytłumaczył, źle wytłumaczył, etc. Tymczasem praca na lekcjito tylko maleńki ułamek tego, co powinien robić uczeń, żeby przyswoić wiedzę. Io tym się zapomina. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A najlepiej całą sytuację odzwierciedla &lt;a href="http://botopolska.pl/-1113-Szkola" target="_blank"&gt;ten rysunek&lt;/a&gt; (który swoją drogą,jak się zna rzeczywistość nauczycielską, przestaje być taki śmieszny).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8359856749875460485?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8359856749875460485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/komu-pomagac.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8359856749875460485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8359856749875460485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/komu-pomagac.html' title='Komu pomagać?'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1973703428550114673</id><published>2012-01-26T14:54:00.001+01:00</published><updated>2012-01-26T14:57:13.175+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachowanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Oceny z zachowania.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W mojej szkole obowiązuje punktowy system oceniania. Uczniowieotrzymują punkty, które przelicza się na procenty, które z kolei przelicza sięna ocenę. I tak na przykład, jeśli uczeń ze sprawdzianu dostanie 5 punktów na 20możliwych oznacza to, że otrzymał 25 procent, co z kolei w praktyce oznaczaocenę niedostateczną (dopuszczająca jest od 30%). Nieco inaczej przelicza sięoceny z zachowania (punkty na oceny, z ominięciem procentów, na przykład nakoniec roku 500 punktów i więcej to wzorowa, a poniżej zera to naganna, średniąoceną jest ocena dobra). W związku z tym za każde przewinienie można zyskaćpunkty ujemne, a za każde działanie pozytywne punkty dodatnie. Punktyprzyznawane są w zależności od przewinienia, tudzież zasługi. Na przykład zapalenie jest -50 punktów, a za spóźnienie -1 punkt. Za udział w konkursie naetapie szkolnym jest +10 punktów, a za 100% frekwencję jest +40 punktów. Tyleprzydługiego już wstępu, chyba każdy zrozumiał ideę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i dochodzimy do sedna sprawy, czyli do poprawiania ocen z zachowania.W końcu każdy uczeń ma prawo się poprawić i z diabełka stać się istnymaniołkiem. I tutaj na arenę wchodzi niejaki, powiedzmy, Henio. Wielkimi krokaminadchodzi koniec roku i Henio dowiaduje się, że grozi mu naganna, bo ma nieźlena minusie (nie jest rekordzistą, który miał bodajże -800, ale jednak naganna).Jako że Henio jest w ostatniej klasie, strasznie nie chce zanosić do nowejszkoły tak barbarzyńskiej oceny. Dodać należy, że Henio nie dostał tych minusówza spóźnianie się, a najczęściej za palenie, przeklinanie, używanie telefonu nalekcji, etc. Dlatego właśnie Henio postanowił się poprawić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I tutaj wychodzi na jaw słabość systemu punktowego, bo Henio wcale niestwierdził, że będzie aniołkiem. Henio postanowił pomagać w sprzątaniu terenówszkoły (za każdą godzinę +20 punktów). Niby się chłopina narobił, nie da sięukryć i złego słowa nie mogę na to powiedzieć, ale poza tym swojego zachowanianijak nie naprawił. Efekt – Henio wyszedł na nieodpowiednią. I zonk. Jak tu daćHeniowi nieodpowiednią, skoro on nawet na naganną nie zasługuje? Ostatnimratunkiem Rada Pedagogiczna. Jeśli ona stwierdzi, że Henio nie zasługuje, tożadne godziny sprzątania mu nie pomogą. Rada uchwala naganną.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, bo Henio naprawdęzałaził nauczycielom za skórę przez trzy lata. Z drugiej strony sprzątał toboisko niemal dzień w dzień, z uporem godnym maniaka. I być może zlitowałabymsię nad Heniem, gdyby nie jego reakcja na wiadomość, że Rada jednak zdecydowałana jego niekorzyść (mogłam wyżebrać u Rady nieodpowiednią, gdybym siępostarała). Bluzgi, jakie niosły się po szkole trudno opisać. Żądał zapłaty zaswoją ciężką pracę, skoro nie została ona wynagrodzona oceną, wyzywałnauczycieli, darł się w niebogłosy i nie dał sobie wytłumaczyć, że sprzątanieszkoły nie jest adekwatną poprawą w stosunku do jego przewinień. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Oczywiście można się oburzyć, że Henio jednak starał się, jak umiał, ajego starania nie zostały docenione. Jednak na swoją ocenę z zachowania (takjak na każdą ocenę) pracuje się cały rok. Nie ostatni tydzień, łapiąc (bądź teżwymuszając) punkty za każdą najmniejszą pierdółkę, a pracując na swój wizerunekw pocie czoła. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1973703428550114673?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1973703428550114673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/oceny-z-zachowania.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1973703428550114673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1973703428550114673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/oceny-z-zachowania.html' title='Oceny z zachowania.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-7378238979153417669</id><published>2012-01-25T07:43:00.001+01:00</published><updated>2012-01-25T07:43:41.246+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Dymek.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W mojej szkole, jak zapewne w wielu innych (nie mam złudzeń) istniejeproblem palenia papierosów. Kilka lat temu, kiedy gimnazjum zamieniało się wzespół szkół (w połączeniu z liceum profilowanym), wszystko zwalano właśnie nastarsze dzieciaki. Prawdy w tym było tyle, ile w mojej głowie fizyki kwantowej.Dzieciaki z gimnazjum paliły na długo zanim te z liceum przyszły je„deprawować”. No i oczywiście pozostaje problem zwalczania palenia. Nie możnazostawić wszystkiego własnemu biegowi, bo wtedy dajemy znak, że można namchodzić po głowie. Jednak sytuacje, które zaraz tu opiszę pokazują tylko tyle,że można nam chodzić nie tylko po głowie i nie ponosić żadnych konsekwencji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zróbmy taką małą symulację. Powiedzmy, że jest uczennica (co się będętylko nad facetami pastwić). Dajmy jej na imię Jenny. No i ta Jenny zostajeprzyłapana na paleniu. Proszona zostaje o zgaszenie papierosa, ale jedynąreakcją jest puszczenie dymka nauczycielowi prosto w twarz. Tak więc Jennydostaje uwagę, której efektem są ujemne punkty z zachowania. Dużo punktów. CzyJenny przeprasza, obiecuje poprawę i poprawia ujemne punkty? Ależ skąd. Jennyalbo lepiej się kryje, albo już drugiego dnia zostaje ponownie złapana, bo jejnie zależy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Można oczywiście zadzwonić do rodziców. Najczęściej reakcja jestzupełnie przewidywalna – oni wiedzą, że córka pali, ale nic nie mogą na toporadzić. Groźba nagannego zachowania na smarkulę nie działa, to co oni mogązrobić? Wychodzi więc od nas groźba, że skończy się mandatem, ale to ich nieprzekonuje, bo nie słyszeli jeszcze, żeby jakiś rodzic płacił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No właśnie, pozostaje kwestia prawna. Przecież nie wolno palić wbudynkach użyteczności publicznej. To podchodzi pod jakiś paragraf, aprzynajmniej mandat. Otóż wielokrotne telefony do straży miejskiej i policji zprośbą o wysłanie patroli nic nie dały. Oni nie mają ludzi, za to mają dużopracy, więc nie mogą wysyłać patroli do jakiejś tam gównażerii (to nie cytat, ajedynie moja własna interpretacja ich słów). I tak koło się zamyka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jest jeszcze kolejna sprawa. Palenie w ubikacjach można by zwalczyć(przynajmniej częściowo, nie łudzę się, że całkiem). Można by zatem pomyśleć,że sprawa załatwiona i pozamiatane. Jednak przecież dzieci potrzebująpowietrza, światła dziennego. Trzeba więc szkołę otworzyć i wypuścić tą łaknącąświeżego powietrza czeredę na dwór. ZAWSZE, jeśli tylko nie pada i temperaturanie spada poniżej zera. Taka jest decyzja pani dyrektor. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ta sama pani dyrektor każe nam dyżurować i walczyć z paleniem wszelkimidostępnymi środkami. Kwestia tego, że robimy z siebie pajaców, którym możnanasrać na głowę i jeszcze przyklepać (bo przecież tymi punktami oni się nieprzejmują, a poza tym nic nie możemy im zrobić) jakoś do niej nie przemawia. Zakażdym razem słyszę słowa „to lepiej jest nic nie robić?”. I czasem mam ochotęzawyć „owszem, lepiej jest nic nie robić, niż udawać i robić z siebiepośmiewisko”. Ale mi nie wolno, więc grzecznie idę na dyżur i łapię palaczy,którzy dmuchają mi dymem w twarz. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-7378238979153417669?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/7378238979153417669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/dymek.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7378238979153417669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7378238979153417669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/dymek.html' title='Dymek.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-114928610686502176</id><published>2012-01-23T06:41:00.002+01:00</published><updated>2012-01-24T13:45:46.595+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='awans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkolenia'/><title type='text'>Szkolenia.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jak to jest ze szkoleniami u tej cudownej braci nauczycielskiej? Ano zpewnością bywa różnie. Napiszę co&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;niecoze swojego poletka, bo najlepiej pisać o czymś, na czym człowiek się zna. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Otóż chodzę na dwojakiego rodzaju szkolenia. Typ pierwszy to szkoleniawydawnicze. Typ drugi to takie, które organizowane są przez różne ośrodkiszkolenia nauczycieli. Na przykład Wrocławskie Centrum DoskonaleniaNauczycieli, Dolnośląskie Centrum Szkolenia Nauczycieli, Okręgowa KomisjaEgzaminacyjna (to te dotyczące egzaminów), etc. Można by wymieniać, ale to sąchyba te najważniejsze w moim rejonie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Te pierwsze to doprawdy śmiech na sali. Można posiedzieć, napić siękawy, zjeść kilka ciasteczek i dostać gratisy. Bo prawda jest taka, że po tonauczyciele przychodzą na takie szkolenia. Najczęściej są one po prostu reklamąpodręczników danego wydawnictwa (no ale czego innego można się spodziewać).Dostać można podręcznik, plakat, długopis itp. (ale bez szleństw, nickosztownego, żadnych wycieczek na Bahamy nam nie dają). I tak sobie dogadzamy.Oni czują się spełnieni i zareklamowani, a my mamy nowe książki albo plakaty, aprzy okazji niejednokrotnie jesteśmy zwalniani z zajęć, bo te szkolenianajczęściej są w trakcie lekcji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Typ drugi to już nieco bardziej skomplikowany mechanizm. Ośrodekorganizuje szkolenia, które teoretycznie (z nazwy) powinny być pomocne. Iniektóre z nich są. Naprawdę. Tylko że nigdy nie wiadomo, na co się trafi.Rekordy pobiło szkolenie, które dotyczyło radzenia sobie z agresją i na&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;którym pani nie potrafiła dać nam konkretnychrozwiązań (po przedstawieniu konkretnej sytuacji stwierdził, że ona „nie wie,jak sobie z tym poradzić”) i z problemem zostaliśmy sami. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Niektóre są po prostu sztuką dla sztuki i z takimi niestety stykam sięnajczęściej. Prowadzący powtarza jakieś schematy, które są mi doskonale znaneze studiów i, co najważniejsze, zupełnie nie przekładają się na dzisiejszeczasy. Albo okazuje się, że dla naszego problemu nie ma rozwiązania, bo prawo wnaszym kraju takowego nie przewiduje. Albo przepisy zmieniają się tak często,że właściwie po jednym kursie trzeba iść na kolejny, żeby odświeżyć swojąwiedzę. Ogólnie rzecz biorąc – kicha. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zdarzają się jednak i takie, które naprawdę się przydają. Są konkretne,merytoryczne, trudne, ale i przydatne. Właśnie ostatnio na taki trafiłam ibardzo się z tego cieszę. To znaczy jestem absolutnie załamana, co widać było&lt;a href="http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/niedouczona.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, ale jednocześnie bardzo się cieszę, że nie uczestniczę po raz niewiadomo który w kolejnej hucpie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-114928610686502176?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/114928610686502176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/szkolenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/114928610686502176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/114928610686502176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/szkolenia.html' title='Szkolenia.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-324240481979699160</id><published>2012-01-18T11:00:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T12:35:07.376+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><title type='text'>Piękny język polski.</title><content type='html'>Było trochę angielskiego w polskim (o &lt;a href="http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/cudowne-popisy-naszej-sawnej-rodaczki.html"&gt;tu&lt;/a&gt;), a teraz będzie trochę polskiego w angielskim (i nie tylko).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/6_azSvtFtgk/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/6_azSvtFtgk&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/6_azSvtFtgk&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-324240481979699160?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/324240481979699160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/piekny-jezyk-polski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/324240481979699160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/324240481979699160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/piekny-jezyk-polski.html' title='Piękny język polski.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6268025875367820720</id><published>2012-01-17T06:35:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T20:01:25.837+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='awans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inicjatywa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Dobre chęci.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jak wiadomo już od jakiegoś czasu, robię awans. W teorii ma być bardzomądrze i pięknie, w praktyce jest jak zawsze, czyli tony niepotrzebnych nikomupapierków i na końcu wielki egzamin z teorii. Ale ja nie o tym. Chciałam sięjakoś wykazać. Nie tylko na moim poletku, jakim jest angielski, ale też naforum szkoły. Bo tak. No to dostałam w dupę tak skutecznie, że już raczejwięcej z żadną propozycją nie wyskoczę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Otóż chciałam pisać bloga. Nie takiego, jak teraz, bo ten jestanonimowy i w ogóle. Chciałam promować szkołę. Wiadomo, że jak nie ma cię wsieci to nie istniejesz. A nasz szkoła stronę ma słabą. Co chwila coś tamszwankuje, wiadomości aktualnych nie ma, no ogólnie bida z nędzą. Nieinteresuje mnie, czyja to wina i z jakiego powodu tak się dzieje. Byłam gotowaiść na kurs i się tym zająć, okazało się jednak, że nie ma takiej potrzeby, boktoś już się tm zajmuje. Ok., nie ma sprawy. Pół roku regularnie wchodziłam nastronę, a dupa jak była, tak jest. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i w końcu pomyślałam sobie, że jak nie z jednej strony, to może zdrugiej. Blogi piszę, wiem, jak to jest, więc może tutaj zabłysnę. Panidyrektor nieco zaniepokojona, że uczniowie będą sobie poczynać, że głupiekomentarze wstawiać… Uspokoiłam ją, że postów pisać bez mojej zgody nie będą,bo od tego jest hasło, a komentarze można moderować. Wiem, że wszędzie możnasię włamać, ale to temat na inną bajkę. Pozostało uzyskać zgodę RadyPedagogicznej. I tu zaczęły się schody. Nie, nie do końca z Radą. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ponieważ na ostatniej Radzie (dość intensywnej zresztą i męczącej) padłtemat promocji szkoły (bo mają otwierać się nowe oddziały) pomyślałam, że możnaw tym miejscu wspomnieć o blogu. Bo ulotki, lekcje pokazowe, spotkania zrodzicami są dobre, ale internet to potęga. Usłyszałam dwa zdania:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;„No wiesz przecież, jaki rodzaj ludzi pisze blogi.”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;oraz&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;„Nikt już blogów nie czyta, Facebook to potęga.”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dowiedziałam się więc dwóch rzeczy. 1) Jestem jakimś tam rodzajemczłowieka (zboczeńcem? małolatem? nienormalnym? nie zdążyłam sprecyzować). 2)Jestem przestarzała, bo z Facebookiem nie potrafię się zaprzyjaźnić, a pisaniebloga sprawia mi przyjemność (ale ja zawsze dość wolno do wszystkiegodojrzewam, więc jak Facebook przestanie być modny to możecie mnie tam szukać).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Oczywiście pani dyrektor dość szybko zareagowała, stwierdziwszy, że niemamy na dyskusje czasu. Powiedziała, żebym założyła sobie bloga o sobie (alenie takiego anonimowego, tylko z nazwą szkoły, etc.) i pisała tylko o swoichosiągnięciach, a inni zastanowią się, co o tym myślą przez ferie i po powrociezdecydują.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dlaczego jestem taka wkurzona? Przecież na pierwszy rzut oka wszystkogra. Nie ma zgody, ale nie ma też jej braku. Otóż niezupełnie. Nauczyciele sąnegatywnie nastawieni dokładnie z tego samego powodu, co pani dyrektor (bouczniowie). Nie miałam czasu wyjaśnić, jak to działa (bo z pewnością mało ktopisze u nas blogi). Swojego bloga nie założę (i powiedziałam to na głos), bozainteresowanie będzie nikłe. Przecież nawet zdjęć nie będę mogła dodawać,nawet nazwisk uczestników konkursów nie będę mogła wpisywać, bo nie ma zgodyRady. To kompletny bezsens. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak, przemawia przeze mnie ŻAL. Bo można było to załatwić inaczej. Bomożna było całą dyskusję przenieść na później. Bo można było dać mi sięwypowiedzieć. Można było zrobić wiele rzeczy, które nie zostały zrobione, a żalpozostał. Dlatego też podjęłam decyzję, że nie będę się już udzielaćpublicznie. Wszystko będzie się odbywać w czterech ścianach mojej sali, ainicjatywy szkolne dusić będę w zarodku wlasnego mózgu. I tyle.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6268025875367820720?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6268025875367820720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/dobre-checi.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6268025875367820720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6268025875367820720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/dobre-checi.html' title='Dobre chęci.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-4587706146003547132</id><published>2012-01-16T09:11:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T16:14:06.519+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><title type='text'>Dla kogo te ferie?</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kiedyś myślałam, że ferie są dla uczniów. Bo zmęczeni nauką i życiempotrzebowaliśmy nieco spokoju. Dziś już wiem, jak bardzo się myliłam. Jestemgotowa postawić tezę, a nawet ją udowodnić, że ferie i wakacje zostałystworzone dla nauczycieli. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Rozumiem, że uczniowie się męczą. Mają dużo nauki, właściwie z roku narok coraz więcej. Wszystko się zmienia, świat jest bardziej dynamiczny itrudniej się do niego dostosować. Jednak to właściwie nic w porównaniu z tym, zczym zmagają się dorośli. I faktem jest, że zazwyczaj przysługuje im niecomniej wolnego, niż nauczycielom, ale mają też zupełnie inny typ pracy. Gdybyktoś kazał im cały czas stać, mówić, zmagać się z dzieciakami, bardzo prędkozamieniliby rok szkolny z wakacjami (uczymy się dwa miesiące, dziesięć wolnych– od lat niezrealizowane marzenie każdego ucznia). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Po pracy wcale nie jest lepiej. Ciągłe doszkalanie się zabiera drugąpołowę dnia. I tak w efekcie częściej nie ma mnie w domu (bądź fizycznie, bądźumysłowo) niż w nim jestem, a w życiu rodzinnym niemal nie uczestniczę. Gdybynie to, że dziecko posiłki je w przedszkolu, zapewne już w tym wieku żywiłobysię zupkami chińskimi albo zeszłoby z głodu. Kiedy w końcu uda mi się wrócić dożycia, czeka na mnie pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, zmywanie,bawienie się z dzieckiem… czyli normalne życie. Wieczorem (około 8, razem zmoim synem) padam na twarz. A tu jeszcze czekają na mnie papierki. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Gdybym miała tak funkcjonować przez większość roku, mając przerwęjedynie dwóch czy trzech tygodni w roku, pewnie bym oszalała. Żółte papiery iheja, żyjemy na koszt państwa. A tak przynajmniej po semestralnym szaleństwiemożemy odpocząć i to jedyny powód, dla którego żółte papiery nam się nienależą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A na deser ciekawostka. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale dowiedziałam się ostatnio, dlaczego lekcja trwa 45 minut. Otóż podobno dawno temu zatrudniano wielu nauczycieli emerytów. Ci z kolei mogli wytrzymać bez przerwy na siusiu właśnie nie więcej niż 45 minut :) I dlatego tyle trwa lekcja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-4587706146003547132?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/4587706146003547132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/dla-kogo-te-ferie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4587706146003547132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4587706146003547132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/dla-kogo-te-ferie.html' title='Dla kogo te ferie?'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-4902898023984671999</id><published>2012-01-15T09:12:00.004+01:00</published><updated>2012-01-24T14:11:53.158+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><title type='text'>Niedoceniony talent.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Cudowne popisy naszej sławnej rodaczki Ewy Minge. Niezapomniane.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I kolejny bezcenny materiał do lekcji.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/4Ko4XlQe41s/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4Ko4XlQe41s&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/4Ko4XlQe41s&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-4902898023984671999?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/4902898023984671999/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/cudowne-popisy-naszej-sawnej-rodaczki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4902898023984671999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4902898023984671999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/cudowne-popisy-naszej-sawnej-rodaczki.html' title='Niedoceniony talent.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5464547712176109398</id><published>2012-01-14T10:00:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T16:14:33.701+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><title type='text'>Kreatywne tłumaczenia.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Uwielbiam oglądać seriale. Nie tylkodlatego, że po prostu lubię je oglądać, ale również dlatego, że są niekończącymsię materiałem na zajęcia szkolne dla moich dzieci. I bynajmniej nie chodzitutaj o poznawanie akcentów, ćwiczenie budowy zdania, czy też uczenie sięnajpopularniejszych zwrotów. Chodzi tu przede wszystkim o kreatywnetłumaczenia. Całkiem jak kreatywna księgowość &lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="mso-char-type: symbol; mso-symbol-font-family: Wingdings;"&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tych serialinie tłumaczą profesjonaliści, dopóki nie pojawią się w polskiej telewizji (aostatnio zaczynam zauważać, że nawet wtedy nie ma szaleństwa), ale mimowszystko skoro ktoś się za to bierze, to musi mieć świadomość, że to jednak niebułka z masłem. Sama podjęłam to ryzyko i poszło mi nawet nieźle, ale wporównaniu do innych faktycznie byłam w tym gronie profesjonalistką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Zacząć trzeba chyba od tego, że częstotakich seriali nie tłumaczy jedna osoba, a kilka. Ponadto autorzy szumnieogłaszają, kto robił korektę. I niejednokrotnie najchętniej bym ich wszystkichna drzewo wysłała. Bo jeśli już tak duża grupa ludzi nie zauważa tak banalnychbłędów, to raczej proponuję trzymać się z daleka od tłumaczeń. Żeby nie byćgołosłowną, kilka przykładów. Te akurat pochodzą z &lt;i&gt;American Horror Story&lt;/i&gt;,ale ostatnio zdarzyło mi się obejrzeć serial &lt;i&gt;Chuck&lt;/i&gt; z równie wspaniałymiefektami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;„You can go ahead and make fun of us” –możesz iść dalej i świetnie się bawić. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Pewnie, tylko nie wszyscy świetnie bawiąsię przy tym tłumaczeniu, bo wyśmiewać kogoś, kpić z niego to&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie zawsze to samo, co dobrze się bawić. Napierwszą część tłumaczenia spuszczę miłosierną zasłonę milczenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;“Emergency c-section” – pogotowieratunkowe.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;No w sumie na cesarkę można jechać napogotowie ratunkowe.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;“I can beat the shit out of you” – mogęrobić ci to gówno cały czas.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Nie wiem, jakie gówno chce robić komuśautor, ale warto byłoby zaznaczyć, że bohater będzie spuszczał wpierdol.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;”Why does a ghost need a watch?” –dlaczego duchy muszą to oglądać?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Pewnie dosięgnęła ich klątwa źleprzetłumaczonego serialu. A tak przy okazji: po co duchom zegarek?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;“You disappeared on me.” – rozczarowałaś mnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Ty mnie rownież, dlatego wolałabym, żebyśzniknął, całkiem jak bohaterka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;“No, it’s too soon” – nie, jest za późno.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;W sumie za wcześnie, za późno, co zaróżnica…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;A już wisienką na torcie jest tłumaczeniew połowie seriali jakże popularnego „look,…” jako „patrz,…”. Zęby mnie bolą odciągłego zgrzytania, bo nie trawię tego „patrz”. Jak można być takograniczonym, żeby po iluśtam latach oglądania amerykańskich seriali, w których„look” pada co trzy minuty nie wiedzieć, że najbardziej adekwatne tłumaczeniena polski to „posłuchaj”. I mamy takie wynalazki jak „look, we can’t betogether any more” – „popatrz, nie możemy być dłużej razem”. Znaczy co, naczole ma to napisane, czy jak???&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Takich wspaniałych tłumaczeń jest więcej.Niektóre wynikają z trudności usłyszenia jakiegoś słowa albo z trudności jegoprzetłumaczenia (dlatego na przykład &lt;i&gt;Shrek&lt;/i&gt;, choć wybitny, chwilami różnisię od oryginału, jak dzień od nocy) i te błędy mnie nie denerwują. Wiem, żesamam miałabym z nimi problem. Ale takie, jak podałam, z pierwszego lepszegoserialu, to doprawdy plaga złych tłumaczeń. Tłumaczeń robionych przez ludzi,którzy nie mają większego pojęcia o języku, a przy trudniejszych frazachzwracają się do internetowych translatorów, które też nie mają o nim pojęcia.Na szczęście są też przypadki doskonałych tłumaczeń (vide: &lt;i&gt;Shrek, &lt;/i&gt;alerównież choćby &lt;i&gt;House&lt;/i&gt;) i za to trzeba być wdzięcznym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5464547712176109398?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5464547712176109398/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/kreatywne-tumaczenia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5464547712176109398'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5464547712176109398'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/kreatywne-tumaczenia.html' title='Kreatywne tłumaczenia.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6473515726212141784</id><published>2012-01-10T11:46:00.002+01:00</published><updated>2012-01-23T16:15:04.483+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tłumaczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><title type='text'>Angielska język trudna język.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Uczniowie piszą wypracowania. Piszą, bo im każę. Każę im, bo naegzaminie gimnazjalnym jest wymóg, żeby umieli je pisać. Oczywiście krótkie ina miarę gimnazjum, ale zawsze. A że język angielski trudna język, to trzebaznaleźć sobie pomoc. Wszystko byłoby w porządku, gdyby pomocą okazywały siębryki, tak często znajdywane na stronach internetowych, ale widocznie niewstrzelam się w tematy, bo moi uczniowie korzystają z Google translator. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jakie są efekty? Natychmiastowe. Translatora wyczuję na kilometr i uważam,że jeśli jakiś nauczyciel nie jest w stanie tego wyczuć to nie powinien uważaćsię za nauczyciela. Bo wychwycić translatora jest więcej niż łatwe – jestdziecinnie proste. A oto kilka perełek z wypracowania na temat: How do Icelebrate my birthday? (mogli też na pisać o ostatnich urodzinach, co byłoby wczasie Past Simple).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="mso-ansi-language: EN-US;"&gt;Birthday – Christmas custom handling (sometimescarnival) anniversary of the date on which someone was born. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;(w dość luźnym tłumaczeniu: Urodziny – świąteczny zwyczaj dawanie (czasamikarnawał) rocznica daty, w której ktoś się urodził).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="mso-ansi-language: EN-US;"&gt;Birthday perhaps the most like children becausethey get presents and have a lot of sweets and even the cake. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;(Urodziny prawdopodobnie najbardziej lubić dzieci, bo dostają prezenty imają dużo słodyczy i nawet tort).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ok., poddaję się, nie jestem w stanie dłużej pisać tych bzdur, ale wdalszym ciągu jest podobnie. Całe wypracowanie jest w tym tonie. Czytając to,nawet jestem w stanie sobie wyobrazić, co ona wpisała do translatora, że pojawiłyjej się takie cudaczki, ale to nie o to chodzi. Gdyby napisała to samo,korzystając z własnej wiedzy, pewnie wyszłoby jej 100 razy lepiej (mimo że zbłędami), ale to byłby za duży wysiłek…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dodam tylko, że kilka tygodni później ta sama osoba napisała kolejnąpracę, tym razem recenzję filmu. I tutaj byłam w stanie podać zdania, przyktórych posiłkowała się translatorem, ale ogólnie było dużo lepiej. Albokorzystała również z czyjejś pomocy, albo napisała to sama, ale faktem jest, żeposzło jej o niebo lepiej niż poprzednio. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dlatego apeluję do uczniów – nie używajcie tych tłumaczy internetowych,bo jakkolwiek dobre by nie były, nie znają języka angielskiego. A ma on wieleniuansów, które jesteście w stanie wyłapać tylko ucząc się go samodzielnie, botłumacz internetowy ich nie zna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A na koniec zagadka dla odważnych. Co miał na myśli translator,tłumacząc coś jako &lt;i&gt;from&lt;/i&gt; &lt;i&gt;mountain to feet&lt;/i&gt;? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Może nawet mała nagroda się znajdzie… &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;P.S. Uczennica od "from mountain to feet" korzystała najwidoczniej z jeszcze innego translatora, bo Google tłumaczy mi to dobrze. No ale nadal czekam na propozycje :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6473515726212141784?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6473515726212141784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/angielska-jezyk-trudna-jezyk.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6473515726212141784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6473515726212141784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/angielska-jezyk-trudna-jezyk.html' title='Angielska język trudna język.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-4123751159071338007</id><published>2012-01-09T08:40:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T16:15:32.468+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Koniec semestru nadchodzi.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ostatnio po mojej stronie biurka zaczął się straszny okres – koniecsemestru. Nie jest wprawdzie tak straszny, jak koniec roku, ale nerwówka jestporównywalna. Jednak, jak się okazuje, nerwówka w zasadzie dotyczy tylko iwyłącznie nauczycieli. Muszą wpisywać, podliczać, poprawiać, analizować,uzasadniać i w ogóle uwijać się jak w ukropie, żeby wszystko było na czas. Jajuż nie wspomnę, jak okropny to czas dla wychowawców, bo póki wychowawstwa wtym roku nie mam, wolę o tym nie myśleć. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tymczasem uczniowie podchodzą do tego z nieco większym luzem. W sumieskoro przepuszczali mnie do tej pory, czemu mieliby nie przepuścić teraz? Wefekcie mam klasę, w której zagrożonych jest ponad 50% dzieciaków. I ktoś możepowiedzieć, że to moja wina, bo wkońcu to ja ich uczę. Cały ambaras tkwi w tym,że – jak już wielokrotnie pisałam i po wielokroć jeszcze napiszę – do tegotrzeba dwojga. Nauczyciel MUSI umieć dobrze wytłumaczyć, bo od tego sięzaczyna. Jednak uczeń musi również dać coś od siebie. Tymczasem przy nauczaniu czasuPast Simple napotkałam na mur godny tego chińskiego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ci, którzy się uczą, wiedzą, że podstawą w tym czasie są czasownikinieregularne. Trzeba je wkuć i innego sposobu nie ma. Nie ma też przebacz. Ktosię nie wykuje, nigdy nie opanuje tego w zasadzie podstawowego czasu i nie maco iść dalej. Jednak klasa, a przynajmniej większa jej część, uznała że teczasowniki do niczego im się nie przydadzą, w związku z tym sprawę olała. Efektjest taki, że jedynki sypią się jak grzyby po deszczu i żadne prośby, groźbyani sugestie nie pomagają. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Pewnego dnia usłyszałam, że oni tego czasu nie rozumieją i pewniedlatego tak ciężko im się tego nauczyć. Przygotowałam ćwiczenia – zerozainteresowania. Ani przy zabawach, ani przy ćwiczeniach pisemnych. Argument –my nadal nie rozumiemy. No ale ile można pałować się z jednym czasem??? Mojadecyzja: przyjdźcie na konsultacje. Specjalnie dla was cała godzina dotłumaczenia. Zainteresowanie ogromne, wszyscy jednym głosem krzyczą, żeprzyjdą. Frekwencja ZEROWA. Nie przyszła ani jedna osoba. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I oczywiście wspaniała wisienka na torcie. Mam wytłumaczyć się,dlaczego postawiłam tak dużo ocen niedostatecznych w tej klasie. W zasadzieproblemu nie ma, bo mogę to uzasadnić wieloma zmarnowanymi godzinami mojegoczasu i żadną reakcją publiczności, tylko zastanawiam się, czy dla panidyrektor te wyjaśnienia będą wystarczające…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-4123751159071338007?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/4123751159071338007/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/koniec-semestru-nadchodzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4123751159071338007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4123751159071338007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/koniec-semestru-nadchodzi.html' title='Koniec semestru nadchodzi.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-7815476760300784932</id><published>2012-01-06T14:11:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T16:15:50.194+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Coś za coś.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wszystko zawsze dzieje się kosztem czegoś innego. Pół biedy, jeśli cośna tym zyskujemy, gorzej jeśli trzeba wybrać mniejsze zło i nijak nie możnacieszyć się z dokonanego wyboru. Wybrałam pracę w pobliskim gimnazjum kosztemdojazdu do podstawówki i w zamian za spokojnych uczniów zyskałam możliwośćchodzenia do pracy w kapciach. Pogodziłam się z tym i jest dobrze. Muszęodwalać warsztat, żeby dzieci mogły zdać egzamin zamiast porządnie ich nauczyći to już jest wybieranie mniejszego zła. Frustruje mnie to. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jest jednak coś, co frustruje mnie o wiele bardziej. Fałszywie pojętaintegracja, brak dyskryminacji i poprawność polityczna. Nie powiem, czasem sięto przydaje i nie jest złe samo w sobie, jednak użyte w niewłaściwy sposób i wnieodpowiednich celach potrafi napsuć nerwów. A o co konkretnie chodzi? Odzielenie uczniów na klasy lub na grupy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Z pewnością istnieją szkoły, które są idealne i ich nauczyciele niemają takich problemów, jak ja, jednak o takich szkołach pisać nie będę, bo wnich nie uczę. Napiszę przykład swój własny, z życia wzięty i bynajmniej niefikcyjny. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Przychodzi nowy rok szkolny. Uczniowie podzieleni są już na klasy. I tupierwszy zonk. Bo w ramach braku dyksryminacji dzieciaki nie są podzielonewedług ocen z podstawówki (wiem, że czasami te oceny nie są adekwatne dowiedzy, ale jednak nie rozmijają się z nią aż tak bardzo). To byłoby niesprawiedliwei skandaliczne, gdybyśmy dzieci mieli dzielić na te „gorsze” i te „lepsze”. Inikt nie rozumie, że tu nie chodzi o podział na „gorsze” i „lepsze”. O ironio,tu chodzi właśnie o brak dyskryminacji. Bo kiedy mamy tak zróżnicowaną wpoziomach grupę, zawsze ktoś zyskuje kosztem kogoś innego. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Albo przerabiam materiał powoli i od początku, żeby słabsi uczniowiemogli sobie poradzić, a tym samym uczniowie mocniejsi mdleją z nudów; albo gnamz materiałem, żeby ci mocniejsi mieli jakieś wyzwanie, ale wtedy ci słabsisiedzą z ustami „na karpika”, bo za nic w świecie nie są w stanie niczegozrozumieć. Uprzedzając pytania, nie jestem w stanie zrobić każdemu dobrze.Jeśli mocniejszej grupie dam trudniejsze zadania, to nie mam kiedy ichsprawdzić, bo muszę skupić się na grupie słabszej (próbowałam, więc wiem, jakito koszmar i jak szybko kończy się porażką). Coś za coś.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A wystarczy, żeby uczniowie byli mniej więcej na tym samym poziomie iwszystko byłoby prostsze. Tempo dostosowywałabym do danej grupy i już,pozamiatane, wszyscy mieliby szansę się czegoś nauczyć, gdyby tylko chcieli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak samo mam w tym roku z grupą podstawową. Mają jedną godzinę wtygodniu i podejrzewam, że gdyby mieli więcej, pozabijalibyśmy się na 100%. Bopołowa klasy miała angielski jako język dodatkowy w podstawówce i już coś zniego kuma, a „good morning” przyprawia ich o paroksyzmy ziewania, a drugapołowa umie powiedzieć tylko „I love you” i „f****”. MUSZĘ zacząć od „goodmorning” i nie ma przebacz, ale przez to grupa mocniejsza gada, przeszkadza,nudzi się. I ja jestem w stanie to zrozumieć, co nie zmienia faktu, żedenerwuje mnie to niezmiernie. Coś za coś.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie podoba mi się to, bo pod płaszczykiem integracji robimy krzywdędzieciakom. Oni albo sobie nie radzą w „lepszej” klasie i załamują się bardzoszybko, a zaległości odrobić nie dają rady, co powoduje kolejne załamania; albonarzekają, że szkoła jest głupia i niczego ich nie uczy, a właściwie to tylkoich cofa i muszą brać korepetycje, żeby w ogóle czegoś się nauczyć. To równieżpowoduje frustracje i załamania, bo tacy uczniowie po prostu nie mają przedsobą żadnych wyzwań, wszystko przychodzi im za łatwo i nudzą się przez to napotęgę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie wiem, jak rozwiązać ten węzeł gordyjski, ale wiem, że dopókibędziemy kierować się głupio pojętą integracją, nie zmieni się nic.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-7815476760300784932?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/7815476760300784932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/cos-za-cos.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7815476760300784932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7815476760300784932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/cos-za-cos.html' title='Coś za coś.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3253369468168641375</id><published>2012-01-04T07:32:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T19:23:13.536+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkolenia'/><title type='text'>Niedouczona.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Straszna wiadomość dla wszystkich uczniów, ich rodziców, mojejdyrektorki i mnóstwa innych osób, a przede wszystkim dla mnie samej. Jestemniedouczonym szarlatanem, który zamiast znać fachowe pojęcia ze swojej branży,po prostu robi swoje. Skąd takie przemyślenia? Ano ostatnio zdarza mi sięuczestniczyć w kursach (z racji robienia awansu i tak ogólnie, w celachdokształcania się) i na jednym z tych kursów doszłam do wniosku, że jestemnaprawdę wyjątkową ignorantką, na dodatek nie posiadającą teoretycznej wiedzy zzakresu pedagogiki i metodyki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Panie prowadzące ten kurs są naprawdę sympatyczne i ja do nich nic niemam, ale emanują taką wiedzą i roztaczają taką aurę profesjonalizmu, przyktórej moje poczucie wartości spada poniżej zera. I na dodatek robią to zupełniebez wyrachowania, tak całkiem nieświadomie. Bo ja nie czytam każdej kolejnejustawy, nowelizacji, rozporządzeń ani innych papierków, a one tak. Bo niewgłębiam się w publikacje naukowe na temat metodyki, a tych ze studiów jużdawno wyrzuciłam z pamięci, a one nie. Nie rozpoznaję żadnego z nazwisk, którete panie traktowały jako coś tak oczywistego (znaczy że powinnam znać tenazwiska i prace tych ludzi), że zrobiło mi się wstyd i się popłakałam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie, to nie żart i nie ironia. Siedziałam tam, robiłam minę w stylu:znowu ta głupia alergia (a trzeba nadmienić, że żadnej alergii na stanie nieposiadam) i łzy spływały mi po policzkach, a oczy świeciły jak latarnie opółnocy. Nie chlipałam ani nie wydawałam żadnych innych serce rozdzierającychjęków i pewnie dlatego panie miłosiernie spuściły zasłonę milczenia w temaciemoich łez, bo nie wierzę, że tak po prostu ich nie zauważyły (chyba że wzięłymoje ciągłe pocieranie gałek w celu pozbycia się wyżej wymienionych za oznakęzmęczenia).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No tak, wniosek jest jeden – należy się dokształcić, i to jaknajszybciej i jak najrzetelniej. Jest jednak pewien problem, który chyba uwieraw tym wszystkim najbardziej i robi ze mnie jednostkę niedouczoną iniedorozwiniętą niemalże – ja po prostu wielu z tych rzeczy nie rozumiem. Anawet jak rozumiem, to nie widzę w nich sensu. Debatowanie nad tym, jakimimetodami uczę i jakich technik używam w pracy z dziećmi wydaje mi sięabsurdalne. Już samo poznawanie nazw tych metod, ich charakterystyki, już samfakt, że ktoś miał ochotę i kaprys je ponazywać, scharakteryzować i kazać siękomuś ich uczyć jest dla mnie fenomenem samo w sobie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie teoretyzuję. Uczę. Może to dobrze, może źle. Nie mam czasu naczytanie tych wszystkim mądrych książek i ustaleń, rozporządzeń i innych papierków(chociaż właściwie powinnam, bo przecież traktują o moim zawodzie). Uczę. Aprzynajmniej staram się to robić, bo coraz bardziej rozszerzona papierologiazaczyna mi to skutecznie uniemożliwiać. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i w końcu ostatnie stwierdzenie, które w zawodzie nauczyciela jestnajbardziej adekwatne do sytuacji – papier wszystko przyjmie. Tak było do tejpory i tak będzie zawsze. Możemy napisać cuda na kiju i nawet wykazać sięjakimś tam wynikiem, ale prawda jest taka (przynajmniej w moim przypadku), żerobię, co mogę. Nie zawsze jest to zgodne z tym, co napisałam, bo jakim cudem wkwietniu mogę przewidzieć, na jakim poziomie będę miała uczniów i co uda mi sięz nimi zrobić. A potem trzeba robić poprawki, aneksy, a potem zdarza się lepszaklasa i cały cyrk z papierkami zaczyna się od nowa. Ale papier wszystkoprzjmie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i postanowienie na nowy rok – dokształcić się w zakresie teorii.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3253369468168641375?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3253369468168641375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/niedouczona.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3253369468168641375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3253369468168641375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/niedouczona.html' title='Niedouczona.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3608880698161965280</id><published>2012-01-02T09:00:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T19:50:29.594+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gimnazjum'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzamin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><title type='text'>Języki w gimnazjum.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dużo się w szkole pozmieniało w ramach tej reformy edukacji. Przede wszystkim powstały gimnazja, które teraz wszystkim się czkawką odbijają. To nie był dobry pomysł i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. I nie chodzi mi nawet o to, że w najgorszym możliwym wieku dzieciaki rzucone są na pastwę hormonów w jedno miejsce. Raczej o to, że co kilka lat dostają nową klasę, nowych nauczycieli i zanim zdąży dojść do jakiejkolwiek przyjaźni, zanim klasa zdąży się zgrać, już czas zaczynać wszystko od nowa. To jest chore, niedobre i nic mnie nie przekona, że jest inaczej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Druga rzecz to te egzaminy. Najpierw sprawdzian szóstoklasisty, który też ma się zmieniać i dodawać coraz to nowe wymagania i przedmioty do listy. Potem egzamin gimnazjalny, który mnie tak naprawdę dotknie dopiero w tym roku (bo dopiero od tego roku punkty z języka będą liczyły się do rekrutacji do szkoły średniej). Egzamin dzieli się na część podstawową i rozszerzoną. Podstawowa będzie liczyć się do rekrutacji już w tym roku, rozszerzona dopiero za kilka lat. &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;I w końcu po kolejnych trzech latach matura. To jest idiotyczne, ale niemal coroczne zmiany w tych egzaminach są jeszcze gorsze. Co chwila dowiaduję się, że znowu ma być inaczej, że nowa matura jest w zasadzie już bardzo starą maturą, bo teraz jest jeszcze nowsza nowa matura. Co chwila ktoś ma inny pomysł na egzamin gimnazjalny i wciela go w życie, jakby uczniowie byli masą, na której można bezkarnie eksperymentować.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A tak nie jest. Uczniowie są bardzo zmęczeni (i widzę to doskonale po moich dzieciach). Przerzucani są wymaganiami do egzaminu z każdego przedmiotu. Gubią się w tych zmianach, nie potrafią tego wszystkiego ogarnąć. Żeby uczyć się dobrze, muszą zasuwać ponad miarę, a tu jeszcze czeka na nich projekt edukacyjny, czyli kolejny dziki pomysł, stworzony przez dziwnych ludzi w ministerstwie rzekomo dla dobra uczniów, w rzeczywistości gnębi ich niemiłosiernie. Dla tych lepszych nie ma przebacz – wykorzystywani są do wszystkiego i w trzeciej klasie wypruci są już ze wszelkich dobrych chęci (ale to materiał na dłuższego, i innego, posta).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wracamy do reformy. Konkretnie do egzaminu gimnazjalnego z języka obcego. Mam trzy lata, żeby dzieciaki do niego przygotować. Tak, przygotować ich do egzaminu, bo na prawdziwą naukę zostaje niewiele czasu. Jeśli ktoś myśli, że w cztery godziny tygodniowo jestem w stanie zrobić to wszystko, czego się ode mnie oczekuje, to gratuluję dobrego samopoczucia. A już nie wspomnę o sytuacji, gdy jakiś nauczyciel ma tych godzin trzy. Nie wyobrażam sobie tego w żadnych koszmarach. I największym problemem nie jest to, że dzieciaki często przychodzą z niemal zerową wiedzą z podstawówki, bo i tak większość książek zakłada powtarzanie wszystkiego od czasownika „to be”. Problemem jest NAUCZENIE czegoś tych uczniów. Najlepiej uczy się poprzez ćwiczenia i powtórzenia (oczywiście nie mówię tu o bezmyślnych powtórkach&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;- robotach), a na ćwiczenia i powtórki trzeba mieć czas. Jednym wystarczają dwie lekcje, innym potrzeba pięć albo sześć. I tu jest pies pogrzebany – nie mam na to czasu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Żeby przerobić narzucony mi materiał przez trzy lata na czterech lekcjach tygodniowo, musiałabym chyba mieć klasę geniuszy. Bo nie mam szans, nawet przy grupie trzynastoosobowej, przepytać ich wszystkich, nauczyć wymowy, poćwiczyć słówka (najczęściej w formie gier i zabaw, bo to sprawdza się najlepiej), wytłumaczyć i poćwiczyć gramatykę, nauczyć pisać poprawnie… Mogłabym pisać o tym godzinami, ale wniosek jest jeden – nie jestem w stanie tego zrobić. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A skoro nie mogę NAUCZYĆ, to pewnie mogę chociaż przygotować ich do egzaminu. Otóż pudło. Żeby przygotować ich do egzaminu, muszę ich najpierw czegoś nauczyć, bo jednak egzamin bazuje na wiedzy. Ale załóżmy optymistyczną wersję, że jednak coś tam im do głowy nakładłam, a dodatkowo oni sami są wyjątkowo zdolni i nawet czegoś się tam nauczyli. Przychodzi do egzaminu, który w takim razie powinien być bułką z masłem. I kupa. Bo okazuje się, że pojawia się tam takie coś, jak parafraza zdań. A dzieciaki w ogóle nie wiedzą, o co chodzi, bo nigdy wcześniej nie mieli z czymś takim do czynienia. Może nawet mają wiedzę, która jest od nich wymagana, ale wierzcie mi, parafraza jest naprawdę trudna. Tak samo jak słowotwórstwo, które również jest od nich nagle wymagane. I wszystkie moje dzieci poległy na tych zadaniach, chociaż już znały podstawy tworzenia parafraz i słowotwórstwa (dodam tylko, że mówię tutaj o tych mocniejszych dzieciakach). Dlatego właśnie szlag mnie trafia, kiedy myślę o egzaminach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I ostatnia sprawa. Teoretycznie uczniowie mają wybór, który język chcą zdawać na egzaminie. Schody zaczynaja się w momencie, kiedy młody człowiek uświadomi sobie, że drugiego języka ma tylko jedną godzinę, szczęśliwcy może dwie (ucząc się od podstaw), a materiał do opanowania taki sam, jak ci przy czterech godzinach na część podstawową. Wtedy nagle przychodzi otrzeźwienie, że wybór jest pozorny i może otworzyć furtkę komuś, kto uczy się języka dodatkowo, na kursach, ale na pewno nie temu, kto zaczął nowy język w gimnazjum. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I tak kręci się to kwadratowe kółko, zwane w naszym pięknym kraju edukacją.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3608880698161965280?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3608880698161965280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/jezyki-w-gimnazjum.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3608880698161965280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3608880698161965280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/jezyki-w-gimnazjum.html' title='Języki w gimnazjum.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6487598626928106301</id><published>2012-01-01T11:54:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T19:49:13.395+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ja'/><title type='text'>O kulinariach nieco inaczej.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Moja koleżanka kiedyś powiedziała mi, że jestem nienormalna, bopotrafię ugotować dwa różne obiady tylko dlatego, że chcę zjeść coś, co mojemumężowi nie smakuje. Ona gotuje jednorazowo dla wszystkich i nie interesuje jej,że mąż czegoś nie lubi. Jest na stole to ma to zjeść i tyle. Skoro ona może, toon też. I on się na ten układ godzi. I tak jest dobrze. Tylko że u nas jestzupełnie inaczej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Odkąd pamiętam, nikt w domu nie zmuszał mnie do jedzenia rzeczy,których nie lubiłam. Nie było ich wiele, ale mama za każdym razem pytała mnie,na co mam ochotę. Przy każdym posiłku. I często gotowała właśnie to, co sobiezażyczyłam (nie zawsze, czasami miała już gotowy obiad i podstawiała mi go podnos). Jeśli czegoś nie lubiłam, nie gościło to na moim talerzu. Nie wiem, czyto mama nauczyła mnie lubić to samo co ona, czy po prostu odkąd się urodziłamnie jadła potraw, które ona lubi, a ja nie. Faktem jest, że nie musiałamwciskać w siebie znienawidzonego jedzenia tylko dlatego, że mama takpowiedziała. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Taką samą zasadę stosuję wobec mojego męża. Wiadomo, że każde z nasprzyszło do tej wspólnej norki z własnymi przyzwyczajeniami i że w swoichrodzinnych domach mieliśmy własne upodobania. Docieramy się nawzajem, bo taktrzeba. Jednak docieranie nie polega na wzajemnym zmuszaniu się do przyjęciazasad tej drugiej osoby. Docieranie się polega na kompromisach, również tychkulinarnych. Jeśli jego mama robiła jakąś potrawę inaczej niż ja to daję muposmakować mojej, a potem staram się zrobić, jak u niego i sama jej posmakować.Raz tak, raz tak. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jeśli mój mąż czegoś nie lubi (a ja owszem), mam trzy wyjścia. Postawićmu to pod nos i zażądać konsumpcji. Nigdy tego nie gotować. Ugotować dwaobiady. Pierwszej opcji nie wyobrażam sobie w ogóle. Druga wymagałaby ode mniezbyt wielkiego poświęcenia. Jeśli coś lubię, chciałabym to od czasu do czasuzjeść. Dlatego w grę wchodzi tylko opcja trzecia. Dlatego jeśli ja akurat mamochotę na szpinak, to mężowi smażę karkówkę (za którą sama nie przepadam).Jeśli on chce zjeść pierogi z mięsem (lubię, ale nie za często), ja gotujęsobie kurczaka w sosie śmietanowo – ziołowym. I tak dalej…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jest to dla mnie tak naturalne, jak oddychanie. Jednak coraz częściejzauważam, że jestem raczej wyjątkiem niż regułą. Kobiety nie lubią chodzić nakompromis (nie tylko kulinarny), często żądają od partnera, żeby zachowywał siętak, jak one tego oczekują. Nie może iść z kolegami na piwo, bo się spije. Niemoże oglądać się za kobietami, bo ją zdradzi. Nie może oglądać pornosów, bo napewno jest zboczeńcem. I tak na okrągło. Za to ona może iść z koleżankami dokawiarni, bo one tak kulturalnie tylko sobie pogadają. Ona może być obiektempożądania innych mężczyzn (wśród nich są mężczyźni innych kobiet, a te kobietynie pozwalają się oglądać za innymi, itd.), bo to takie miłe. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Najwidoczniej ja jestem jakaś inna, ale dobrze mi z tym :)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6487598626928106301?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6487598626928106301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/o-kulinariach-nieco-inaczej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6487598626928106301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6487598626928106301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2012/01/o-kulinariach-nieco-inaczej.html' title='O kulinariach nieco inaczej.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2235142200078986610</id><published>2011-12-31T18:54:00.002+01:00</published><updated>2011-12-31T18:54:37.567+01:00</updated><title type='text'>Życzenia noworoczne.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jako rasowa ateistka, nie składałam życzeń bożonarodzeniowych (tak naprawdę nie miałam czasu i zapomniałam:)). Owszem, spotykam się z rodziną na Wigilię, nawet życzymy sobie wesołych świąt i znajdujemy prezenty pod choinką (która zresztą jest mega pogańskim zwyczajem), ale ogólnie rzecz biorąc nie przywiązuję do świąt aż takiej wagi. Dla mnie to nie jest celebracja katolicka, a tylko spotkanie w rodzinnym gronie z okazji kilku wolnych dni. Nie mam trzynastu dań, chociaż króluje karp (jest absolutnie pyszny, ale tylko w tym okresie roku). Jemy mięso, nie idziemy na pasterkę, w ogóle nie chodzimy do kościoła. No ale Sylwester to już całkiem co innego :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;To już trzeci Sylwester, którego spędzam wśród blogującej braci. Nie powiem, że w końcu po trzech latach ciężkiej pracy mam po milion wejść każdego pięknego dnia, bo nie mam. Nie mam nawet dwustu wejść przy nowym poście, a co dopiero na co dzień. Jednak piszę tego bloga, bo robi mi to dobrze. Mogę się wywnętrznić, ponarzekać albo się pochwalić. I na razie tyle mi wystarczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dlatego w ten wyjątkowy dzień życzę wszystkim spełnienia marzeń. I tylko tyle.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2235142200078986610?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2235142200078986610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/12/zyczenia-noworoczne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2235142200078986610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2235142200078986610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/12/zyczenia-noworoczne.html' title='Życzenia noworoczne.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1821777513074412436</id><published>2011-12-31T13:36:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T19:50:08.234+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><title type='text'>Angielski jest najważniejszy.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nigdy nie myślałam, że powiem to moim uczniom. Zwłaszcza że sama nienawidziłam, kiedy jakiś nauczyciel (zwłaszcza z przedmiotu, w którym nie widziałam swojej przyszłości, jak biologia czy fizyka) mówił, że jego przedmiot jest najważniejszy i inne go nie interesują. I starałam się, naprawdę się starałam, żeby moi uczniowie nie usłyszeli tych słów z moich ust. Jednak okazało się, że tak się nie da.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kiedy nie było egzaminów z języka, można było jeszcze tego uniknąć. Dzieci albo widziały sens w uczeniu się języka, albo nie i to był ich własny wybór. Oceniałam ich według wiedzy, ale także częściowo według chęci, bo nie każdy ma zdolności do języka. W pewnym momencie jednak i ja zaczęłam być oceniana. Oceny wystawiane przeze mnie zaczęły być weryfikowane przez egzamin zewnętrzny. A egzamin zewnętrzny bierze pod uwagę tylko i wyłącznie wiedzę. I tu zaczął się problem. Już nie mogę oceniać dobrych chęci. Już muszę oceniać tylko i wyłącznie wiedzę. Są tego plusy – bo w końcu o to chodzi, żeby się porządnie nauczyć, ale są też minusy – bo naprawdę nie każdy ma talent do języków i ja to mogę zrozumieć. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dlatego właśnie w tym roku moi uczniowie po raz pierwszy usłyszeli te okropne słowa : „Angielski jest najważniejszy. Nie interesuje mnie, ile sprawdzianów macie ani z jakiego przedmiotu. Dla mnie liczy się tylko mój przedmiot.” I koniec. Nie powiem, że lubię siebie za te słowa. I wiem, że język jest ważny i z pewnością wcześniej czy później oni też się o tym przekonają i będą musieli wziąć prywatne lekcje, bo przecież ta głupia pani w szkole niczego ich nie nauczyła. Jednak chciałabym, żeby moi uczniowie nie przekonali się o tym w ten sposób. Żebym nie musiała używać takich słów, których obiecałam sobie nie używać. Tyle że inaczej się już nie da.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1821777513074412436?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1821777513074412436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/12/angielski-jest-najwazniejszy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1821777513074412436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1821777513074412436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/12/angielski-jest-najwazniejszy.html' title='Angielski jest najważniejszy.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2206796249725534795</id><published>2011-12-27T15:26:00.002+01:00</published><updated>2012-01-23T19:50:45.508+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ja'/><title type='text'>Cztery miesiące.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dokładnie tyle mnie nie było. Znaczy byłam, ale tylko fizycznie, bo mentalnie pływałam po morzach i oceanach zupełnie innych niż mój dom i życie. Najpierw była operacja i dochodzenie do siebie. Potem była intensywna praca, konkursy, szkolenia, spotkania, przygotowywanie się do lekcji, sprawdziany i inne takie. Nie było mnie. Wróciłam. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ciężko było rozmawiać z mężem po tylu miesiącach stłamszonych żalów. I wiem już, że – choć brzmi to tandetnie – nie można przestać ze sobą rozmawiać. Trzeba mówić, nie milczeć, nawet jeśli ta druga osoba nie od razu usłyszy, zrozumie. Bo można stracić to, co budowało się w pocie czoła, przez lata, w ciągu zaledwie paru miesięcy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wiem, że piszę niczym autorka bestsellerowych powieści miłosnych, ale olśniło mnie, że nasze życie nie jest niczym innym niż właśnie taką powieścią. Może bez tych wzlotów i upadków, może nam pisany jest większy constans, większa nuda, ale idea jest ta sama. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Także powoli wracam do żywych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2206796249725534795?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2206796249725534795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/12/cztery-miesiace.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2206796249725534795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2206796249725534795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/12/cztery-miesiace.html' title='Cztery miesiące.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8794567513601998590</id><published>2011-11-27T14:58:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T19:51:15.528+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='korepetycje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='angielski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Te nieszczęsne korepetycje.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W zawodzie nauczyciela można spotkać się z czymś, co szumnie nazywab się korepetycjami. Oczywiście niektórzy nie chcą, by sugerować im brak wiedzy i korepetycje nazywają lekcjami – taka poprawność polityczna. Jakby nie było, korepetycje można podzielić na dwie kategorie: desperackie i dodatkowe. Krótkie rozwinięcie – desperackie to takie, które mają na celu gwałtowne i w miarę szybkie podniesienie poziomu wiedzy, a dodatkowe to takie, które służą faktycznemu podniesieniu swojej wiedzy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W swojej pracy zbyt często spotykam się z tą pierwszą opcją. Nauczyciel jest głupi, nie potrafi niczego nauczyć, opierdala się na lekcjach, więc żeby pociecha zdała egzaminy, pozostaje tylko zatrudnienie korepetytora za ciężkie pieniądze. I bardzo często są to faktycznie ciężkie pieniądze, bo wydanie 40-100 złotych za godzinę kilka razy w tygodniu to wydatek szaleńczy. No ale czego nie robi się dla swojego dziecka, żeby mu ten nierób nie zmarnował życia i możliwości poznania języka. Największy dramat zaczyna się, gdy również korepetytor, pomimo ładowania w jego kieszeń dukatów, nie jest w stanie poprawić wyników dziecka. Wtedy zaczyna się szukanie kolejnego i kolejnego, i kolejnego…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A czasami wystarczyłoby zapędzenie dzieciaka do pracy. Bo czasami naprawdę do tego się to wszystko sprowadza. Dziecko nie uczy się, bo mu się nie chce, rodzice nijak nad tym nie panują, sypią się jedynki, a po jakimś czasie dziecko ma takie braki, że nie sposób nadrobić ich w kilka tygodni. Jeśli dziecko nadal uparcie się nie uczy, nadrobienie zaległości jest po prostu niemożliwe. Dziecko zwala wszystko na głupiego nauczyciela, który się na niego uparł, rodzice wyzywają korepetytora od najgorszych, bo jak to – on nie potrafi nauczyć ich dziecka w 60 minut tego, czego powinno uczyć się i powtarzać w domu przez wiele godzin? Kolejny jakiś nieudacznik! Ostatnio moja znajoma powiedziała, że zrezygnowała z korepetycji, bo dziewczyna się nie uczyła. „Odważna jesteś” – powiedziałam. A ona na to: „Nie zawsze tak było. Jak się potrzebuje pieniędzy, to się tkwi w takim układzie miesiącami albo latami. Ale teraz mam więcej kasy i nie potrzebuję tracić swojego czasu i nerwów ani szarpać swojej reputacji dla jakiegoś lenia.” I to była święta prawda. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Czasami korepetytor nie potrafi powiedzieć rodzicom, że ich dziecko jest pie… noooooooo, leniem i żadne lekcje nic nie dadzą. Nie potrafi tego zrobić, bo to niechybna utrata zarobku. Nie jestem bez winy, sama trwałam po wielokroć w takim bagnie (na szczęście w większości byli to dorośli, którzy wiecznie mieli co innego do roboty, mimo że sami wzięli lekcje na własny rachunek). A rodzice, zamiast posłuchać nauczyciela, który chce naprawdę dobrze, wywalają go z pracy i biorą sobie takiego, co się nie wychyli, ale dziecku też nie pomoże.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kolejne rzecz, która mnie dziwi, to fakt, dlaczego dzieci nie korzystają z innych możliwości nauki. Wynaleziono coś takiego, jak konsultacje nauczycieli (są już w większości szkół). I, co ciekawe, przychodzi na nie bardzo mało uczniów. A czym są konsultacje, jeśli nie prywatnymi lekcjami? Rozumiem, jeśli nauczyciel jest rzeczywiście do kitu (czy ja mówiłam kiedykolwiek, że my jesteśmy bez winy?) albo konsultacje nakładają się na inne lekcje, ale najczęściej (mówię tu z doświadczenia) jest to efekt lenistwa, a nie warunków zewnętrznych. Dlatego zanim wyda się kupę kasy na korepetycje warto sprawdzić, czy one są rzeczywiście potrzebne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dochodzimy w końcu do drugiej grupy, ukochanej przez wszelkiej maści nauczycieli i korepetytorów. Ktoś płaci ciężką kasę za lekcje i naprawdę z nich korzysta. Uczy się pilnie i regularnie (no, może okazjonalnie coś tam zawali, ale każdemu się zdarzy). Widać, że mu zależy i naprawdę próbuje, a co za tym idzie, ma efekty. I tu powiem coś, co jest bardzo niepopularne wśród nauczycieli – to nie jest nasza zasługa. To znaczy nie bezpośrednio. Bo oczywiście jesteśmy po to, by wytłumaczyć, rozwiać wątpliwości i niejasności, ale nauczyć każdy się musi sam. Nikomu nie wbiję do głowy słownictwa czy czasowników nieregularnych, a bez tego ani rusz. I dlatego za sukcesy swoich uczniow nie przypisuję sobie wyłącznej zasługi. Na sukcesy pracujemy wszyscy razem, dając z siebie wszystko, ale jeśli coś nie wychodzi to oznacza, że ktoś w tej machinie nawala. Czasem jest to nauczyciel, ale w dzisiejszych czasach o wiele częściej uczeń. I to, że przyszło mi pracować w takich czasach, smuci mnie niezmiernie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8794567513601998590?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8794567513601998590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/11/te-nieszczesne-korepetycje.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8794567513601998590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8794567513601998590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/11/te-nieszczesne-korepetycje.html' title='Te nieszczęsne korepetycje.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-695600479211486156</id><published>2011-11-27T14:20:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T19:51:35.512+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='awans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Awans na mianowanego.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W tym roku, po kilku latach zawodowego migania się, postanowiłam zacząc w końcu staż na kolejny stopień w awansie zawodowym nauczyciela. Migałam się, ponieważ 304 złote brutto nie są dla mnie wystarczającą rekompensatą za trzy lata wyjęte z życia i stresy egzaminacyjne. Przez te trzy lata zabijam setki biednych drzewek, bo papierologia przewyższa średnią około 10000000 kopii miesięcznie do około zyliona kopii miesięcznie. Innymi słowy – skoro czegoś nie ma na papierze, to jakby w ogóle się nie zdarzyło. I nie jest istotne to, że podobno już nie wymagają teczki stażu &lt;i&gt;per se&lt;/i&gt;, istotny jest fakt, że aby coś udowodnić, muszę mieć to na piśmie, a więc w teczce stażu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i te genialne pytania… O pracy z dziećmi mogłabym opowiadać godzinami. Jakie metody stosuję, co z nimi robię, co robię dla nich, bo to dla mnie chleb powszedni. Jednak od zawsze wiedziałam, że to nie może być takie proste. I w końcu wpadł mi w ręce taki spis, który ktoś nazwał 100 pytań do… znaczy na mianowanego. I tu zacytuję kilka pytań:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Kto powołuje komisję na egzamin dla nauczycieli ubiegających się o stopień nauczyciela mianowanego?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Wymień organy szkoły i powiedz, które z nich są organami społecznymi?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Co sądzisz o reformie edukacji?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Na to ostatnie pytanie Państwo egzaminatorzy z pewnością nie chcą znać mojej szczerej odpowiedzi, bo mogłoby paść zbyt dużo bluzgów, a to z pewnością nie jest mile widziane na egzaminie. Co do pozostałych pytań… No cóż, posiadam internet, umiem nawet czytać, więc dobranie się do książki bądź źródła internetowego nie stanowi dla mnie problemu. Dlaczego więc zadaje mi się pytania, które do niczego nie są mi potrzebne i w żaden sposób nie wpływają na jakość mojej pracy? Jeśli zaś będą mi potrzebne, wystarczy pogrzebać w internecie i odpowiedź zawsze się znajdzie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Właśnie dlatego unikałam tego awansu jak ognia – bo gromadzenie papierków i odpowiadanie na głupie pytania nigdy nie było moim hobby. Uważam że swoją pracę wykonuję dobrze, a weryfikacja tego powinna następować nie w formie dziwnego egzaminu, najeżonego dziwnymi pytaniami. Jaka więc forma by mnie satysfakcjonowała? Otóż świetnie sprawdziłaby się opinia pani dyrektor oraz opiekuna stażu. Dodatkowo można zostawić prezentację swoich działań (bo taka część egzaminu również obowiązuje). Powołując się na moje odpowiedzi Państwo egzaminatorzy naprawdę będą mieli problemy z rzetelną oceną mojej pracy, bo ja po prostu nie lubię i nie umiem lać wody aż tak, żeby ich to zadowoliło. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Swoją pracę wykonuję najlepiej jak umiem, w warunkach, w których przyszło mi ją wykonywać. Staram się dać tym uczniom wszystko, co najlepsze, wykorzystując wszelkie możliwe źródła. Nie jestem i nie czuję się odpowiedzialna za ich wyniki, bo poza tym, co ja daję z siebie w szkole, ich obowiązkiem jest uczyć się w domu i tylko wtedy moja praca może przynieść jakieś efekty. Jeśli tego nie robią, czuję się zwolniona z odpowiedzialności za cokolwiek. Jednak zawsze, naprawdę ZAWSZE, staram się dać dzieciakom wszystko, co najlepsze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-695600479211486156?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/695600479211486156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/11/awans-na-mianowanego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/695600479211486156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/695600479211486156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/11/awans-na-mianowanego.html' title='Awans na mianowanego.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3152383787498646711</id><published>2011-11-02T09:03:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T09:03:14.410+01:00</updated><title type='text'>Zajęcia opiekuńczo - wychowawcze.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W szkole wynaleziono coś, co nazywa się zajęciami opiekuńczo – wychowawczymi. Na czym to polega? Otóż jeśli uczeń nie przyniesie kartki, że ma się nim kto zająć w dni wolne (albo ustalone przez szkołę jako wolne, jak na przykład w poniedziałek), to ma obowiązek stawić się w szkole. Nie ma lekcji (dni wolne od zajęć dydaktycznych), a jedynie nauczyciele mają nad nim sprawować opiekę, żeby sobie krzywdy nie zrobił. Oczywiście w praktyce wygląda to nieco inaczej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Podam przykład naszej szkoły. W piątek pojawił się plan lekcji sklecony dla osób, które kartek nie przyniosły. Ku mojemu zdziwieniu pojawił się tam napis „język angielski”. Tylko co ja mam z tymi dziećmi robić, skoro nie mogę robić angielskiego, bo nie ma zajęć dydaktycznych (poza tym połowa klasy została zwolniona przez rodziców, więc i tak musiałabym robić ten sam temat dwa razy). Oczywiście efekt końcowy jest taki, że w szkole pustki, nikt nie przyszedł, a zgraja nauczycieli siedzi w pokoju nauczycielskim. Po uporządkowaniu i uzupełnieniu papierków pozostaje nam siedzieć i patrzeć się na siebie nawzajem. Nikt nie wziął żadnych sprawdzianów ani kartkówek do sprawdzania, bo przecież miały być zajęcia. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i siedzimy sobie w pokoju nauczycielskim i gadamy o dupie Maryni. Jedni siedzą na necie, inni (moi) piszą posty na blogi, jeszcze inni grają na telefonie. Nie rozumiem tej idei. Mamy teraz siedzieć do 11, bo taka jest zasada. Siedzieć kompletnie bezproduktywnie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3152383787498646711?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3152383787498646711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/11/zajecia-opiekunczo-wychowawcze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3152383787498646711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3152383787498646711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/11/zajecia-opiekunczo-wychowawcze.html' title='Zajęcia opiekuńczo - wychowawcze.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-7583677955353682774</id><published>2011-09-29T14:04:00.002+02:00</published><updated>2012-01-23T19:52:08.390+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Moja praca.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jestem świeżo po lekturze wywiadu z pewnym panem, który znalazłam w pewnym brukowcu. Nie będę podawała ani nazwiska owego pana, ani tym bardziej nazwy pisemka, wspomnę tylko o wniosku, jaki wyciągnęłam z tego całkiem niezłego zresztą wywiadu. Otóż pan ten czuje się spełniony i szczęśliwy, bo jego praca daje mu satysfakcję, a życie prywatne dostarcza wielu radości. I tak sobie w związku z tym pomyślałam, że mnie też praca dostarcza wiele satysfakcji. Właściwie na równi z frustracją, niestety, ale zdałam sobie bardzo mocno sprawę z tego, że ja lubię uczyć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ile już razy obiecywałam sobie, że rzucę tą robotę i najmę się do jakiejś korporacji do prowadzenia szkoleń z języka albo na tłumacza. Przynajmniej zarobię normalne pieniądze i nie będę musiała kombinować od pierwszego do pierwszego. I za każdym razem na czczych pogróżkach się kończyło. A czemuż to? Bo kocham to, co robię. Wśród tych wszystkich żalów, które wylewam wartkim strumieniem, wśród tej papierkowej roboty, której nienawidzę, kryje się coś, co uwielbiam, co jest moim motorem, napędza mnie i pozwala cieszyć się życiem – uczeń.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kocham te dzieciaki. Czy ten lepszy, czy ten gorszy, każdy jest w jakimś stopniu mój. Każdego w jakimś stopniu kształtuję. Czy robię to dobrze, czy źle, policzone mi zostanie nieco później. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, bo rzadko kiedy mam okazję usłyszeć kilka słów prawdy od swoich uczniów. Kiedy dorastają, nie bawią się w odwiedzanie starych nauczycieli. A jeśli nawet odwiedzają, to nie wychodzi się poza zwyczajowe ramy (co tam w nowej szkole, jak Ci wyszło życie, co teraz robisz?). Nikt nie mówi: „wiele Pani zawdzięczam, chcę podziękować”, czy „strasznie Pani nie lubiłam, była Pani zbyt ostra” (dementuję przekonanie, że ostrych nauczycieli pamięta się najmilej – do dziś wspominam swoją ostrą nauczycielkę ze szczerą nienawiścią).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Natomiast na pewno kocham to, co robię. Kiedyś, gdy szłam na kolejny kurs czy inne szkolenie, usłyszałam od męża: „Ty chyba to lubisz. Tak latać z kursu na kurs czy na inne głupie rady pedagogiczne”. Wtedy zaparłam się tego, jak żaba błota. Teraz odpowiedziałabym inaczej. Tak, lubię to. Nie dlatego, że mogę się czegoś nowego nauczyć, ale dlatego, że to jest część pracy nauczyciela, a ja kocham być nauczycielką. Pomimo wielu problemów, trudności, kłód rzucanych nam pod nogi. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Przygotowuję każdą lekcję najstaranniej jak się da. To nieprawda, że po kilku latach nauczyciel ma system i już nic nie musi robić. Dobry nauczyciel uczy się każdej klasy z osobna i do dzieci dostosowuje prowadzone lekcje. Czasem można zrobić więcej, czasem mniej, zawsze trzeba być na bieżąco. Można wymyślać nowe lekcje, chodzić z dziećmi do kina, na wycieczki, pracować z tablicą multimedialną, wchodzić na strony internetowe. To wszystko zajmuje czas, wymaga mojego poświęcenia, czasem kosztem dziecka i rodziny. Tyle że, jak już napisałam, tam też są „moje” dzieci, które mniej lub bardziej świadomie, ale jednak na mnie liczą. Czasem cierpi rodzina, czasem szkoła. Nie można mieć wszystkiego. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Najważniejsze jednak, że daję z siebie wszystko, a czasem nawet więcej. Dlatego właśnie czuję się spełniona. Bo wiem, że nie odwalam fuszerki i jestem w porządku w stosunku do samej siebie. Ostatnio pewien dyrektor z pewnej szkoły powiedział kilka bardzo mądrych zdań. Brzmiało to mniej więcej tak:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;„Jako nauczyciele jesteśmy odpowiedzialni tylko i wyłącznie za to, co robimy, jak nauczamy, czy robimy to dobrze. Nie jesteśmy jednak w najmniejszym stopniu odpowiedzialni za wyniki uczniów. Co oni robią z tą wiedzą, zależy od nich. My mamy ich uczyć, ale nauczyć muszą się sami.”&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I niech te słowa, które stały się moim mottem, będą tu puentą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-7583677955353682774?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/7583677955353682774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/moja-praca.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7583677955353682774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7583677955353682774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/moja-praca.html' title='Moja praca.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-607737674009158352</id><published>2011-09-29T13:13:00.000+02:00</published><updated>2011-09-29T13:13:01.050+02:00</updated><title type='text'>One Lovely Blog Award.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Chociaż największy bum na One Lovely Blog Award już się skończył, ja właśnie teraz zebrałam się do skończenia tego posta. Jego część powstała już jakiś czas temu, ale nie miałam jakoś serca go opublikować. Dlatego jakiekolwiek nieścisłości proszę złożyć na karb rozciągnięcia w czasie :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Szczerze nienawidzę wszelkiego rodzaju łańcuszków szczęścia, idiotycznych maili w stylu „przedstawiamy ofertę SPECJALNIE DLA PANI”, czy tym podobnych rzeczy. Nie mogę patrzeć, gdy nagle milion osób ma te same znaczki, bransoletki, łańcuszki czy inne ozdóbki. Rozumiem łączenie się w bólu czy też ogólną solidarność narodu, a mimo wszystko tego nie lubię. Ok., moje prawo :)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jednak kiedy dostałam nominację do One Lovely Blog Award od &lt;a href="http://kochaniezalozbloga.blogspot.com/"&gt;racjoo&lt;/a&gt; pomyślałam, że głupio byłoby nie skorzystać i olać. W końcu była ona tak miła, że uznała między innymi mój blog za warty uwagi i nominacji. Jakże mogłabym zrobić jej taki afront i olać dziewczynę, no jak? Zwłaszcza że jej nominacja, jak i sam fakt, że mojego bloga czyta, był dla mnie nie lada zaskoczeniem :)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;. Dlatego też zacznę od faktu, że dziękuję za nominację i w końcu piszę tego posta. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ekPRXWcDarA/ToRSSlKybhI/AAAAAAAAALU/TuwjnF2S1yc/s1600/One+lovely.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" kca="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-ekPRXWcDarA/ToRSSlKybhI/AAAAAAAAALU/TuwjnF2S1yc/s1600/One+lovely.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zasady są takie:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;1. Trzeba umieścić u siebie link do bloga osoby, która przesłała nominację.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;2. Należy wkleić logo na swoim blogu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;3. Napisać 7 rzeczy o sobie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;4. A na końcu nominować 16 osób i poinformować je o tym, pisząc odpowiedni komentarz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dwa pierwsze punkty to pan pikuś, dwa ostatnie już mi nieco doskwierają. Niby wiem, że te siedem rzeczy to nie musi być grom z jasnego nieba ani żaden wielki sekret, który do tej pory pozostawał ukryty, ale jednak mam wrażenie, że czytający chętnie poznaliby kilka ciekawych szczegółów na temat mojej skromnej osoby. Zaś nominowanie 16 blogów to już doprawdy wyzwanie. Owszem, czytam tyle blogów albo i więcej, ale komu tu wysłać nominację??? Są tacy, co już zostali nominowani, tacy, którzy prawdopodobnie nie są zainteresowani i tacy, którzy pewnie by się ucieszyli, ale pewności nie ma. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A ponieważ zabawa już nikogo nie rajcuje, jak jeszcze kilka miesięcy temu, postanowiłam nie nominować nikogo konkretnego. Jeśli kogoś tym uraziłam, przepraszam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Także pozwólcie, droga gawiedzi, że poniżej rozprawię się z ostatnim punktem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;SIEDEM RZECZY O MNIE&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ol style="margin-top: 0in;" type="1"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kocham swoją pracę. Nie ważne, jak bardzo narzekam, jak mało dostaję pieniędzy i jak wiele mam w niej problemów – nie mogłabym pracować niegdzie indziej. Znaczy moglabym, ale nie chcę. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zaczynam lubić siebie. Nie swój charakter, ale wygląd. Jednak chudnięcie pomaga. Nie czułam się dobrze w rozmiarze 48. Wczoraj spojrzałam w lustro (tak naprawdę spojrzałam, a nie rzuciłam okiem na świeżo ułożone włosy) i spodobało mi się to, co tam zobaczyłam. Teraz muszę tylko zmienić oprawki okularów, żeby lepiej było widać moje piękne, duże oczy ze zmysłowo długimi rzęsami. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jestem złą matką. Często denerwuję się na syna, czasem krzyczę, kilka razy zdarzyło&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;mi się przeklnąć, a niejednokrotnie (o zgrozo!) dostał po łapach. Kwalifikuję się właściwie do patologii. I mam to w nosie. Wierzę i widzę, że mój syn jest szczęśliwy. I mam nadzieję, że jednak nauczę się mniej denerwować.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak samo często denerwuję się na dzieciaki w szkole. Nie przeklinam ani nie walę po łapach, ale ciśnienie skacze mi, jak po dobrym espresso. Staram się mniej przejmować, ale zależy mi na tych dzieciakach. Co począć?&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jestem leniwa. Jak nie wiem co. Mogłabym spać całą dobę. Czasami tylko dostaję jakiegoś kopa od losu i wtedy moglabym góry przenosić. Na co dzień wolę spać.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jestem głupia i nie mam hobby. Nie chodzi o taką „prawdziwą” głupotę, ale raczej o ignorancję. Jeśli coś mnie nie interesuje, nie zajmuję się tym. Nie czytam na ten temat, nie wgłębiam się w problem, olewam innymi słowy. Moim hobby jest język i praca w szkole, ale nie wiem, czy to można tak do końca nazwać hobby. Nie zbieram znaczków, nie śmigam po falach, nie chodzę po górach, w ogóle jestem mało mobilna. &lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="margin: 0in 0in 0pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list .5in; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kocham swoje życie. Już pisałam o tym obszerniej &lt;a href="http://bloggingskylark.blogspot.com/2009/08/jestem-nudna.html"&gt;tu&lt;/a&gt;, więc proponuję się przenieść, jeśli kogoś to interesuje. Tyle że odkrywam to co jakiś czas na nowo. Jestem spełniona, a mam dopiero 31 lat :).&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-607737674009158352?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/607737674009158352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/one-lovely-blog-award.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/607737674009158352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/607737674009158352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/one-lovely-blog-award.html' title='One Lovely Blog Award.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ekPRXWcDarA/ToRSSlKybhI/AAAAAAAAALU/TuwjnF2S1yc/s72-c/One+lovely.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3167223004085808086</id><published>2011-09-20T14:50:00.000+02:00</published><updated>2012-01-23T19:52:27.352+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Egzaminy poprawkowe.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jestem, żyję i mam się całkiem dobrze. Okazało się, że nie takie kłopoty straszne, jak wyobraźnia je maluje. Dlatego też wyszłam z tych kłopotów dość szybko. Wtedy jednak na horyzoncie pojawił się pan woreczek żółciowy, który postanowił zejść z tego padołu na skutek posiadania kamieni. O pobycie w szpitalu, a właściwie klinice, pisać nie będę, gdyż był on nudny jak flaki z olejem (czyt. wszyscy byli mili i kochani, ufałam im bezgranicznie i nie mam się na co skarżyć :)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;). A jak już pan woreczek zszedł to wszystko w środku zaczęło jakby bardziej dawać o sobie znać, czyli prozaicznie boleć. I dlatego właśnie, pomimo posiadania, pardon, sraczki umysłowej, nie poradziłam sobie z zamieszczaniem tejże na blogu. Niniejszym poprawiam się i zarzekam, że kolejny tydzień będzie obfitował w notki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Na pierwszy ogień pójdą egzaminy poprawkowe. W tym roku było pomieszanie z poplątaniem, gdyż z powodu chwilowej nieobecności jednej z pań dyrektor, nad wszystkimi egzaminami czuwała druga pani dyrektor. Egzaminów było dużo, więc żeby nie było mega zamieszania, pani dyrektor zarządziła egzaminy łączone. Czyli pisemny wszyscy piszą w jednej sali, a na ustne wchodzi się wahadłowo, czyli po jednej osobie na każdy przedmiot. W mojej sali ustne zdawał angielski (nic dziwnego) i historia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Z historii za dobra nie jestem, więc stwierdziłam, że może się&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nieco poduczę, słuchając kwiatu młodzieży. I do dziś nie wiem, czy to kwiat młodzieży okazał się istnym chwastem, czy też Bozia mózgu nie dała, bo stało się w kolejce po urodę. Dialog, który pojawi się poniżej, nie ilustruje dokładnych słów ani nauczycielki, ani uczennicy, postaram się jednak być jak najbardziej dokładna (pamięć w końcu nie aż taka zła). Ponadto proszę sobie przed każdą odpowiedzią postawić pauzę, gdyż w tym czasie dziewoja myślała intensywnie, co widać było po wyrazie uroczej twarzyczki, chociaż na mój gust mogły tam zachodzić zgoła inne procesy (może fermentacja), sądząc po udzielanych odpowiedziach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Powiedz mi, jakich znasz bogów greckich.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie znam żadnego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A jest taki jeden, najważniejszy, często na rycinach przedstawiany z piorunami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie wiem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A może w takim razie znasz takie powiedzenie, że jak ktoś nie jest z czegoś dobry to jest to jego pięta…?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ok., przejdźmy do następnego pytania. Wiesz, że w Polsce jest Sejm i Senat.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nieśmiałe kiwnięcie głową na tak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A gdzie one się znajdują? W jakim mieście?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A oglądasz czasem jakieś wiadomości w telewizji?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie. – prawie obrażona, jakby oglądanie wiadomości godziło w jej honor.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- No dobrze, to inaczej. Co jest stolicą Polski?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W tym momencie stwierdziłam, że moje szare komórki wołają o natychmiastową pomoc i reanimację, bo większość z nich zeszła na zawał. Siedziałam na swoim miejscu (to jakże biedne dziecko siedziało tyłem do mnie) i stroiłam przedziwne miny osoby, która się dusi, dławi i ogólnie jest w agonii.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- To chyba nie mam co pytać cię o poprzednie stolice Polski?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A kto jest prezydentem w Polsce?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Lech Kaczyński.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Panienka spóźniła się o rok i trochę, ale nic to, najważniejsze, że na ten temat miała jeszcze jakiekolwiek pojęcie. Pewnie nie ominął jej szał smoleński, choć podejrzewam, że bardzo się o to starała. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ogólnie rzecz biorąc, padłam, słuchając jej odpowiedzi. Jakby ktoś pytał – nie zdała. Podobnie było z językiem angielskim i niemieckim, ale z powodów problemów językowych występujących w przekazie, napiszę o tym tylko na wyraźną prośbę czytelników :)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3167223004085808086?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3167223004085808086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/egzaminy-poprawkowe.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3167223004085808086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3167223004085808086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/egzaminy-poprawkowe.html' title='Egzaminy poprawkowe.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5164994333400889619</id><published>2011-09-01T11:58:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T09:14:04.037+01:00</updated><title type='text'>Trudne decyzje.</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Nasze życie pełne jest dokonanych wyborów. Tych dobrych i tych złych. Naszych. Czasem nawet te złe wychodzą nam na dobre. Jednak najtrudniejsze są wybory pomiędzy mniejszym złem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zostawić dziecko dłużej w przedszkolu i iść do drugiej pracy, żeby mieć za co go ubrać, czy może jeść chleb z wodą i więcej czasu spędzać z Młodym. Rzucić pracę, w której zaczyna się mnie rolować czy lepiej trzymać się w miarę pewnej posady. Za te pieniądze robić w szkole coś więcej czy tylko chodzić na swoje godziny.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Takich wyborów czeka mnie w tym roku wiele i proszę los, żeby oszczędził mi błędów...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5164994333400889619?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5164994333400889619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/trudne-decyzje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5164994333400889619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5164994333400889619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/09/trudne-decyzje.html' title='Trudne decyzje.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-595361707581861455</id><published>2011-08-10T08:38:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T09:14:16.854+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Inni mają gorzej...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Post ten będzie napisany pod wpływem impulsu, który postanowił mnie dotknąć w czasie czytania innego bloga, którego jednakowoż nie zareklamuję, bo wkurzyłam się jak nie wiem co. Otóż autorka zrobiła, a raczej napisała coś, co wkurza mnie za każdym razem, kiedy taką teorię słyszę: kobiety nie powinny skarżyć się na ból i trud podczas porodu, tylko powinny być wdzięczne, że je to spotkało, bo wiele jest kobiet, które o tym marzą, a nie mają szans na dziecko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;O żesz ty... Jak ja nienawidzę takich frazesów! Proponuję biczować się za każdym razem, kiedy postanowimy coś zjeść, bo przecież dzieci w Afryce w tym samym czasie głodują. Uśmiechajmy się, kiedy złamiemy nogę, bo inni nóg nie mają. Tnijmy się, kiedy nasze dziecko ma 40 stopni gorączki i wołamy pogotowie, bo przecież jakieś inne dziecko ma raka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Takie gadanie jest tak absurdalne, że aż przykre. Ja rozumiem, że poród to nie koniec świata ani ból nie do przeżycia, ale każdy ocenia rzeczywistość swoją miarą. Boli i tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Pewnie gdyby cięto mi nogę na żywca, bolałoby bardziej, ale czy z tego powodu nie mam prawa krzyczeć i narzekać, że poród boli? W takim razie przestańmy się w ogóle skarżyć, bo zawsze ktoś będzie miał gorzej od nas... Jakoś wątpię, żeby autorka bloga nigdy nie narzekała i to z pewnością na rzeczy o wiele bardziej błahe od bóli porodowych. A jednak nie widzi w tym zapewne niczego niewłaściwego.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dlatego narzekajmy na co tylko chcemy, bo każdy w każdej sytuacji ma jakieś tam swoje problemy. I nie chodzi wcale o to, że Polacy to naród malkontentów. Każdy człowiek - Polak, Grek, Rosjanin czy Amerykanin, lubią narzekać na swój los. Tak po prostu jest. Trzeba tylko pamiętać, żeby narzekać z umiarem i wszystko będzie dobrze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;P.S. Zostałam nominowana do pewnej nagrody, ale o tym następnym razem (zbieram się w sobie). &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-595361707581861455?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/595361707581861455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/08/inni-maja-gorzej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/595361707581861455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/595361707581861455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/08/inni-maja-gorzej.html' title='Inni mają gorzej...'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5499929425628773875</id><published>2011-06-23T09:56:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T09:14:49.275+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Karmienie piersią.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie rozumiem wielu rzeczy w mojej rzeczywistości. I dobrze, nie wszystko trzeba rozumieć, kilka rzeczy można wytłumaczyć, a kilka pozostanie niezrozumianych na zawsze. I jedna z takich rzeczy jest właśnie na topie. Karmienie piersią w miejscach publicznych. Oj tak, temat ten wywołuje wielką dyskusję i niejeden wielki flejmik powstał dzięki takim wymianom zdań, dlatego też postanowiłam wyrazić swoje zdanie. Zaznaczam, że piszę jako osoba doświadczona, a nie jako kobieta, która nigdy matką nie była, piersią nie karmiła i w ogóle nie wie, jak to jest.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Rozumiem, że kobieta chce karmić piersią. Też chciałam. Udało mi się krótko, bo przez trzy miesiące, ale nie w tym rzecz. Rozumiem też, że piersi służą do karmienia, a nie są zabawkami dla mężczyzn, jak niektórym się zdaje. Tak, karmienie młodych to ich pierwotna i jedyna w rozumieniu natury funkcja. Rozumiem też, że w niektórych plemionach afrykańskich całkiem normalnym jest chodzenie z wywalonym cycem, żeby dzieć mógł się w każdej chwili do tej piersi przyssać. I jest ok. Problem w tym, że chociaż niejednokrotnie słyszę i sama mówię, że jesteśmy sto lat za murzynami (powiedzenie takie, nie jestem rasistką), to jednak w tej kwestii uważamy się za o wiele bardziej rozwiniętych i z gołymi piersiami po ulicach nie paradujemy (chociaż myśląc o niektórych młodych dziewczynach, widzianych przeze mnie na ulicy waham się, pisząc te słowa). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jednak karmienie piersią w miejscach publicznych budzi we mnie ogromny sprzeciw. Nie mam nic do karmiących mam. Nie mam nic do widoku karmiących mam na mieście czy na placach zabaw. Nie wzrusza mnie widok piersi, zasłoniętej czy też nie. Skoro ona sama tak chce i na to się decyduje, jej wybór. Dziwi mnie to tylko. Karmienie piersią to bardzo osobista sprawa i jakoś nie wyobrażam sobie, żebym mogła siedzieć z małym przyczepionym do piersi na środku supermarketu i jeszcze się z tego cieszyć, a jednocześnie wyglądać jak gradowa chmura, bo „nikt mi nie będzie zabraniał karmić dziecka w miejscu publicznym, będę wywalać cycka, gdzie mi się żywnie podoba i nikomu nic do tego, a w ogóle to wszyscy nie zgadzający się z tym są wrednymi paskudami i mogą mnie pocałować w rzyć”.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Takie właśnie mam podejście do matek karmiących po przeczytaniu miliona wątków na forach i tysiąca blogów karmiących matek. Ja osobiście chowałam się po kątach w trakcie karmienia (w domu normalnie, ale na zewnątrz już nie), bo uważałam, że moje piersi, moja sprawa. Nie czułabym się komfortowo, gdyby ktoś obcy na mnie patrzył w trakcie karmienia. Nie wiem, może jestem dziwna, ale karmienie w miejscach publicznych wywołuje we mnie tylko niesmak. Nie widzę niczego „słodkiego” w tym, że dziecko wcina mleko z piersi. Normalne. Nie słodkie, nie rozczulające, ale też nie obrzydliwe czy wstrętne, jak to uważają niektórzy. Normalne. Tyle że prywatnie, w domu. Ciekawe dlaczego to samo dziecko może zimą wytrzymać dłużej (bo matki jakoś nie garną się do wystawiania cycka na mróz, tylko czekają na to z powrotem do domu), a latem można już spokojnie karmić je co 20 minut „na żądanie” przez obojętnie jak długi czas na dworze, bo „to jest takie piękne, naturalne i cudowne”. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No cóż, pewnie zbiorę za to baty, ale takie właśnie jest moje zdanie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5499929425628773875?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5499929425628773875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/06/karmienie-piersia.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5499929425628773875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5499929425628773875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/06/karmienie-piersia.html' title='Karmienie piersią.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-452486194730441309</id><published>2011-06-12T09:56:00.002+02:00</published><updated>2012-01-24T09:15:06.318+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Jasiu.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Na wstępie pragnę przeprosić wszystkich, którzy czekali na moje odpowiedzi na komentarze. Próbowałam z tym walczyć, ale do tego trzeba kogoś mądrzejszego ode mnie, a nikogo takiego nie mam akurat aktualnie pod ręką. Nie mogę dodawać komentarzy zalogowana i już. Dlatego pod ostatnim postem dodałam się jako anonimowy. Jeśli nic się nie zmieni, nadal tak właśnie będę postępować. Tyle tytułem wstępu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tymczasem koniec roku przynosi nam coraz więcej ciekawostek, które nadają się chyba tylko do „Mamy Cię”. Czasem tak właśnie się czuję – jakbym była w ukrytej kamerze i za chwilę ktoś miałby do mnie wyskoczyć zza winkla i krzyknąć „Mamy Cię!”. Niestety, jak dotąd nikt tego nie uczynił, więc muszę mimo wszystko założyć, że to się dzieje naprawdę. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tym razem historia Jasia, który tak samo jak Antoś, historię ma nieciekawą. Jednak na początek muszę poczynić pewien wstęp, który dla nie – nauczycieli może okazać się dość istotny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Otóż w szkole obowiązują następujące zasady: miesiąc przed ostatecznym wystawieniem ocen należy poinformować uczniów i ich rodziców o przewidywanych cenzurkach. Jeśli uczeń ma za dużo ocen, które nie przypadają mu do gustu, może je poprawić właśnie w ciągu tego miesiąca. Jeśli tego nie zrobi, nadchodzi Armagedon. Miesiąc po przedstawieniu wszystkich ocen przychodzi czas na wstawianie tych ostatecznych. Stawia się je w dzienniku długopisem, nieodwołalnie. Tydzień po tym wystawieniu ocen przychodzi czas na Radę Pedagogiczną, która ustala, czy wszystko gra. Na tej Radzie ustala się również egzaminy poprawkowe, przy czym uczniowi należy się poprawka, jeśli nie zdaje z dwóch przedmiotów. W przypadku większej liczby, sensowność poprawki ustalaja nauczyciele (czyli czy da radę zdać 8, czy też nie ma sensu szarpać sobie nerwów i zostanie drugi raz w tej samej klasie). Tak to wygląda od strony formalnej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wróćmy do Jasia. Otóż z Jasiem mam lekcje cztery razy w tygodniu – poniedziałek, środa, czwartek i piątek. W poniedziałek Jasiu oznajmia mi, że on chce się poprawić. Przyjdzie we wtorek po lekcjach, jako że do środy jest wystawianie ocen. Widzimy się we czwartek i taki oto nawiązuje się dialog:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Mogę się poprawić?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Chyba żartujesz? Gdzie byłeś we wtorek?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Byłem nieobecny cały dzień.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A w środę?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Uciekłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jeśli liczył na to, że się nad nim zlituję za szczerość, to srogo się przeliczył, ale postanowiłam zagrać w tą jego gierkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- I czego ty oczekujesz, chłopcze?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- To nie mogę poprawić?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Wystawiłam wczoraj wszystkie oceny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ale ja się mogę poprawiać do rady. [???sic!]&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie do rady, Jasiu, a w wyjątkowych przypadkach do piątku. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- To mogę?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dałam mu sprawdzian do poprawy, po pięciu minutach dostaję go z powrotem. Jak się można łatwo domyślić, farmazony rodem z Nibylandii. Dostaje 7 punktów na 25, co oczywiście w żaden sposób nie poprawia mu oceny. Patrzę w dziennik i co widzę? Otóż Jasiu ma siedem jedynek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- I jak ty, chłopcze, masz zamiar to poprawić?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- No poprawię pięć jedynek do rady, a z dwóch przedmiotów będę miał poprawki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Po pierwsze, nie do rady, tylko do wczoraj (skąd on wziął ten termin – do rady???). Po drugie, zalicz, proszę, angielski do tych dwóch poprawkowych, bo dwójki z tego nie będzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jasiu rozżalony usiadł i pracował na lekcji jak nigdy dotąd, zapewne w nadziei, że jednak jakoś tą dwóję uda mu się uzyskać. Nie udało się, a Jasiu z całą pewnością nie poprawi pozostałych pięciu przedmiotów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zdumiewa mnie tylko fakt, że Jasiu uparcie brał sobie terminy z sufitu i wprowadzał je do swojego mózgu niczym powszechnie znane fakty. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-452486194730441309?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/452486194730441309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/06/jasiu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/452486194730441309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/452486194730441309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/06/jasiu.html' title='Jasiu.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-7390069927033152052</id><published>2011-06-06T21:39:00.002+02:00</published><updated>2012-01-24T09:16:18.803+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Koniec roku szkolnego.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W przeciwieństwie do uczniów, nienawidzę końca roku szkolnego. Nie cieszy mnie perspektywa wakacji, bo wiem, jaką harówą zostanie okupiona. Owszem, dwa miesiące spokoju nie w kij dmuchał i nie będę zaprzeczać, że dobrze mieć wakacje (jeden z niewielu plusów bycia nauczycielem), ale droga do tego końca jest kręta i wyboista. W tym roku jest gorzej niż wcześniej, a podejrzewam, że w przyszłym będzie jeszcze gorzej. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Około stycznia uczniowie dowiedzieli się, z jakich przedmiotów są zagrożeni i co powinni poprawiać. Oczywiście pytali mnie o plakaty, referaty, ale nie jestem naiwna – referaty napisze im ktoś inny, a plakat to ja mogłam zadawać, ale w trzeciej klasie podstawówki. Mają poprawiać kartkówki i sprawdziany, mają się nauczyć, bo w krótkim czasie czekają ich egzaminy i matury. Obiecałam sobie, że tym razem nie popuszczę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i nie popuściłam. A uczniowie w nadziei na cudowne ocalenie postanowili wystawić mnie na próbę. No i dzisiaj (w środę ostateczne wpisanie ocen do dziennika) przyszedł do mnie jeden taki, nazwijmy go Antoś. Od razu dodam, że Antoś już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że muszę go nie lubić. Skąd ten wniosek? Wkurzył mnie niesamowicie swoim olewactwem. Na początku roku szkolnego dowiedziałam się, że dzieciak z biednej rodziny, na książki go nie stać, więc postanowiłam go poratować i podarować mu podręcznik (miałam jeden dodatkowy na stanie). Może dlatego stwierdził, że go nie lubię…? Tymczasem Antoś z podręcznika nie korzystał i w ogóle do lekcji miał podejście nieco seksualne… czyli pier*** je po całości. Zwracałam mu niejednokrotnie uwagę, ale do mnie osobiście miał dokładnie takie samo podejście.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I ten właśnie Antoś, który wiedział o zagrożeniu od stycznia i nadal to olewał przyszedł dzisiaj do mnie i spytał, co może zrobić, żeby się poprawić. I takiż wyniknął dialożek między nami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co ja mogę zrobić, żeby poprawić oceny?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Od kiedy, drogi Antosiu, wiedziałeś o zagrożeniu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Od dawna, w zasadzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A kiedy mam konsultacje?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- W zasadzie to nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- To w zasadzie bardzo mi przykro.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Oczywiście Antoś nie ustaje w żebraniu o ocenę dopuszczającą, a ja nie ustaję w wysiłkach, żeby mu jej nie dać (nie muszę się jakoś wyjątkowo wysilać). Antoś się kaja, obiecuje złote góry na przyszły rok i przysięga, że będzie obecny na każdych konsultacjach i będzie pracował ciężko na każdej lekcji. Jakoś mu nie wierzę…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;P.S. Jakby były jakieś wątpliwości, moja książka wygląda, jakby była przeżuta i połknięta przez wielkiego trolla, po czym przez tego samego trolla zwrócona. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-7390069927033152052?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/7390069927033152052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/06/koniec-roku-szkolnego.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7390069927033152052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7390069927033152052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/06/koniec-roku-szkolnego.html' title='Koniec roku szkolnego.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5004625278145989918</id><published>2011-05-21T09:00:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T09:18:04.958+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='matura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Matura ustna.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dla potomnych. Kilka słów o maturze ustnej z języka angielskiego, która okazała się być szczęśliwa dla wszystkich zdających na mojej zmianie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wszystko było w porządku i naprawdę wszyscy zdali, postanowiłam jednak napisać krótki poradnik dla tych, którzy zdawać będą w przyszłym roku albo w sierpniu. Ponieważ egzaminator ma wiele spostrzeżeń, ja również zauważyłam kilka strachliwych spojrzeń, rzucanych w kierunku egzaminatorów i wyrażających nieme pytanie „Co pani tam pisze? / Naśmiewa się pani ze mnie? / Dlaczego znowu zadajecie mi to samo pytanie?” i kilka innych. Otóż śpieszę wyjaśnić wszelkie meandry matury ustnej (wiem, że w przyszłym roku będzie inna, ale zasady aż tak bardzo się nie zmieniają).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Na maturze rozszerzonej (a w przyszłym roku zapewne i na podstawowej) nauczyciele mają zadawać pytania wymyślone na poczekaniu. Niejednokrotnie nauczyciel egzaminujący nie ma pomysłu, o co tak naprawdę pytać, więc prosi swojego kolegę / koleżankę o podrzucanie mu pomysłów. Właśnie to tak namiętnie notujemy na karteczkach, które potem przekazujemy współpytającym. Nie rysujemy tam uśmiechniętych buziek, nie notujemy dowcipów tylko zapisujemy pytania (banalne, ale co mogę na to poradzić). Czasami również notujemy sobie błędy, popełniane przez uczniów, żeby potem lepiej ich ocenić, ale to zdarza się stosunkowo rzadko i nie ma formy prześmiewczej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Po opisie rysunku w maturze podstawowej pojawiają się dwa pytania, które nauczyciel musi zadać. Tymczasem nagle okazuje się, że na jedno z tych pytań uczeń udzielił odpowiedzi w swoim opisie. Co mam wtedy robić? Nie zadawać tego pytania? Nie mogę. Muszę je zadać, bo uczeń ma usłyszeć dwa pytania. I kiedy już sformułuję swoje pytanie, widzę ten przestrach w oczach, że coś źle powiedział i dlatego pytamy go o to po raz kolejny, więc wymyśla różne farmazony, żeby było lepiej. Nie musi być lepiej, wystarczy powtórzyć to, co już zostało powiedziane. Pytamy o to samo, bo musimy, a nie możemy powiedzieć, że trzeba tylko powtórzyć raz już powiedzianą rzecz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kolejne sprawa – milczenie egzaminatorów. To nie jest tak, że jesteśmy wredni i nie chcemy wam pomóc. Nic by mnie bardziej nie uszczęśliwiło niż podpowiedzenie jednemu czy drugiemu kilku słówek, których mu brakuje, bo się zdenerwował. Jednak nie wolno nam. Tak po prostu i zwyczajnie nie wolno. Dlatego właśnie siedzimy w milczeniu i czekamy na dalszą wypowiedź, przez co uczeń jeszcze bardziej się denerwuje i zacina. Przykro mi, że tak musi być, bo my naprawdę te nerwy rozumiemy, ale takie są procedury.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No i na końcu coś, co jest najtrudniejsze dla zdającego jakiegokolwiek egzamin. Pamiętam, jak miałam po raz trzeci zdawać egzamin licencjacki. Ktoś mógłby stwierdzić, że trzeci raz to już bułka z masłem i chleb powszedni, a ja denerwowałam się tak, jak nigdy w życiu. Uspokoiła mnie niemal cała buteleczka Neospasminy. Oczywiście użyta niezgodnie z instrukcją dała mi przy okazji niezłego kopa (byłam spokojna i wesoła jak rzadko, ale nie był to stan narkotycznego odurzenia), jednak w końcu wyluzowałam i zdałam ten licencjat. Ledwo ledwo, ale zdałam (z pewnością nie była to zasługa leku, ale przynajmniej nie mdlałam z nerwów na sali). Innymi słowy: „Tylko spokój może nas uratować”. Ja wiem, że nerwy są i nic nie da się na to poradzić (mojego sposobu nie polecam), ale&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;trzeba się opanować na tyle, na ile się da. Wmówić sobie, że jest ok., i na pewno jesteśmy dobrze przygotowani i powinno pójść nieźle.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I na koniec wszystkim jeszcze-tegorocznym oraz wszystkim przyszłym maturzystom – POWODZENIA.&lt;span style="mso-tab-count: 1;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5004625278145989918?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5004625278145989918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/05/matura-ustna.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5004625278145989918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5004625278145989918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/05/matura-ustna.html' title='Matura ustna.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5367876580724261137</id><published>2011-05-15T11:53:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T09:19:36.306+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzice'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Sfrustrowana.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Robię się coraz bardziej sfrustrowana. Szkolnie sfrustrowana. Poważnie zastanawiam się nad zmianą zawodu, bo ciężko już wytrzymać w szkole takiej, jaką się stała po tych wszystkich przedziwnych reformach i zmianach. Coraz więcej pracy, coraz mniej czasu na cokolwiek, coraz większa bezsilność i nerwy. Ja naprawdę nie wiem, jak pokolenie moje i kilka przede mną dało radę wszystkiego się nauczyć, zdać i przejść bez tych wszystkich bajerów i udoskonaleń dostępnych dzisiejszej młodzieży.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nauczyciele mają być nowocześni, interaktywni, motywujący, kreatywni, stymulujący i w ogóle mlekiem i miodem płynący. Nie do pomyślenia jest, żeby teraz tak po prostu uczyli. Uczniowie też nie mogą się tak po prostu uczyć, oni muszą być pozytywnie zmotywowani, nauczyciel musi być na ich usługi. A w sumie to nie muszą robić nic, bo przecież kiedyś i tak go z tej szkoły wypuszczą, bo nie będą go chcieli wiecznie trzymać, a poza tym klasy są za małe, bo niż demograficzny, więc przepuszczać trzeba wszystkich. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak, my to wiemy i oni to wiedzą, dlatego skutki są, jakie są i nie ma co spodziewać się cudów. Jeśli uczeń widzi, że każdy przechodzi pod koniec roku, jeśli tylko zrobi jeden plakat, to widzi również, że nie ma sensu się starać (mam tu na myśli uczniów, którym nie zależy na dobrej ocenie, a jedynie na przejściu z klasy do klasy). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ostatnio pani dyrektor zwróciła się do nas z prośbą o wypełnienie kart, w których mieliśmy zapisać, co zrobiliśmy, żeby uczeń poprawił swoje oceny. My, jako wychowawcy. Mam nieprzepartą ochotę napisać, że już poprawiłam ocenę z biologii za pana X, a z chemii za panią Y. No bo co ja mam tam pisać??? Znaczy wiem, co mam tam pisać. Że rozmawiałam z uczniem, jego rodzicem, nauczycielem, u którego ma banię i każdy z&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nich ma to potwierdzić swoim podpisem (żeby nie&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;było, że tak sobie wymyśliłam). Tylko że stąd już tylko krok do tego, żeby poprawiać za nich oceny. To podobno bat na tych rodziców, którzy awanturują się, że ich biedne dzieci nie wiedziały, co mają zrobić i dlatego się nie poprawiały, a w ogóle to my jesteśmy nierobami i dzieci nie miały w ogóle szansy się poprawić, bo nas nigdy w pracy nie ma. Tyle że ja bym takiego rodzica posłała na drzewo, a nie produkowała dla niego kartki z wyjaśnieniami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bo rodzice niejednokrotnie są o wiele gorsi od dzieci. Mają oczekiwania, wymagania, pretensje, a kiedy mówi im się, że ich dziecko nie jest tak genialne, jak im się wydaje, to pomstują na nauczyciela, wytykając mu brak kompetencji i chęci. No i oczywiście twierdzą, że jestem głupia (nie do mnie osobiście, ale do innych matek i do dzieci), że nie ma się co mną przejmować i że jestem wredna i uparłam się właśnie na ich dziecko. Ręce opadają.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Prawda jest taka, że nie chcę wcale zostawiać tych uczniów na kolejny rok. Problem polega jednak na tym, że oni nie dają mi szansy na to, żeby ich przepuścić. Nie chodzi nawet o to, że czegoś nie umieją, nie rozumieją, bo to bym jeszcze zniosła (angielski naprawdę nie jest najważniejszym przedmiotem na świecie), ale o to, że oni w ogóle nie pracują. Nie uczą się w domu, nie uważają na lekcjach, nie noszą książek ani zeszytów, nie notują, nie tłumaczą sobie słówek… Innymi słowy – nie robią nic. A potem pod koniec roku wydaje im się, że będą w stanie wszystko poprawić, choćby cały rok, bo przecież tu napiszą jakiś referat, a tam jakiś plakat i po sprawie. A ja w tym roku się zaparłam i powiedziałam – NIE. Jeśli chcesz się poprawić to napisz kartkówki i sprawdziany i tylko pod tym warunkiem będziesz mógł/mogła przejść do następnej klasy. Chwilowo nikt się nie kwapi, bo przecież jest dopiero połowa maja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A dlaczego się zaparłam? Bo od przyszłego roku wynik egzaminu gimnazjalnego z języków będzie liczył się do rekrutacji. I ja potem nie mam zamiaru wysłuchiwać od dyrektorki połajań, dlaczego nasza szkoła jest w jakiejś tam staninie albo w takim a nie innym miejscu na wykresie czy w tabelce. Wszystko sprowadza się do tego, że mamy słabe wyniki. Dlaczego? Dlatego, że przepuszczamy z litości, jak leci, a potem oczekujemy wysokich wyników i tego, że oni na egzaminach wypadną dobrze. Cudów nie ma, pani dyrektor. Ktoś, kto raz poczuje, że można go przepuścić bez żadnego wkładu własnego, nie zacznie się nagle uczyć, bo wisi nad nim egzamin gimnazjalny.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I tak wąż zjada własny ogon.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5367876580724261137?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5367876580724261137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/05/sfrustrowana.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5367876580724261137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5367876580724261137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/05/sfrustrowana.html' title='Sfrustrowana.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2958107698646743199</id><published>2011-04-25T13:20:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T09:21:15.613+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Książki.</title><content type='html'>Post zainspirowany &lt;a href="http://partnerstwo.onet.pl/1639009,3502,,grochola_nie_pomaga_zyc,artykul.html"&gt;tym tekstem&lt;/a&gt; (nieco chaotycznym) pana Damiana Gajdy, znalezionym na Onet.pl. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki towarzyszyły mi od zawsze. Najpierw czytała mi mama, potem, kiedy nauczyłam się czytać, obie siedziałyśmy wieczorem na fotelach z książką w dłoni. Czytał też mój dziadek. Niemal ciągle widziałam kogoś z książką w swoim otoczeniu. Nie sposób w takiej sytuacji nie lubić czytania. Książki połykam w każdej wolnej chwili (częściowo teraz książki zastąpiły mi blogi). Jedyna rzecz, która nie podoba mi się w rodzicielstwie to fakt, że już nie mogę sobie usiąść w dowolnej chwili i poczytać. Nie ma czasu, żeby porządnie skupić się na książce, bo trzeba się liczyć z obudzeniem Młodego. No ale nic, nastaną lepsze czasy. Nie znaczy to, że przestałam czytać w ogóle, po prostu czytam rzadziej, a więc mniej. Nie jest to jednak istotne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychowałam się na książkach lekkich, łatwych i przyjemnych (jakie inne mogło czytać dziecko, a potem nastolatka). Nigdy nie widziałam nic złego w tym, że ktoś zamiast dzieł Joyce’a trzyma na kolanach książkę Grocholi. Wręcz przeciwnie. Śmiem twierdzić, że wiele osób sięgających po tak zwaną „literaturę ambitną” niewiele z niej rozumie i wynosi. Czytają, bo tak jest modnie, bo tak wypada, ale w rzeczywistości ich nudzi, męczy, katuje. Mało tego – zaryzykuję nawet stwierdzenie, że niektórzy krytycy, wychwalający jakieś dzieło pod niebiosa robią to tylko dlatego, że go nie rozumieją i boją się przyznać, że to zwykła szmira, żeby nie zostać posądzonym o brak inteligencji przez innego płytkiego krytyka (dla ścisłości, mam takie samo zdanie względem sztuki, poezji czy filmu). Czy nie lepiej w takiej sytuacji poczytać dla przyjemności Musierowicz? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem jedną z tych osób, które z literatury lekkiej czerpią ogromną przyjemność. Nie wstydzę się przyznać, że czytałam Siesicką, a teraz zaczytuję się w Grocholi czy J.K. Rowling. Nie mam nic przeciwko tym pisarzom, którzy ubarwiają rzeczywistość, sprawiają, że jest dla ich bohaterów lżejsza do zniesienia (vide: Judyta buduje dom niemal własnymi rękoma – jakim cudem nie tonie w długach i jest spokojna o swój byt codzienny? „Nigdy w życiu” Grocholi), nawet jeśli ci pisarze robią to tylko dla pieniędzy (a Szekspir to pisał dla przyjemności? no nie rozśmieszajcie mnie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie rozumiem tego pędu za tym, żeby książka MUSIAŁA być poważna, smutna, dołująca, a jednocześnie przekazująca jakieś tam wartości, których ja jako czytelnik mam się w bólach domyślać. Nie wiem dlaczego tak bardzo lubujemy się w literaturze, która pokazuje nam to samo bagno i ten sam bezsens, który mamy na co dzień, wystarczy poczytać gazety albo włączyć telewizję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są ludzie, którzy w książce szukają chwili zapomnienia, lepszego dzisiaj i jeszcze lepszego jutra. Chcą wierzyć, że istnieje rycerz na białym koniu i że kiedyś po pocałowaniu żaby zobaczą pięknego księcia. Czy to jest złe? Przecież i tak potem wracają do tego świata pełnego głupich ludzi, beznadziejnej rzeczywistości, niepoważnych przepisów. A może po tej lekturze łatwiej jest żyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście jest jeden warunek: należy pamiętać i zdawać sobie sprawę z tego, że fikcja jest tylko fikcją.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2958107698646743199?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2958107698646743199/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/ksiazki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2958107698646743199'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2958107698646743199'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/ksiazki.html' title='Książki.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5120602611704851358</id><published>2011-04-16T09:45:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T09:21:44.857+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzamin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>O egzaminie gimnazjalnym.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Mogłabym napisać, jaki to debilny pomysł, żeby katować uczniów egzaminami już od podstawówki (sprawdzian szóstoklasisty). Mogłabym podać jeszcze kilka powodów, dlaczego całe gimnazjum, a wraz z nim egzamin gimnazjalny to poronione pomysły, ale dzisiaj chcę napisać o czymś innym. Chcę napisać o egzaminie gimnazjalnym z punktu widzenia nauczyciela.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A on wcale nie jest taki fajny, jak się wydaje, o nie. I nie chodzi tutaj o stres, którego nie ma, czy o wysiłek, którego też nie ma. Chodzi tu o problem zgoła odwrotny. Ponieważ nie ma&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;ani stresu, ani wysiłku, nauczyciel nie musi nic robić na takim egzaminie. Ma siedzieć i patrzeć. A kiedy tak siedzi i patrzy to po około piętnastu minutach zaczyna… zasypiać. Może nie&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;wszyscy nauczyciele tak mają. Pewnie są tacy, co cierpią na bezsenność i nawet we własnym łóżku mają problemy z zaśnięciem, ale ja do&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nich nie należę. Śpię wszędzie i zawsze, jeśli tylko spełniony zostaje jeden tylko warunek, czyli konkretnie nic do roboty. Nie ma znaczenia, czy stoję, czy siedzę, jadę autobusem, czy czekam na coś. Jeśli tylko nic nie robię, natychmiast zasypiam (to nie narkolepsja tylko permanentne zmęczenie). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I tak też stało się tym razem. Pierwsze piętnaście minut było banalne. Patrzyłam na uczniów, jak są ubrani, jak wyglądają tacy wystrojeni, jakie mają buty, jakie fryzury, jak bardzo skupiają się na zadaniach, czy nie ściągają, nie odwracają się, etc. Jednak w piętnaście minut to wszystko zostało przyswojone i nie pozostało nic do roboty. Ponieważ zmiana pozycji siedzenia co około 30 sekund mogłaby wywołać zbyt wiele hałasu i poruszenia, nie mogłam się zbytnio wiercić. I w ten właśnie sposób przysnęłam. Oczywiście tylko na chwilę, ale potem była kolejna chwila i kolejna, i kolejna… W ciągu pierwszej godziny przysnęłam chyba z trzy albo cztery razy. Na szczęście po godzinie można było już wychodzić, a ponieważ nie wszyscy uczniowie są na tyle bystrzy, żeby rozwiązywać rzetelnie wszystkie zadania, zaczął się ruch. I tylko to mnie uratowało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I tu pojawia się moje pytanie – co za półmózg wymyślił, że nauczyciele mają siedzieć bez ruchu? Ja rozumiem, że jedzenie kanapek i chodzenie po sali może uczniów rozpraszać, ale wystarczyłaby zwykła kawa albo książka. I domyślam się, że zaraz posypią się na mnie gromy, że jak to czytać książkę, skoro ma się pilnować uczniów. Ano wszystko pięknie ładnie, ale jak się śpi to też się nie pilnuje. Percepcja człowieka jest być może nawet bardziej zaburzona, kiedy ma cały czas wpatrywać się w jeden punkt niż kiedy ma co robić, a od czasu do czasu może się oderwać i przelecieć salę wzrokiem. Dlatego właśnie nie rozumiem, co komu to przeszkadza. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5120602611704851358?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5120602611704851358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/o-egzaminie-gimnazjalnym.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5120602611704851358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5120602611704851358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/o-egzaminie-gimnazjalnym.html' title='O egzaminie gimnazjalnym.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2704680356794060824</id><published>2011-04-09T08:47:00.000+02:00</published><updated>2011-04-09T08:47:03.012+02:00</updated><title type='text'>Przed i po, część 2.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Był rok 2000. Myślałam, że jestem gruba i brzydka i nigdy nie znajdę faceta. Dręczyło mnie ciągłe poczucie, że moja otyłość jest nie do zniesienia dla każdego normalnego człowieka. I była, ale tylko dla mnie. Przy wzroście 164 cm ważyłam 57 kilo. Śmieszne, wiem, ale niemal od zawsze czułam się gruba i nic nie mogłam na to poradzić. Z wiekiem to uczucie tylko się pogłębiało. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3XMrcJROSlo/TZ__2htzxdI/AAAAAAAAAGE/9B2MdKwSRvU/s1600/DSCF5254.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Teraz jest rok 2011. Nadal myślę, że jestem gruba, ale teraz przynajmniej tak faktycznie jest. Jedyne co się zmieniło to fakt, że lubię siebie. Taką, jaką jestem, ale nie taką, jak wyglądam. Nie patrzę już w lustro prawie wcale, poza momentami, kiedy muszę poprawić sobie włosy albo posmarować twarz kremem. Nie maluję się, więc problem pudrowania noska odpada. Nadal mam 164 cm, ale ważę już 80 kilo. Dopadł mnie pierwszy stopień otyłości (według podziału BMI). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak poza tym to jestem świetną aktorką. Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, który zna mnnie tylko z okresu „po”, no i zeszło na kompleksy. Jakaś taka szczera ta rozmowa była, więc powiedziałam jej, że kompleksów to ja mam więcej niż włosów na głowie. Że jestem chorobliwie nieśmiała, nienawidzę swojego ciała, twarz też do najpiękniejszych nie należy i właściwie tylko charakter mi w miarę odpowiada. Okazało się, że świetnie się ukrywam, bo do tej pory ona (i wszyscy pozostali znajomi z pracy) myślała, że nic mnie nie rusza i nic mnie nie zabije. Wyśmiewam się z siebie i ze swojej tuszy, jestem wesoła i zabawna, zawsze w dobrym humorze i żartem na ustach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;No cóż. Tak to już bywa. Nauczyłam się tego, bo taki auto atak to skuteczna obrona przed atakiem z zewnątrz. Nikt nie może mnie skopać, jeśli sama skopię się najpierw. Nikt nie powie mi, że jestem gruba i brzydka, jeśli sama tak o sobie żartuję. Te żarty bolą czasami, ale bardziej bolały komentarze innych. Dlatego też tylko to mi pozostaje. Ja wiem, że nie jestem najgrubsza na świecie. Nie ważę ponad 100 kilo, ale i bez tego wyglądam jak ludzik Michelina. Wałki wychodzą mi z ubrań, baleronik welcome to, drugi podbródek obecny. Wiem też, że inni mają prawdziwe problemy, takie jak straszne choroby, śmierć najbliższych, głód na świecie… Jednak każdy ma takie problemy, jakie ma i są one dla niego najważniejsze. Nie będę czuła się winna, że ja martwię się swoją tuszą, podczas gdy dziecko w Afryce nie ma co jeść. Po prostu nie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Taki nieco smutny ten post mi wyszedł, ale wspominanie siebie sprzed lat, kied byłam szczupła, zawsze tak na mnie działa. No i w końcu dochodzimy do sedna. Zdjęcia „przed” i „po” (przypominam tylko, że to przed jest chudsze, a po grubsze, a nie odwrotnie). Żeby nie było wątpliwości: zdjęć „przed” nie mam w domu dużo, więc wzięłam pierwsze lepsze, natomiast zdjęcie „po” zostało dokładnie wyselekcjonowane. Nie jest najgorsze, ale nie jest też najlepsze, niczego nie ukrywa, więc strzeżcie się, co wrażliwsi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;﻿ &lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-e5IqV4-n5gg/TZ__udGP1iI/AAAAAAAAAGA/v6xEztkvJ-4/s1600/CCF20110408_00000.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-e5IqV4-n5gg/TZ__udGP1iI/AAAAAAAAAGA/v6xEztkvJ-4/s320/CCF20110408_00000.jpg" width="173" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;2000&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿ &lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3XMrcJROSlo/TZ__2htzxdI/AAAAAAAAAGE/9B2MdKwSRvU/s1600/DSCF5254.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-3XMrcJROSlo/TZ__2htzxdI/AAAAAAAAAGE/9B2MdKwSRvU/s320/DSCF5254.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;2010&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; margin: 0in 0in 0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2704680356794060824?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2704680356794060824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/przed-i-po-czesc-2.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2704680356794060824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2704680356794060824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/przed-i-po-czesc-2.html' title='Przed i po, część 2.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-e5IqV4-n5gg/TZ__udGP1iI/AAAAAAAAAGA/v6xEztkvJ-4/s72-c/CCF20110408_00000.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5452882503032064863</id><published>2011-04-08T22:23:00.001+02:00</published><updated>2011-04-08T22:50:40.060+02:00</updated><title type='text'>Przed i po oraz blog szafiarski.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ten post będzie o tym, co ostatnio opanowuje mnie bez reszty. To znaczy kilka jest takich rzeczy i może dlatego nie mogę się pozbierać, ale niektóre z nich są bardziej zajmujące niż inne. I właśnie TA rzecz stała się moją obsesją, ogarnęła mnie bez reszty, przyczepiła się i nie chce puścić. DIETA!!! Chudnięcie, zmiana rozmiaru ciuchów, przejście na dietę, zredukowanie masy ciała z wieloryba na słonicę, a następnie na prosiaczka, a może nawet, jak los da, do średniej wielkości człowieka :)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&amp;nbsp;Nie mam silnej woli i to jest chyba jasne. Nie mam ochoty przez resztę życia katować się dietami, niesmacznym jedzeniem i odmawianiem sobie wszystkiego. W tym też nie jestem dobra. Jestem hedonistką do bólu. Problem w tym, że mój hedonizm jedzeniowy ma się nijak do hedonizmu życiowego, czyli cieszenia się życiem, bo jest się szczupłą, eteryczną dziewoją. Może i wcale tego nie chcę, a tylko wydaje mi się, że tego chcę, ale naprawdę wolałabym się o tym sama przekonać, a nie tylko gdybać. Dlatego właśnie walczą we mnie dwie różne osoby i każda z nich mówi co innego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jedna twierdzi, że należy to olać i żyć sobie spokojnie, nie przejmując się wagą aż tak bardzo. Druga natomiast cały czas mi powtarza z uporem maniaka, że wyglądam jak waleń i czas najwyższy zacząć przypominać człowieka. Jedna mówi, że i tak nie wytrzymam presji, więc po co próbować, skoro już tyle prób spaliło na panewce. Druga upiera się, że wyglądam jak waleń i czas zacząć przypominać człowieka. Ten argument zdecydowania do mnie przemawia, a jednak ta pierwsza też ma rację i tak walczą ze sobą dwie równoległe siły, a z żadną z nich nie daję rady dojść do ładu. Żeby lepiej zrozumieć swoje alter ego, przez które coraz częściej zdarza mi się płakać (to od wielkiego, morskiego ssaka), postanowiłam przejrzeć swoje stare zdjęcia. Może po to, żeby udowodnić sobie, że wcale nie byłam taka szczupła, jak to teraz idealizuję. W końcu wtedy wydawało mi się, że wagą zbliżam się raczej do dorodnego prosiątka niż do eterycznej nimfy. No cóż, zawiodłam się. Zobaczyłam kogoś z chudziutką szyjką, kościstymi nóżkami i bez drugiego podbródka. Obraz dzisiejszy to szyja jak u dorodnego buhaja (bynajmniej nie od ćwiczeń), nogi jak kolumny i kilka podbródków w nadmiarze. A żeby nie być gołosłowną, postanowiłam nawet się poświęcić i poskanować kilka zdjęć w celu ilustracji (ale to w następnym poście, żeby było więcej emocji i żeby ktoś mnie cyklicznie czytał :)&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;). Także będą nietypowe zdjęcia "przed i po", bo "przed" będą szczupłe, a "po" grube :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kolejna rzecz, która męczy mnie od jakiegoś już czasu, to założenie bloga szafiarskiego. Nie żebym narzekała na brak odwiedzin, ale po prostu chcę podleczyć swoje kompleksy. &lt;a href="http://www.marchewkowa.pl/"&gt;Marchewkowa&lt;/a&gt; ostatnio uznała, że dobrze się ubieram i powinnam takowego bloga założyć, więc przychylam się do jej prośby i zakładam. Oczywiście sprawi to, że będę miała już cztery blogi do ogarnięcia, a w takich przypadkach zawsze któryś na tym cierpi, ale obiecuję, że nie będzie to ten. Tak że do boju!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5452882503032064863?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5452882503032064863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/przed-i-po-oraz-blog-szafiarski.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5452882503032064863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5452882503032064863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/przed-i-po-oraz-blog-szafiarski.html' title='Przed i po oraz blog szafiarski.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-4988058965921562486</id><published>2011-04-08T07:23:00.002+02:00</published><updated>2012-01-24T09:21:58.759+01:00</updated><title type='text'>Szybko, szybko...</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Napiszę szybko, bo jakoś ostatnio czas nie ma dla mnie litości. I dosłownie, i w przenośni. A właściwie to nie do końca wina czasu. Gdyby mi się chciało, jak mi się nie chce, to nie byłoby problemu. Tyle że jak na razie to mi się nie chce. Nic mi się nie chce. Dlatego właśnie wszystko szwankuje. Praca szwankuje, mieszkanie szwankuje, ja szwankuję. Szaleństwo absolutne. Chodzę spać z kurami, a ciągle nie jestem wyspana. Muszę zrobić coś do pracy, ale odkładam to na czas bliżej nieokreślony. Mam posprzątać, ale nie mam siły. Stos papierów prosi się o przejrzenie (może jakąś kasę znajdę w tych czeluściach), tyle że nie chce mi się. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Największym poświęceniem ostatnich dni stało się napisanie dwóch protokołów i odwiedzenie US w celu wyspowiadania się ze swoich ogromnych dochodów, które według niektórych oscylują w okolicy 5000 miesięcznie. Buahahahaha. Za to zwrotem w tym roku nie pogardzę, bo ulga na dziecko wpadnie. W porównaniu do wydatków jednak jest to kropla w morzu. Nic to, lepsza kropla niż nic. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W weekend znowu mam wybór – albo ciężko pracować, albo odiwedzić centrum Wrocławia w celu wypicia kawy z przyjazną duszyczką i wygadania się, jaki ten świat jest okropny, a ja gruba. Ciekawe, co w efekcie wybiorę…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-4988058965921562486?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/4988058965921562486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/szybko-szybko.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4988058965921562486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4988058965921562486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/04/szybko-szybko.html' title='Szybko, szybko...'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3404425337180836838</id><published>2011-03-13T10:57:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T09:22:20.133+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trudne tematy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Ateiści prześladowani?</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Wczoraj oglądałam „Uwagę” o żywych książkach. Było tam o schizofreniczce, transseksualiście i właśnie ateiście. I do tego ostatniego chciałabym nawiązać, jako do tematu mi najbliższego. Otóż tenże ateista skarżył się, jakoby ludzie go nie rozumieli i byli wobec niego bardzo nietolerancyjni. Nie sprecyzował, jak ta nietolerancja miałaby się manifestować, ale mniemam, że ktoś go wyzywał albo nie chciał dłużej znać, kiedy się dowiedział. Nie wiem. Doszłam jednak do wniosku, że albo ludzie w miejscu, w którym mieszkam są niebywale tolerancyjni, albo za słabo ogłaszam swój ateizm, skoro mnie nikt nie chce prześladować.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;A zadatki na prześladowania mam, bo przecież uczę w szkole, a tam praktycznie wszyscy wierzący i praktykujący. Musiałam się w końcu liczyć z pytaniem, dlaczego nie widać mnie w kościele. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że mi nie po drodze i że jestem ateistką. Pojawiły się od razu pytania, cóż to jest za twór. Spokojne tłumaczenie, uświadamianie dzieci, o co chodzi i dlaczego nie jestem sekciarą czy innym diabłem i na tym się skończyło. Rozniosło się szybko, tak więc nie tylko dzieci, ale też rodzice i nauczyciele wiedzieli. Przy czym księża z naszej szkoły zostali uświadomieni o wiele wcześniej niż uczniowie czy rodzice i do tej pory nie mają nic przeciwko. Rozmawiają ze mną, a nawet chyba trochę mnie lubią. Nie odsądzają od czci i wiary, nie żegnają się na mój widok ani nie odprawiają egzorcyzmów. Moi znajomi również nie mają nic przeciwko mojemu brakowi wiary. Nikt się ode mnie nie odwrócił. Na osiedlu nikt mnie nie wyzywa ani nie ucieka z krzykiem na mój widok.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Nikt niczego do mnie nie ma. Skąd więc te prześladowania, którym jakoby jesteśmy na co dzień poddawani? Zgodzę się, że żyję w kraju wysoce religijnym i otaczają mnie symbole, które mi nie odpowiadają. W klasie na przykład mam krzyż, ale zegara brakuje. Uczniowie przez to zaglądają w telefon, bo przecież nikt nie pamięta, że kiedyś było coś takiego jak zegarki na rękę i wcale nie odeszły jeszcze do lamusa. W mojej klasie się nie modlę, ale krzyż mam. No cóż, nie będę się o to gryzła, zwłaszcza że czasami odbywa się tam lekcja religii. Nie podoba mi się ten krzyż i wolałabym, żeby w świeckiej z założenia szkole go nie było, ale kopii nie kruszę, nie zdejmuję go i nie wieszam do góry nogami. Trudno się mówi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Razi mnie też, że wiele decyzji w tym kraju podejmowanych jest pod wpływem kościoła, że instytucja ta bezprawnie zgarnia państwowe pieniądze, że wszędzie można zobaczyć tylko jej symbole, ale wiem, że z tym nie wygram. Choćbym chciała i bardzo się starała. Nie chcę walczyć z wiarą, chcę walczyć o świeckie państwo. Jednak politycy (nawet jeśli twierdzą inaczej) nie chcą walczyć ze mną, a sama niewiele zdziałam, więc odpuszczam. Jednak nie o to tu chodzi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Chodziło o osobiste i jawne prześladowanie, a tego na pewno nie doświadczyłam, więc nie wiem, o czym ten pan mówił. Ponadto rozwaliło mnie stwierdzenie, że ludzie nienawidzą ateistów, bo nie rozumieją, a tym samym boją się ateizmu, a jak go pojmą, to będziemy żyć jak w raju, czyli w ogólnym poszanowaniu i miłości. Bzdura. Jeśli nienawidzę ludzi głupich to zrozumienie powodów ich głupoty nie sprawi, że zacznę ich kochać. Ja się ich nie boję, ja ich po prostu nie trawię. Nic nie sprawi, że zacznę z nimi żyć w zgodzie. Owszem, nie wyzywam ich, nie prześladuję, nie organizuję marszy przeciwko głupocie, ale ich nie lubię, nie szanuję i obawiam się, że się to&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie zmieni. Tak samo jest z ateistami. Jeśli ktoś nie lubi ateistów, nie mając pojęcia, na czym ateizm polega, to jego sprawa, ale jeśli ktoś po prostu nie akceptuje ateistów z przekonania to żadne rozumienie tego nie zmieni. &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3404425337180836838?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3404425337180836838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/03/ateisci-przesladowani.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3404425337180836838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3404425337180836838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/03/ateisci-przesladowani.html' title='Ateiści prześladowani?'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2320490746658899998</id><published>2011-03-13T09:21:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T09:22:37.437+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Misz masz.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Czas najwyższy wziąć się do pracy i napisać co nieco o wszystkim, co się działo. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Przede wszystkim zaczęłam się rozwijać kulinarnie i nagle sklęsłam. Nie mam pomysłów, nie mam pieniędzy na eksperymenty, które chciałabym uskutecznić. Owszem, upiekłam chleb i wyszedł przedni. Owszem, pierogi również niczego sobie, ale jednak muszę je dopracować, żeby były bliskie doskonałości, jeśli już nie doskonałe. Jednak ogólnie rzecz biorąc kulinarnie bez zmian. Wcinamy potrawy mięsne, mało wyszukane, ostatnio tylko szukam podrobów, które tanie są i oboje je lubimy. Również będę eksperymentować. Wizualne efekty prób wszelakich zamieszczę być może w kolejnym poście, a dlaczego, to w akapicie poniżej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Zdechł mi laptop. Nie tak całkiem i na amen, bo wtedy to bym pewnie z rozpaczy uschła, ale jednak na tyle skutecznie, że trzeba było kupić nowy. Tamtego bałam się naprawiać, bo jego gwarancja wygasła jakiś czas temu (jeśli mogę posłużyć się takim eufemizmem). Swoje odsłużył i powstało pewne podejrzenie, że jeśli się go naprawi, to wkrótce po raz kolejny zakończy żywot. Na podjęcie takiego ryzyka nie mogłam sobie pozwolić, więc udałam się do sklepu i z niejakim zdziwieniem zanotowałam, że owszem, dadzą mi laptopa na raty (przy kwocie 1300 za sztukę to w sumie nie powinnam być aż tak zdziwiona, nawet przy mojej pensji). Nieco czasu zajęło mi odzyskanie choć części rzeczy z tamtego komputera, bo włączał się i wyłączał jedynie kiedy on sam tak zdecydował. Było ciężko, ale po pokonaniu wszelkich trudności (jeszcze kilka jednak mi ich zostało, między innymi wydostanie zdjęć) piszę teraz na moim nowym, nieco już oswojonym laptopie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;Ponadto znowu przyplątała się nam kolejna choroba. Po zapaleniu płuc i tygodniu w żłobku Młody w zeszłą sobotę obudził się i zaprezentował nam Dartha Vadera bez hełmu i charakteryzacji. Pogotowie, szpital, nieprzespana noc, kolejny koszmar. Okazało się, że to w sumie niegroźne zapalenie krtani, ale wrażenia były niezapomniane. Wyszedł ze szpitala szybko, kuruje się w domu. Niestety, postanowiliśmy jednak zrezygnować ze żłobka, bo na takie luksusy nas jednak nie stać. Jeśli dziecko z 4 tygodni spędza 3 w domu, a płacić trzeba 650 zł to robi się mało różowo. Oczywiście nie obwiniam żłobka, jeszcze nie zwariowałam. Panie nadal są cudowne i strasznie mi szkoda, że Młody nie będzie już tam chodził, ale finanse nas zabiły. W obliczu wielkiego oszczędzania wydawanie pieniędzy na żłobek i na leki&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie wchodziło w rachubę. Także teraz z Młodym siedzi babcia, co daje sumę opłat równą zero. Jedyna obawa w tym, że mi babcia rozpuści dzieciaka daleko poza granice możliwości. Podobno od tego są babcie, ale chyba nie te na cały etat. Ale nic to, od września Młody wraca do żłobka, tyle że państwowego, gdzie opłata nie będzie połykać niemal połowy mojej pensji. A jednak tamtego żłobka żal…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2320490746658899998?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2320490746658899998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/03/misz-masz.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2320490746658899998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2320490746658899998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/03/misz-masz.html' title='Misz masz.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3561671951403692872</id><published>2011-02-25T20:17:00.002+01:00</published><updated>2012-01-24T09:22:56.721+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Recenzja dokończona #3.</title><content type='html'>Poświęciłam się. Dokończyłam oglądanie „Turysty”. Proszę o oklaski. Dziękuję.&lt;br /&gt;Nic się nie zmieniło. Drętwo, sztucznie, śmiesznie, anorektycznie, beznadziejnie. Jolie przechodzi ludzkie pojęcie, bo jest od niego chudsza. Depp wygląda jak zagubiony szczeniaczek, który swoim wzrokiem błaga o zabranie go do domu. Agent, który zajmuje się łapaniem oszustów finansowych zachowuje się jak dwulatek, któremu zabrali zabawkę. Jedyny aktor, który zagrał przekonująco to Timothy Dalton, który wprawdzie pojawia się chyba w około 3 minutach filmu, ale jest jego miłą odskocznią. To jednak stanowczo za mało. Cóż mogę dodać? &lt;br /&gt;Pozostaje spuścić zasłonę milczenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3561671951403692872?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3561671951403692872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/recenzja-dokonczona-3.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3561671951403692872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3561671951403692872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/recenzja-dokonczona-3.html' title='Recenzja dokończona #3.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8793462784496852373</id><published>2011-02-25T13:51:00.000+01:00</published><updated>2011-02-25T13:51:31.510+01:00</updated><title type='text'>Setny post.</title><content type='html'>Setny post. Pomyślałam, że trzeba by było napisać o czymś ważnym, epokowym, przełomowym, bo to przecież ważna granica. Problem w tym, że coś ważnego dla mnie wcale nie musi być ważne dla kogoś innego. Nie wspomnę nawet, że o epokowych wydarzeniach w rozmiarze politycznym nawet nie chce mi się wspominać. Trzeba jednak w końcu podjąć decyzję, bo na dokończenie czeka recenzja (a na pewno nie zmarnuję mojego setnego postu na to badziewie). Dlatego też postanowiłam, że ten post będzie w całości o mnie.&lt;br /&gt;Nazywam się Agnieszka S. Całkiem jak w programie kryminalnym, ale ujawnienie nazwiska to pójście już o jeden krok za daleko. Urodziłam się trzydzieści wiosen temu w mieście Częstochowa i od momentu urodzenia pragnęłam stamtąd uciec. Udało się. Mieszkam we Wrocławiu, daleko od centrum, na uroczych przedmieściach. Mam męża Marcina i syna Adama. Uczę w zespole szkół, na który składa się gimnazjum i liceum profilowane. Bycie żoną i matką określa mój byt, ale bycie nauczycielką go dopełnia. Chyba nie nadaję się do innej pracy, chociaż na tą narzekam ile wlezie. To tyle, jeśli chodzi o formularz osobowy :).&lt;br /&gt;Kocham Stinga. Jest dla mnie muzycznym geniuszem, jego głos towarzyszy mi w najważniejszych chwilach życia. Na jego koncercie byłam tylko raz i było to niezapomniane wrażenie. Poza tym słucham radiowej sieczki i od czasu do czasu wyławiam z niej coś miłego dla ucha, co natychmiast ląduje w mojej liście płyt do odsłuchania. Kiedyś byłam szaloną fanką Michaela Jacksona i wszyscy znajomi się ze mnie śmiali (wystarczy powiedzieć, że oni gustowali raczej w Kaziku) :). Nie wzruszało mnie to. Jacksona nadal lubię, a do Kazika dorosłam. &lt;br /&gt;Oto moje motto życiowe: Do wszystkiego trzeba dorosnąć. Jednak z drugiej strony są rzeczy, do których nigdy nie dorosnę, bo mam kuku na muniu. Moją trzecią miłością (po mężu i synu) na przykład jest aktor Christian Slater. Mało kto wśród moich znajomych go zna, a ja za nim szaleję. Nadal mam nadzieję, że odpowie mi na meila, który wysmażyłam już jakiś czas temu (no co, pomarzyć  nie wolno?). I właśnie takie małe dziwactwa sprawiają, że lubię siebie.&lt;br /&gt;Bo ja naprawdę lubię siebie. Nie to, jak wyglądam, ale właśnie to, jaka jestem. Jestem nastolatką (ze wszystkimi wadami i zaletami, które charakteryzują ten okres życia człowieka). Zwariowana, nawiedzona, nieśmiała, zakompleksiona, optymistycznie patrząca na świat (nie zawsze, ale każdy ma swoje gorsze chwile). Nie zanadto wykształcona ani nadmiernie inteligentna, ale jakiś tam rozum mam. Wielu rzeczy nie rozumiem i chyba nigdy ich nie pojmę, a na wiele spraw mam nieco uproszczony punkt widzenia. Kocham mój słomiany zapał, bo to on daje mi kopa. Nie wszystko kończę, ale jak już trzeba to się spinam. Mam fioła na punkcie swoich włosów i paznokci, które przez naście lat obgryzałam (skórki nadal czasami cierpią). Wzruszam się, kiedy grają hymn, choć nie jestem zanadto przywiązana do tego chorego państwa. Uwielbiam słodycze i fast foody, gardzę zdrowym jedzeniem, które uważam za wstrętną sieczkę. Pewnie dlatego cały czas tkwię w rozmiarze 48. &lt;br /&gt;Po zajściu w ciążę obiecałam sobie, że schudnę, żeby mój syn nie miał grubej mamy. Młody skończył rok, a ja porzuciłam swoją obietnicę. I właśnie teraz postanowiłam, że przyszedł czas na jej wypełnienie. Jestem tu, gdzie zawsze chciałam być. W takim momencie życia, że do szczęścia pozostaje mi jedynie osiągnięcie satysfakcjonującego statusu finansowego (a ponieważ uprawiam taki zawód, jaki uprawiam, porzuciłam nadzieje na jego osiągnięcie). Można więc powiedzieć, że mam wszystko. I właśnie dlatego czas chyba najwyższy zrobić to, czego boję się jak ognia i co spędza mi sen z oczu – schudnąć. Nie postanawiać, że schudnę, obiecywać sobie, że już od jutra, ale po prostu zacząć. &lt;br /&gt;Trzymajcie za mnie kciuki…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8793462784496852373?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8793462784496852373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/setny-post.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8793462784496852373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8793462784496852373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/setny-post.html' title='Setny post.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3934717940447008699</id><published>2011-02-22T09:30:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T09:25:21.617+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Penis w szkole.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Proszę mi wybaczyć, ale nie zdobyłam się jeszcze na tak wielki wysiłek psychiczny, jakim byłoby obejrzenie dalszej części pseudofilmu „Turysta”. Dzisiaj będzie więc o czymś innym.O czym? O seksie :)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio jedna z uczennic przyniosła do sali kaktus w ramach upiększania otoczenia. Tak się złożyło, że kaktus był „pionowy”, prosty, z kolcami :). W pewnym momencie na dworze zaświeciło słońce, co poskutkowało natychmiastowym zaciągnięciem rolet. I tu naszym oczom ukazał się… kaktus, który do złudzenia przypominał kształtem cienia penisa. I co zrobili uczniowie? To samo, co ja, kiedy byłam jeszcze uczennicą. Zaczęli nerwowo chichotać. Spojrzałam w stronę, w którą kierowało się wiele ukradkowych spojrzeń i zobaczyłam to, co oni.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Co was tak śmieszy? – postanowiłam pozostać przy swojej niezawodnej roli pani nauczycielki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Cisza. I dalej te ciche chichoty.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Nie rozumiem, o co wam chodzi. – brnęłam dalej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W końcu znalazł się jakiś odważny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Bo to wygląda, jak… no, jak…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Jak co?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Nie powiem, bo mi pani wstawi uwagę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Ależ skąd.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- No jak ku… (wszystkie niedomówienia oryginalne, czyli uczeń nie mówił tych wyrazów)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Nadal nie rozumiem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- Ale to jest przekleństwo.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- A możesz to powiedzieć tak, żeby nie było przekleństwem?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- No nie wiem… Fu… Tak nie. Chu… Też nie. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;- A może penis?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Postanowiłam w końcu wybawić tego młodego człowieka z mąk piekielnych. Wszyscy wlepili we mnie te swoje ślepka, bo jak to tak, żeby pani nauczycielka używała takich słów. Już chyba lepiej, żeby użyła przekleństwa, bo do tego można się jakoś odnieść, oburzyć albo co. A jak powie penis, to nie wiadomo co z tym fantem zrobić. Niby nie obraźliwe, a zwyczajnie anatomiczne, a jednak ma w sobie posmak niedozwolonego.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I tu właśnie dochodzę do puenty. Dlaczego dzieci w szkole nie potrafią się wysłowić? Dlaczego jedyne słowa, które przychodzą im na myśl, to słowa niecenzuralne? Dlaczego wzbudzam wielką sensację, kiedy używam słowa „penis” na lekcji, podczas gdy jest to tylko poprawne określenie męskiego członka (na dodatek łacińskie, więc i kolejnego języka się nauczą)? &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Otóż dopatruję się tutaj kilku powodów, nad którymi nie będę się rozwodzić, a jedynie je przytoczę. Po pierwsze – brak RZETELNEJ edukacji seksualnej w szkołach. Jeśli jest, to najczęściej omawia się tam po łebkach kwestię higieny, na sprawy seksualne brakuje już czasu (bo to przecież przygotowanie do życia w rodzinie, a w rodzinie ważniejsza jest higiena od jakiegoś tam brudnego seksu). Na dodatek jakże często okazuje się, że tego wychowania uczy katechetka, która z seksem miała tyle do czynienia co ja z zakonem, bądź też wstydliwa pani od biologii, która na sam widok słowa „penis” dostaje rumieńców. Jeśli już uczeń zgłębia tą wiedzę tajemną to najczęściej w praktyce albo wśród znajomych, którzy w domach słyszą tylko wulgaryzmy. I tu przechodzimy płynnie do punktu drugiego – dom. Czyli rodzice, dziadkowie, wujkowie, ciocie, bracia i siostry. Oni też nie przekazują dzieciom rzetelnej wiedzy w temacie seksu. Częstują ich półsłówkami albo w ogóle temat ignorują. Rzucają w przestrzeń „chu…” i „ku…”, kiedy się zdenerwują, a potem ich dzieci powtarzają te słowa, nie zastanawiając się, czy jest do tego w ogóle jakakolwiek alternatywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Skutki tych działań widzę w swoim gimnazjum. Przestałam już jakiś czas temu liczyć, ile uczennic zaszło w ciążę w drugiej albo trzeciej gimnazjum. Nie chcę nawet myśleć, ile jeszcze zajdzie w czasie mojej kariery zawodowej. I to nie jest już nic nienormalnego. Niektórzy jeszcze się burzą na widok piętnastolatki z brzuchem, bo taka głupia była i dała bez zabezpieczenia, ale w zaciszu miłosnym robią to samo w nadziei, że im się wpadka nie zdarzy. A potem doskwiera brak koleżanek i brak imprez, bo zamiast spotykać się po szkole, trzeba zająć się dzieckiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie potępiam młodych matek. Nie uważam, że każda dziewczyna w ciąży to puszczalska i każdej zdarzyła się wpadka, bo była głupia. Jednak boję się, że te dziewczyny nie wiedzą, na co się tak naprawdę porywają. I boję się, że tak naprawdę wcale się nie porywają, tylko liczą na łut szczęścia, zamiast iść do apteki i kupić paczkę prezerwatyw. Zresztą po co tam od razu do apteki… W niemal każdym sklepie można kupić prezerwatywy, to już nie jest takie tabu, jak kiedyś. A jednak w pewnym sensie jest, może nawet większe…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3934717940447008699?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3934717940447008699/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/penis-w-szkole.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3934717940447008699'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3934717940447008699'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/penis-w-szkole.html' title='Penis w szkole.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8644107862671650481</id><published>2011-02-21T09:57:00.003+01:00</published><updated>2012-01-24T09:25:41.174+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Recenzja niedokończona #3.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;„Anthony Zimmer”. Czy ktoś słyszał o takim filmie? Ja też nie. Zdarzyło mi się obejrzeć go przez przypadek, bo mój mąż lubi Sophie Marceau. I co? Warto. Niby zwykły film kryminalny, taki trochę thriller, trochę romans, ale bardzo dobrze zrobiony. Gra aktorska doskonała, wartka akcja, naprawdę świetny film na jesienne i zimowe wieczory (oczywiście treści nie zdradzę). Pozwolę sobie jeszcze dodać, że gra w&amp;nbsp; nim również Daniel Olbrychski (a jakże, Rosjanina).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj zasiedliśmy z mężem do filmu „Turysta”. Nie przejmowałam się słabymi opiniami na jego temat, bo zwykle jest tak, że film wyszydzany przez krytyków bardzo mi się podoba, a ten wychwalany powoduje u mnie spazmy nienawiści. No cóż, wszystkiego powinno się spróbować na własnej skórze. Nawet jeśli ta próba kończy się… zaśnięciem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Po pierwsze, czułam się, jakbym oglądał drugi raz ten sam film. Scena w scenę, minuta w minutę, czułam, że już to widziałam, tyle że w 1000000000000000000 razy lepszej wersji. Do momentu, kiedy zasnęłam (stąd recenzja niedokończona) znałam fabułę tego filmidełka na wylot. To było o tyle nie do zniesienia, że gra aktorska w obu wersjach drastycznie się różniła (na niekorzyść wersji amerykańskiej, jakby ktoś miał wątpliwości).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Po drugie właśnie aktorzy. Depp albo nie potrafi, albo nie chce grać już „normalnych” ludzi. Willy Wonka, Edward Nożycoręki czy Jack Sparrow to role dla niego. W roli Franka wypada drętwo, sztucznie, porażająco beznadziejnie i okazuje się całkowitym beztalenciem. Angelina Jolie dzielnie dotrzymuje mu kroku. O ile polubiłam tą aktorkę za role w „Oszukanej” czy „Pan i Pani Smith”, o tyle teraz poraziła mnie swoją lalkowatością. Próbuje być uwodzicielska, co w jej anorektycznym stanie samo w sobie jest dość trudne. Zamiast mnie uwodzić, wywołuje we mnie chęć zwymiotowania na ekran (nieporównywalna Sophie Marceau, gdzie jesteś?, moja ty muzo seksu). Porusza się, jakby nigdy nie miała na sobie szpilek, a jej spojrzenie błaga o kanapkę z szynką zamiast o pocałunek czy romans. Absolutny koszmar.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wszystko tam było sztuczne, przerysowane, drętwe i nie do zniesienia. Zasnęłam w końcu po około pół godzinie, bo nie dało się tego oglądać. Mój mąż bohatersko dotrwał do końca, chociaż niejednokrotnie chciał już wyłączać telewizor. Jeśli tylko okaże się, że mam szansę , postaram się obejrzeć tą porażkę zwaną filmem do końca i zaserwować dalszy ciąg recenzji, ale robię to tylko z obywatelskiego obowiązku, żeby przestrzec tych, którzy chcą się porwać na tą szmirę. &lt;/div&gt;P.S. Właśnie doczytałam, że "Turysta" to rzeczywiście remake "Anthonego Zimmera". Research miałam za słaby :) Ale za to podwójna porażka. Za badziewny film, ale przede wszystkim za tak wielkie schrzanienie oryginału.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8644107862671650481?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8644107862671650481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/recenzja-niedokonczona-3.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8644107862671650481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8644107862671650481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/recenzja-niedokonczona-3.html' title='Recenzja niedokończona #3.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1596496466858322388</id><published>2011-02-20T10:32:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T13:48:36.527+01:00</updated><title type='text'>Żłobek.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ dzisiaj rocznica powstania naszego żłobka, postanowiłam z tej okazji sklecić słów kilka. Wierszy ani innych rymowanek pisać nie umiem, pozostanę przy starej, dobrej prozie. Osoby uważające, że żłobek jest złem wcielonym, narzędziem szatana i że &lt;a href="http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/szanowny-panie-senatorze.html"&gt;moje dziecko w przyszłości nie będzie umiało stworzyć właściwych relacji międzyludzkich, po czy zostanie alkoholikiem&lt;/a&gt; zapraszam do odwiedzenia innego bloga.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Otóż &lt;a href="http://www.smerfowazaloga.pl/onas.html"&gt;nasz żłobek&lt;/a&gt; jest placówką prywatną. Gdyby nie pomoc babci Młodego, pewnie nigdy nie byłoby nas na niego stać, ale z owym przypływem części gotówki jakoś sobie radzimy. No ale cena ceną, jeśli opieka warta ceny to nie ma co gadać, płacić trzeba. Jak to jest w naszym żłobku? Otóż sprawa jest bardzo prosta – jest bosko. Młody ogólnie jest otwarty na ludzi i chętnie lgnie w cudze ramiona, więc nie ma się co dziwić, że w żłobku jest nie inaczej. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Poszedł tam w wieku dziesięciu miesięcy, czyli teoretycznie wtedy, kiedy jego więź z matką zaczęła się tworzyć i zacieśniać. Wszyscy przepowiadali, że Młody będzie rozpaczał i kwilił z tęsknoty za rodzicielką, tymczasem okazało się zgoła inaczej. Oznacza to, że albo nie posiadamy owej więzi, czyli ja jestem jakąś złą, wybrakowaną matką albo Młody po prostu lubi ludzi (wolę wierzyć, że to drugie). Teraz ma 15 miesięcy i w jego reakcjach nic się nie zmieniło. Chętnie idzie do obcych, nie boi się ich i nie rozpacza, kiedy matka zniknie mu na sekundę z oczu. Dość powiedzieć, że pewnego dnia, kiedy weszliśmy do przedpokoju, żeby się rozebrać, Młody podbiegł do drzwi i płakał, że nie chcę go wpuścić od razu (no bo po co komu jakieś głupie rozbieranie). Po wejściu zaś w ogóle przestaje zwracać na mnie uwagę i leci do zabawek. Na moje „papa” reaguje co najwyżej lekceważącym spojrzeniem, ewentualnie nie reaguje wcale.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No ale miałam pisać o żłobku… Mieści się on w domku jednorodzinnym, na parterze jest sekcja starszaków, na piętrze maluchy. Oczywiście cały dom jest odpowiednio zabezpieczony (bramki na schodach, rogi mebli osłonięte, etc). Co do atmosfery, jest wspaniała. Kadra robi, co może, żeby dzieci czuły się tutaj komfortowo. Organizuje bale, Mikołajki, imprezy. Opiekunki są wesołe i profesjonalne (papierków nie sprawdzałam, mówię z obserwacji, ale jak znam życie, papierki też są). Wszystko jest&amp;nbsp; na wysokim poziomie, włącznie z jedzeniem. Catering, dzieci chętnie wcinają (przynajmniej moje dziecko &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:)&lt;/span&gt;). &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Minusy… Spokojnie, te też są. Głównym minusem są schody do wejścia. Ciężko się na nie wchodzi z dzieckiem na ręku. Drugi minus to choroby. Dzieci jak to dzieci, łapią wszystko i zanim ktokolwiek zdąży się zorientować, że są chore, te zarażają już połowę żłobka. Ale umówmy się, że w państwowym nie jest inaczej. Wszędzie panują takie same pandemonia i tak samo szybko się roznoszą. Także w sumie jest jeden minus, na który w zasadzie nie da się nic poradzić (co zrobić z tymi przeklętymi schodami…). &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1596496466858322388?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1596496466858322388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/zobek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1596496466858322388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1596496466858322388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/zobek.html' title='Żłobek.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6377528966608617341</id><published>2011-02-14T14:57:00.001+01:00</published><updated>2011-02-14T14:57:15.201+01:00</updated><title type='text'>Szanowny małżonek.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:Wingdings;	panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0;	mso-font-charset:2;	mso-generic-font-family:auto;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wielokrotnie dostawałam komentarze w rodzaju „a dlaczego Twój mąż nic nie robi/nie może zająć się dzieckiem/nie może Ci pomóc”. Wielokrotnie odpisywałam, że nie może i już i nie mogę napisać dlaczego, bo on sobie tego nie życzy. W związku z zaistniałą sytuacją postanowiłam jednak poprosić go po raz kolejny o zamieszczenie tej notki. Zgodził się, więc odkrywam jego wielki sekret &lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Otóż mój mąż jest niepełnosprawny fizycznie. Rodzi sobie w życiu i z życiem, ale jest wiele rzeczy, których robić nie może. Między innymi nie może sam zająć się naszym dzieckiem czy pomagać mi w domu. Dlatego jeśli piszę, że robię coś sama, to ma to swoje uzasadnienie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie, nie jestem Matką Teresą, poświęcającą się dla jednego człowieka. Nie, nie marnuję sobie życia. Nie, niczego nie żałuję. Wchodziłam we wszystko z otwartymi oczami i całkiem zdrowa na umyśle. Kocham mojego męża, a on kocha mnie, mamy kochane dziecko, na które zdecydowaliśmy się wspólnie, świadomie i z miłości. Tyle wystarczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6377528966608617341?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6377528966608617341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/szanowny-mazonek.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6377528966608617341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6377528966608617341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/szanowny-mazonek.html' title='Szanowny małżonek.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6492258929085136441</id><published>2011-02-14T13:56:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T09:26:23.179+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>100 na tydzień.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;To nie jest tak, że nie mamy pieniędzy na podstawowe potrzeby.To nie jest tak, że nie ma za co chleba kupić. Nie jesteśmy w najgorszej sytuacji, nie musimy prosić o pomoc, radzimy sobie. Chodzi o to, że w&amp;nbsp; momencie kiedy zdarzy nam się sytuacja taka jak ostatnio (choroba Młodego) to nie za bardzo wiemy, co mamy z tym fantem zrobić. Bo kiedy już kupimy lekarstwa i inne nadprogramowe pierdółki (tak jak teraz inhalator) to kasy zostaje mniej. I za to mniej też trzeba przeżyć. Dlatego wyznaczam granice i staram się ich trzymać, bo tak jest łatwiej. Nie powiem, że zawsze się udaje, bo to byłaby utopia, ale przynajmniej jak mam czarno na białym to bardziej się pilnuję. Postanowiłam w związku z tym zapisywać wszystko to, co jemy, ile na to wydajemy i dlaczego tak dużo &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście już dawno postanowiłam oszczędzać i postanowiłam zacząć od ciekawej lektury. No i się zawiodłam. Bo w gazetach przeczytałam tylko, jak oszczędzić prąd, wodę, gaz. Nic nie było o oszczędzaniu codziennym, a na takim mi właśnie zależało. I jak to w życiu bywa, o wszystkim musimy przekonywać się sami. Owszem, mam zamiar oszczędzać prąd (gazu nie mamy), nawet poczyniliśmy pewne kroki w tym kierunku, ale to inwestycja długofalowa. A ja chce już, teraz, natychmiast. I co? I granicą w tym przypadku jest 100 zł/tydzień.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie da się ukryć, że ciężko jest przeżyć trzyosobowej rodzinie za 100 złotych tygodniowo. Wprawdzie tą trzecią osobą jest dziecko, które dużo nie zje, ale jest też kot, któremu trzeba dać puszkę. I tutaj będę się upierać – kot będzie dostawał puszkę. Taką z Lidla, więc tańszą, ale na pewno za żadną cenę nie będę mu gotować. Już wystarczy, że codziennie trzeba gotować domownikom, z kotem się szrpać nie będę. OK., decyzja podjęta, ale co dalej?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dalej postanowiłam zdecydować, z jakiej sumy tygodniowo jesteśmy w stanie przeżyć. Kiedy już stwierdziłam, że kwota 10 złotych odpada (jaka szkoda), zaczęłam myśleć bardziej realistycznie. Zatrzymałam się na 100. Co dalej? U mnie sprawdza się zapisywanie. Tylko za żadne skarby nie zapisywanie wydatków!!! Próbowałam tego wielokrotnie i po pierwszym tygodniu miałam dość. Sumy znajdujące się w tym zeszycie powalały mnie na kolana. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dlatego postanowiłam zacząć z nieco innej strony. Wyjęłam 100 z bankomatu i niechby się waliło i paliło, musi starczyć na cały tydzień na jedzenie. Zapisałam sobie w związku z tym, co możemy jeść, żeby się zmieścić w tej kwocie. Może menu nie powala, bo i moje kulinarne zdolności pozostawiają wiele do życzenia, ale trochę się tego nazbierało. Wątróbka, naleśniki, racuchy, omlety, jajko sadzone, kurczak, pulpety, potrawka meksykańska, kotlety mielone, kluski na parze, pierogi, makaron z serem… No dobra, nie będę wypisywać wszystkiego. W każdym razie wyszło, że za około 14 zł/dziennie nie umrzemy. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I wszystko byłoby dobrze, tyle że jest jeszcze drugi problem. Teraz mam ferie, więc czasu więcej, a co za tym idzie, mogę spokojnie przygotowywać obiadki. A co będzie po powrocie do pracy? Może nie siedzę w pracy cały dzień, ale w moim przypadku wracanie do domu o 15 to już stanowczo za późno. Jeszcze zakupy, jeszcze przyprowadzić Młodego ze żłobka… A i tak dobrze, że wszędzie mam blisko, bo do pracy 3 minuty, do żłobka tyle samo, z do sklepu 10. I tu nasuwa się drugi wniosek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;MUSZĘ zacząć lepiej zarządzać czasem. Mówi się, że matki z natury lepiej sobie z tym radzą, bo tak są zaprogramowane. No cóż, muszę być wyjątkiem, bo z niczym sobie nie radzę. Czasu ciągle mi brak, nie umiem planować, nie wyrabiam się. Praca, dom, zabawa z Młodym, sprzątanie, pranie, zmywanie, a gdzie tu jeszcze czas na gotowanie obiadów??? I tu również pomaga mi moja mania pisania. Postanowiłam spisać wszystkie potrawy, które mogę ugotować na kilka dni albo chociaż ugotować i zamrozić, żeby potem było do podgrzania. I tak będę gotować w sobotę albo w niedzielę, a potem kilka dni luzu. Oczywiście w tygodniu też będę musiała coś upichcić, ale wszystko polega na tym, żeby pracy było mniej. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wszystko sprowadza się do tego, żeby życie było&amp;nbsp; na papierze. Dlatego jakiś czas temu postanowiłam zrobić sobie kalendarz. Nie powiesić, nie kupić, ale właśnie zrobić. Zapisuję tam wszystkie ważniejsze rzeczy do zrobienia, a po wydrukowaniu i powieszeniu na ścianie mogę dopisywać inne sprawy (choćby takie jak obiady czy dodatkową pracę). A gotowy kalendarz na luty wygląda tak:&lt;/div&gt;&lt;table border="1" cellpadding="0" cellspacing="0" class="MsoTableGrid" style="border-collapse: collapse; border: medium none;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td colspan="7" style="border: 1pt solid windowtext; padding: 0cm 5.4pt; width: 710.3pt;" valign="top" width="947"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;LUTY&amp;nbsp;   2011&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext; border-style: none solid solid; border-width: medium 1pt 1pt; padding: 0cm 5.4pt; width: 104.2pt;" valign="top" width="139"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;PONIEDZIAŁEK&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;WTOREK&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;ŚRODA&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;CZWARTEK&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;PIĄTEK&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;SOBOTA&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;NIEDZIELA&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext; border-style: none solid solid; border-width: medium 1pt 1pt; padding: 0cm 5.4pt; width: 104.2pt;" valign="top" width="139"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;01&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;02&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;03&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;kurze&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;04&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;pranie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;05&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;06&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;prasowanie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext; border-style: none solid solid; border-width: medium 1pt 1pt; padding: 0cm 5.4pt; width: 104.2pt;" valign="top" width="139"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;07&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;08&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;09&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;10&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;kurze&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;11&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;pranie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;12&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;13&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;prasowanie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext; border-style: none solid solid; border-width: medium 1pt 1pt; padding: 0cm 5.4pt; width: 104.2pt;" valign="top" width="139"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;14&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;15&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;16&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;17&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;kurze&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;18&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;pranie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;19&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;20&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;prasowanie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext; border-style: none solid solid; border-width: medium 1pt 1pt; padding: 0cm 5.4pt; width: 104.2pt;" valign="top" width="139"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;21&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;22&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;23&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;24&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;kurze&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;25&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;pranie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;26&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;sprzątanie&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;27&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;prasowanie&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;wieczorem   - praca&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext; border-style: none solid solid; border-width: medium 1pt 1pt; padding: 0cm 5.4pt; width: 104.2pt;" valign="top" width="139"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;28&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;   &lt;td style="border-color: -moz-use-text-color windowtext windowtext -moz-use-text-color; border-style: none solid solid none; border-width: medium 1pt 1pt medium; padding: 0cm 5.4pt; width: 101.05pt;" valign="top" width="135"&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak jak napisałam wcześniej, w razie potrzeby dopisuję sobie coś dodatkowo, ale to już ręcznie, po wydrukowaniu. Jeśli zrobiłam coś, co tego dnia powinnam zrobić, stawiam „ptaszek”. Jeśli nie, „krzyżyk”. I od razu wiadomo, kiedy byłam leniwa, a kiedy pracowita. I wszystko jasne, jeśli tylko (w moim przypadku) jest na papierze. Zobaczymy, jak sobie poradzę z wydatkami… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6492258929085136441?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6492258929085136441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/100-na-tydzien.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6492258929085136441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6492258929085136441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/100-na-tydzien.html' title='100 na tydzień.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-7137896525707213988</id><published>2011-02-12T10:12:00.001+01:00</published><updated>2011-02-12T10:12:51.722+01:00</updated><title type='text'>Zamiast.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio jestem desperacko przepełniona myślami o diecie. Nie żebym jakąś stosowała, ale wiem, że by się przydała. Jak na razie żadna mi nie pasuje, bo do diety trzeba mieć przede wszystkim silną wolę. Ja najwyraźniej aż tak silnej nie mam. No ale mniej więcej już się z tym pogodziłam, tylko czasami napadam na gazety, które na okładce mają coś o diecie czy chudnięciu. Ostatnio kupiłam gazetę, gdzie mieli nauczyć mnie, jak nie jeść słodyczy, które w moim przypadku są zdecydowanie największą drogą do zguby. Nie żebym żarła je bez ograniczeń, ale jem za dużo i o tym wiem. Nazwy gazety litościwie nie wymienię, bo takie same albo podobne artykuły pojawiają się w wielu innych (co jeść, żeby nie tęsknić za batonikiem).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No to mi przywalili… Odradzają jedzenie nie tylko słodyczy takich jak czekolada, ale też oczywiście picie napojów energetycznych, soku jabłkowego, używanie ketchupu czy jedzenie jogurtu smakowego. Zamiast tego można jeść ciasteczka owsiane, świeże i suszone owoce i bardzo rzadko ciemną czekoladę. Za to bez ograniczeń mogę zaszaleć z orzechami, jogurtem z otrębami czy owsianką.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jeju, ale jestem szczęśliwa! Doprawdy owsianka zastąpi mi kawałek czekolady czy batonika! Będę już szczupła i szczęśliwa, bo zamiast poczuć w ustach cudownie rozpływający się mleczny smak będę zajadać jogurt z otrębami! Zamiast chipsów będę się rozkoszować smakiem suszonych owoców (których, tak na marginesie, nienawidzę… oprócz rodzynek, których też mi pewnie nie wolno, bo za słodkie)!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;LUDZIE!!! Czy to tylko ja, czy trzeba być idiotą żeby napisać taki artykuł i jeszcze się z tego cieszyć? Ja rozumiem, że żeby schudnąć należy przede wszystkim ograniczyć albo najlepiej w ogóle nie jeść słodyczy. Ale wmawianie mi, że JOGURT Z OTRĘBAMI zastąpi mi smak batonika to już jawna bezczelność! Po pierwsze, niemal wszystkie te propozycje są dla mnie wstrętne. Naturalny jogurt wywołuje we mnie drgawki, otręby czy owsianka jeszcze większe, przy jedzeniu ciemnej czekolady mam niemal odruch wymiotny (co to ma być – gorzka czekolada??? a może jeszcze słodka cytryna… chociaż ciepłe lody są…). &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Właściwie jedyną opcją są dla mnie orzechy i owoce, które jem nie zamiast, a oprócz.&amp;nbsp; Dlaczego? Dlatego, że ani orzechy, ani owoce nie zastąpią mi tego wspaniałego smaku czekolady, batonika czy innej słodkości. Bo one mają zupełnie inny smak i nie mają na celu zastępowanie czekolady. Takie gadanie, że można jeść „coś” zamiast „czegoś” zupełnie do mnie nie przemawia. Bo za każdym razem substytut jest dla mnie o wiele gorszy niż oryginał. Chcesz iść do fast fooda? Walnij sobie owocka, na pewno zapomnisz o tym cudownym mięsku i rozpuszczonym serze. Pragniesz schabowego z ziemniaczkami i tłuszczem? Zrób sałatkę (im więcej zieleniny tym lepiej), na pewno będzie smakowała dokładnie tak samo, nie poczujesz różnicy, a o ile zdrowiej…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Bzdura! Albo rezygnujemy i nie oszukujemy się, że nam z tym lepiej, albo nie chudniemy (oj, ta druga opcja jest mi chyba bliższa). Jak dla mnie nigdy nie będzie lepiej z substytutami. Oczywiście, mogę zrezygnować z wielu rzeczy – ze słodyczy, fast foodów, tłuszczu, ale nigdy nie powiem, że nagle lepsze stały się sałatki, skoro do tej pory wpierniczałam ziemniaki polane tłuszczykiem aż się kurzyło. Zdrowsze to będzie na pewno, rezultat zostanie osiągnięty, ale świadomość straty pozostanie. Na zawsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-7137896525707213988?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/7137896525707213988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/zamiast.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7137896525707213988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7137896525707213988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/zamiast.html' title='Zamiast.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1232350831792570926</id><published>2011-02-11T16:46:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T09:28:00.785+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zabawki'/><title type='text'>Zabawki.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jest już lepiej. Ze wszystkim. I kondycja psychiczna lepsza (tak, wyrwałam się na miasto), i Młody lepiej się czuje. Nie wiem, czy tak do końca od szpitala uciekliśmy, ale pani doktor na kontroli karetki wzywać nie kazała, więc chyba idzie ku lepszemu. Przy okazji dziękuję za wsparcie &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:)&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ale ja nie o tym. Ostatnio Młody dużo czasu spędza w domu. Rozumiem więc, że mu się nudzi. Cały czas te same twarze, te same kąty i te same zabawki. Postanowiłam wobec tego umilić mu nieco pobyt w więzieniu i zakupić mu nową zabawkę. Mam świadomość tego, że Młody po około 5 minutach zabawką przestanie się interesować, ale czego się nie robi dla dziecka. Niechby nawet na te pięć minut…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Udałam się do sklepu. Wprawdzie tylko osiedlowego, małego, ale przynajmniej ceny też nie powalają, jak w jakimś molochu. Da się żyć. Rozpoczęłam penetrację półek… i po pół godzinie zwątpiłam. Okazało się, że mogę mu kupić grającą kierownicę, coś pluszowego, gryzaczek albo gumową kaczuszkę. Wszystkie inne rzeczy są dla dzieci od lat trzech. Łapię klocki, od lat trzech… Łapię jakieś plastikowe owoce, od lat trzech… Łapię kółka, od lat trzech. Bączka odechciało mi się łapać…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;To nie tak, że do tej pory tego nie zauważyłam albo nie kupowałam dziecku zabawek. Kupowałam. I owszem, takie, które nadają się do zabawy od lat trzech. Po prostu za każdym razem kiedy idę do sklepu po kolejne zakupy zdumiewa mnie asekuranctwo producentów. Wszystko, co nie jest wielkości słonia, gumowe albo szmaciane, jest automatycznie zabawką od lat trzech. O dziwo, te same zabawki (plastikowe, z małymi elementami), jeśli tylko mają piszczący badziewny mechanizm (czyli piszczy, pojękuje albo nawala fanfarami) nadają się do zabawy od 6 lub 12 miesięcy. Zdumiewające…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Zdarzyło mi się zakupić pianinko i grający samochodzik, po czym zostaliśmy uszczęśliwieni grającą żyrafą. Nie powiem, nie było tak źle przez pierwsze dni. Ale kiedy po raz enty pianinko zaczęło wydawać z siebie to tamtaramtam po naciśnięciu guziczka mamusia i tatuś podziękowali zabawce i wysłali ją na banicję na szafkę (mogło trafić gorzej). Żyrafa ma lepiej, bo można jej dźwięk wyłączyć, a zabawa nadal jest.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;A tak w ogóle to ulubionymi zabawkami mojego syna są w kolejności: korek do wanny, szczotka do modelowania włosów, buty i leżaczek, na którym właśnie się zapamiętale buja. Cała reszta zabawek jest na szarym końcu listy…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;P.S. OGROMNE podziękowania dla &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.dzieciowo.pl/"&gt;Kruszyzny&lt;/a&gt; &lt;/i&gt;za misia i królika. Chyba jednak nie wrócą do Was, bo Młody pokochał misia miłością wspaniałą i bezwarunkową. Na misiu uczył się przytulania i teraz chodzi i przytula go do oporu. Królik zaś robi karierę i furorę w domowym teatrzyku. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1232350831792570926?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1232350831792570926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/zabawki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1232350831792570926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1232350831792570926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/zabawki.html' title='Zabawki.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1190393506094126009</id><published>2011-02-02T10:50:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T13:48:20.702+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Wariuję.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Jak to cała rodzina zmagała się z zapaleniem płuc… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Tak, Młody ma zapalenie płuc. Pewnie wielu ludzi powie, że powinien być w szpitalu. Może i powinien, ale po ostatnich doświadczeniach ze szpitala postanowiliśmy spróbować uporać się z tym w domu. Zwłaszcza, że pani doktor pomogła nam w tej decyzji. Oznacza to jednak konieczność znęcania się nad Młodym. Oczywiście jest to znęcanie się pozorne, bo ma mu to pomóc, a jednak kiedy po raz kolejny muszę zmusić go do odkaszlnięcia, wkładając mu głęboko,&amp;nbsp; niemal do gardła szpatułkę, czuję się jakbym go torturowała. Oczywiście podczas oklepywania i odkaszlnięcia Młody płacze jak zarzynany. Poniekąd go rozumiem i bardzo boli mnie, że nie umiem mu wytłumaczyć, że tak trzeba, że to dla jego dobra i że poczuje się po tym lepiej. To znaczy ja wytłumaczyć umiem, ale on zrozumieć już nie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Jak to wygląda? Najpierw aplikuję mu krople do nosa. Potem trzymając go niemal do góry nogami (bo głowa musi być niżej niż kuper) opukuję mu plecy, potem boki, a na końcu klatkę piersiową po prawej stronie. Potem właśnie musi odkaszlnąć sobie, im bardziej tym lepiej. Dzięki temu lepiej mu się potem oddycha, bo pozbywa się flegmy. Następnie dostaje inhalacje, których trochę się boi, ale jeśli robię wystarczająco głupie miny to siedzi spokojnie. Na koniec dostaje krople do nosa, antybiotyk i leki przeciwbólowe. I tak trzy razy dziennie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Małżonek nie może na to patrzeć. Też bym chciała nie musieć, nie ukrywam. Jednak wiem, że to pomoże mojemu synowi. Poza tym zrobię wiele, żeby tylko nie musieć posyłać go do szpitala. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Jest mi ciężko. Ostatnio Młody częściej choruje niż jest zdrowy. Wydajemy majątek na leki, kolejny majątek pochłania żłobek. Kombinuję jak mogę, ale to nie wystarcza. Szarpię się ze wszystkim, nie radząc sobie z niczym. Zaczyna mnie to wszystko przerastać. Wiem, ile jeszcze wytrzymam – tyle ile będzie trzeba, bo nie mam wyboru. Ale mam już tak mało siły, że prawie codziennie chce mi się płakać. Nie mam czasu na nic. Staram się pracować, ale robię to raczej mechanicznie. W domu chodzę jak robot – sprzątam, piorę, gotuję, prasuję, zmywam, robię obiady, czasem nawet bawię się z Młodym, ale nie przywiązuję do&amp;nbsp; tego wszystkiego należytej uwagi.&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Brakuje mi czasu dla siebie. Każdy powinien mieć prawo do czasu dla siebie i ze sobą. Tymczasem czuję się, jak tygrys w klatce. Miotam się, ale wkoło mnie cały czas te same kraty. Owszem, jakiś miesiąc temu wyszłam na miasto i spotkałam się z koleżanką, ale to było już miesiąc temu. Czy ja naprawdę proszę o zbyt wiele…?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Małżonek mówi, że rozumie, ale za każdym razem, jak próbuję pogadać z nim o moim wyrwaniu się na jeden dzień do miasta to mam wrażenie, że popełniam grzech śmiertelny nawet o tym myśląc. Faceci są jednak inaczej zaprogramowani. On nie wie, że powinien mnie na ten wyjazd namawiać, żeby mi zrobić dobrze, a ja nie wiem, że nie powinnam wszystkiego tak bardzo brać do siebie, bo mnie to zniszczy. On nie namawia, a ja biorę. Co można na to poradzić?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1190393506094126009?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1190393506094126009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/wariuje.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1190393506094126009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1190393506094126009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/02/wariuje.html' title='Wariuję.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3469168724731516762</id><published>2011-01-31T15:51:00.001+01:00</published><updated>2011-01-31T15:51:12.412+01:00</updated><title type='text'>Kulinarne natchnienie.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Muszę się przyznać bez bicia, że do niedawna byłam kulinarnie upośledzona. Owszem, potrafiłam zrobić podstawowe potrawy, ale schabowy z ziemniakami czy spaghetti z kupnym sosem naprawdę nie można nazwać szczytem kulinarnych zdolności, nawet jeśli dodamy do tego mielone z podsmażanymi buraczkami czy smażoną rybę. Kilka jeszcze innych potraw miałam opanowanych, ale nasze menu doprawdy nie powalało na kolana. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio jednak postanowiłam się nieco doszkolić, a to z dwóch powodów. Po pierwsze mam na stanie dziecko. Ten mały szczegół sprawia, że rosół i schabowy nie wystarczy, żeby zaimponować roczniakowi. Nawet jeśli ten nie wie, z czym tak naprawdę ma do czynienia, przydałoby się serwować mu nieco bardziej zróżnicowane posiłki. Po drugie obiecaliśmy sobie z małżonkiem, że będziemy się lepiej odżywiać. No nie, tak całkiem zwyczajów jedzeniowych nie zmienimy i schabowego nie zastąpi nam tofu, a ziemniaków kiełki. Chodzi po prostu o to, żeby to jedzenie było bardziej domowe, a mniej torebkowe czy słoikowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wymaga to oczywiście pewnego poświęcenia, ponieważ takie gotowanie od zera jest dość denerwujące. W tym słusznym już wieku trudno tak nagle przyznać (nawet przed sobą), że nic się nie umie i zaczynamy z czystą kartą mozolną naukę. Jednak skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Sieć pełna jest wspaniałych przepisów i tylko czeka na to, żebym zaczęła je aktywnie wykorzystywać. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Co już zrobiłam (i, o dziwo, nie zaliczyłam ani jednej lipy)? Placki ziemniaczane, omlet (proszę się nie śmiać), potrawkę meksykańską z kurczaka, lasagnę, gotowany schab (taki na kanapki albo do sosu) i sos chrzanowy. Co próbuję i błagam los, żeby się udało? Pieczony boczek (też do kanapek), pierogi i chleb. Tak, chleb, choć tego akurat najbardziej się boję. Mój piekarnik pozostawia wiele do życzenia i nie ma się co oszukiwać, że mogłabym piec w nim przepyszne torty (za słodycze dopiero się zabieram). Dlatego właśnie rzeczy pieczonych boję się najbardziej. No ale kto nie próbuje, ten nie je. O dziwo, małżonek, mający dość tradycyjne podejście do jedzenia, zjada te moje kulinarne eksperymenty bez mrugnięcia okiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przy okazji okazało się, że wykorzystuję takie kuchenne utensylia, których nawet nie podejrzewałam o istnienie w mojej kuchni. Na przykład fakt, że mój blender ma tyle zastosowań, pozostawało poza zasięgiem mojej wyobraźni, dopóki wiedziona desperacją nie przeczytałam instrukcji obsługi. Teraz zaś szczytem moich marzeń jest posiadanie pędzelka. Tak, słyszałam o czymś takim, nigdy jednak ustrojstwa nie używałam, a więc i nie kupowałam. Teraz wiem, że by się przydał. Może jutro kupię… &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Poważnie się jeszcze zastanawiam, czy zamieszczać te moje przepisy, zwłaszcza że biorę je ze stron internetowych… No cóż, jak będzie zapotrzebowanie to wrzucę. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3469168724731516762?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3469168724731516762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/kulinarne-natchnienie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3469168724731516762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3469168724731516762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/kulinarne-natchnienie.html' title='Kulinarne natchnienie.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-422123182037651868</id><published>2011-01-29T08:35:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T09:28:26.295+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Szanowny panie senatorze...</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio mało nie wybuchłam, kiedy w telewizji usłyszałam pana senatora, który z nieco złośliwym uśmiechem oświadczył, że dla dziecka najlepiej jest, żeby do trzeciego roku życia zostało w domu, najlepiej z matką. Dlaczego najlepiej z matką, tego nie wiem, i zanim zdążyłam się nawet nad tym zastanowić, zaczęłam rzucać bluzgi w kierunku telewizora. Ponieważ słowa te padły w okolicy pory kąpania Młodego, natychmiast udałam się do łazienki, żeby tylko więcej tych debilizmów nie słuchać (dla krótkiego wyjaśnienia: sprawa dotyczyła ustawy, która miała ułatwić powstawanie żłobków, a pan senator oczywiście był temu przeciwny). Małżonek, który siedział spokojnie i niewzruszenie, oglądając te bzdury zakomunikował mi jeno, że lepiej, że nie oglądałam ciągu dalszego, gdyż wyszło na to, że nasze dziecko (między innymi, tak jak cała reszta żłobkowej czeredy) nigdy nie będzie w stanie stworzyć normalnego związku z drugą osobą oraz zostanie alkoholikiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W pracy, kiedy zaczęłam się rzucać, opowiadając o jakże odkrywczych słowach pana senatora, koleżanka spytała mnie:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;-Znaczy nie zgadzasz się z tym, co powiedział?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście, że się zgadzam Z TYM co powiedział, nie zgadzam się jedynie z kontekstemi SPOSOBEM w jaki to powiedział. Wyszło na to, że moje dziecko poszło do żłobka, bo ja jestem wyrodną matką, która dodatkowo wpędza dziecko w alkoholizm i która koniecznie chce się tego dziecka na kilka godzin pozbyć z domu, a nie dlatego, że w tym chorym państwie nie umożliwia mi się zostania z nim w domu, bo chyba musiałabym mieszkać pod mostem i jeść trawę za te kwoty, które oni mi proponują. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Fakt, że dla dziecka jest lepiej, żeby zostało w domu przez pierwsze kilka lat życia jest dla mnie niemal bezdyskusyjne. Niemal, bo widzę, jak moje dziecko świetnie się rozwija i jak wiele się w żłobku uczy, więc żłobek to naprawdę nie jest diabeł ani żadne zło wcielone. Jednak gdybym miała wybór, na pewno siedziałabym z dzieckiem w domu. Problem w tym, że nie mam tego wyboru i szanowny pan senator powinien to wiedzieć, a nie wciskać mi głodne kawałki, jak to mojemu dziecku jest źle. Sznowny pan senator powinien pokazać mi alternatywę, a skoro jej nie ma, to o nią zadbać, a nie gadać co mu ślina na język przyniesie z tym swoim głupim uśmieszkiem. Właśnie dlatego tak bardzo się zburzyłam na to, co szanowny pan senator ogłosił w telewizji, żeby tylko zaistnieć. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-422123182037651868?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/422123182037651868/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/szanowny-panie-senatorze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/422123182037651868'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/422123182037651868'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/szanowny-panie-senatorze.html' title='Szanowny panie senatorze...'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3093997527583014984</id><published>2011-01-16T08:33:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T09:29:09.295+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Odpowiedź na kłamstwa.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Zdaję sobie sprawę, że nie powinnam odpowiadać na takie kłamstwa, jakie zawarte są w &lt;a href="http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/317528,nauczyciele-nie-chca-pracowac-za-500-zl-dziennie.html"&gt;tym artykule.&lt;/a&gt; Dzięki temu napędzam temu panu czytelników, a to jest ostatnie, czego pragnę. A jednak po raz kolejny się we mnie zagotowało i nie mogę się powstrzymać…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak, oczywiście, zarabiam albo będę zarabiać 5000 złotych. Oczywiście, nie chce mi się iść pracować za 500 zł dziennie. W końcu jestem największą zakałą tego państwa i największym nierobem w naszym kraju. Ponadto jestem rozpuszczona jak dziadowski bicz i w ogóle od tej kasy to mi się we łbie poprzewracało…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Skoro tak jest, to ciekawe dlaczego na pasku widnieje mi jak byk 2100 brutto, a na rękę widzę z tego jakieś 1600 – 1700? Nie mam może jakiegoś wybitnego stażu ani stopnia zawodowego, ale przez ostatni tydzień wpatrywałam się w paski moich kolegów i koleżanek z najwyższym stopniem awansu i żadnych 5000 też tam nie zauważyłam. A studiowałam dość dokładnie…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No ale przecież za te 1700 też mogę żyć jak król. Kupować wczasy w Tunezji czy innej Grecji, jeść codziennie kawior z truflami i popijać szampanem. Więc po co iść do pracy za 500 złotych dziennie?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;OK., dość tej ironii. Otóż szanowny panie Radwanie. Primo, 5000 złotych to jak żywam jeszcze nie widziałam. Ani brutto, ani netto. I z pewnością jeszcze długo nie zobaczę, jeśli w ogóle kiedykolwiek. Secundo, nikt mi nie oferował pracy za 500 złotych dziennie, a gdyby tak było to z pewnością nie bacząc na zmęczenie poleciałabym do tej pracy na skrzydłach. Z tego co wiem, nikt żadnemu nauczycielowi nie zaoferował takiej kwoty, ani nawet niczego do niej zbliżonego, co zdążyłam już wyczytać w rzetelnych źródłach. Tertio, jeśli nam tak dobrze i mamy tak dużo, to czemu brakuje nauczycieli?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie będę po raz kolejny się rozpisywać w temacie, ale szlag mnie trafia za każdym razem jak czytam takie bzdury.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3093997527583014984?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3093997527583014984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/odpowiedz-na-kamstwa.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3093997527583014984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3093997527583014984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/odpowiedz-na-kamstwa.html' title='Odpowiedź na kłamstwa.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5341112575231812011</id><published>2011-01-06T08:47:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T13:46:11.933+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><title type='text'>Moja WOŚP.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Trochę ponad rok temu rodziłam Adama. Poród był dość ciężki, potem okazało się, że mały ma problemy z oddychaniem. Po dwóch godzinach trafił do inkubatora, a ja nie mogłam go nawet zobaczyć, bo byłam za słaba, żeby iść na górę. Kiedy w końcu do niego przyszłam, leżał w inkubatorze. Taki malutki, podłączony do tych wszystkich kabelków, taki bezradny i bezbronny. Nie mogłam wziąć go na ręce, nie mogłam przytulić, chociaż tak bardzo chciałam. I kilka minut później kilka słów zabrzmiało jak wyrok – musi iść na podtrzymanie oddychania. Jejku, jak ja się strasznie bałam. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, czy przygotowywać się na najgorsze… Widziałam synka z przerażającą rurą wystającą mu z buźki, na środkach uspokajających, co sprawiało że cały czas spał i nie reagował ani na mój głos, ani na dotyk, z&amp;nbsp; kabelkami wystającymi mu zewsząd i kilkoma wkłuciami na leki. Te wszystkie maszynki pikające wkoło niego, wyznaczające jego oddech, bicie serca i ciśnienie, odmierzające dawki przyjmowanych leków. Przerażenie, ból, płacz, koszmar. Tylko tak mogę to opisać, bo inaczej się nie da. Cztery dni horroru,&amp;nbsp; radość z poprawy, na końcu wyjście ze szpitala ze zdrowym Adamem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I pamięć o tym, że inkubator, przerażająca pikająca maszyna i kilka innych sprzętów miało znak serduszka… I myśl, że moje dziecko nie jest jedyne…DZIĘKUJĘ.&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.wosp.org.pl/"&gt;http://www.wosp.org.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5341112575231812011?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5341112575231812011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/moja-wosp.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5341112575231812011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5341112575231812011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/moja-wosp.html' title='Moja WOŚP.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3049425486517723284</id><published>2011-01-02T11:53:00.000+01:00</published><updated>2011-01-02T11:53:38.210+01:00</updated><title type='text'>Moje małe noworoczne życzenia.</title><content type='html'>Wszyscy w nowym roku składają obietnice i przyrzeczenia. Że schudną, że będą oszczędzać, że częściej będą się uśmiechać i mniej denerwować… Wszystko to trwa tak mniej więcej do drugiego stycznia, w najlepszym razie kończy się kilka tygodni po nowym roku (wersja dla wytrwałych). Nie da się jednak ukryć, że najczęściej się kończy. Psychologowie wypowiadali się już, dlaczego nie dotrzymujemy noworocznych obietnic, więc nie będę się nad tym rozwodzić ani tym bardziej przytaczać tutaj tego naukowego bełkotu. Ponieważ niejednokrotnie składałam sobie obietnice, które i tak pozostały bez pokrycia, w tym roku postanowiłam sobie darować. W tym roku postanowiłam zrobić listę ŻYCZEŃ. &lt;br /&gt;Jeśli ktoś spodziewa się tutaj życzeń w rodzaju: niech będzie pokój na świecie, niech wszystkie dzieci będą szczęśliwe, a wszyscy w rodzinie zdrowi to niech pooglada wybory miss. Tutaj liczę się JA i tylko JA. Będą to rzeczy, których życzę sobie sama w tym nowym roku i pomijam zdrowie i spokój dla całej rodziny oraz zadowolenia z syna, bo takie życzenia sa zbyt oklepane i oczywiste. Czy ktoś naprawdę myśli, że nie życzę sobie oraz rodzince zdrowia albo nie uważam, że pokój na świecie jest ważny? Oczywiście, że to wszystko jest najważniejsze na świecie, ale nie mam na to wpływu. Tymczasem zajmę się życzeniami banalnymi, malutkimi, które można realnie spełnić z pomocą bądź dobrych chęci, bądź gotówki (tej drugiej znacznie częściej).&lt;br /&gt;Oto one:&lt;br /&gt;1. Iść do fryzjera i zrobić sobie w końcu baleyage. Kurczę, jak ja tęsknię za tymi blond pasemkami… Nowa fryzura też nie zaszkodzi, tak w bonusie.&lt;br /&gt;2. Zrobić sobie żelowy manicure (nie tipsy). A to dopiero banalne życzenie :) Nie da się jednak ukryć, że swego czasu ta pierdoła ułatwiała mi życie, bo nie musiałam co drugi dzień bujać się z lakierami, i chciałabym skorzystać raz jeszcze. (jakby ktoś się jeszcze nie domyślił – tak, mam fioła na punkcie paznokci)&lt;br /&gt;3. Kupić sobie nowe okulary. Te które mam są oczywiście jak najbardziej dobre, ale znalazłam takie cudowne pomarańczowe oprawki, które mnie olśniły i mną zawładnęły. Od kilku miesięcy nie myślę o niczym innym.&lt;br /&gt;4. Pomalować łazienkę, która od prawie sześciu lat czeka na swój kolor i na swoją kolejkę. Nie doczekała się jeszcze z wielu różnych powodów i ta biel (teraz to już taka szarość raczej) zaczyna mnie denerwować. Chcę zielony.&lt;br /&gt;5. Kupić sobie kilka nowych ciuchów. Nie dlatego, że nie mam w czym chodzić, ale dlatego, że dawno sobie ciuchów nie kupowałam. I nie mówię tu o ubraniach, które akurat muszę kupić, bo się na mnie już rozwalają, ale o takich popierdółkach, na które człowiek ma ochotę.&lt;br /&gt;6. Iść na siłownię. Nie, nie po to, żeby schudnąć, ale po to, żeby lepiej się czuć. I nie, nie będę biegać, pomimo że na siłowni najczęściej ćwiczę na bieżni. Taki mały absurd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, niech się stanie koniec tym życzeniom. I żeby nie było wątpliwości, zamierzam przynajmniej część z nich spełnić :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3049425486517723284?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3049425486517723284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/moje-mae-noworoczne-zyczenia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3049425486517723284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3049425486517723284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/moje-mae-noworoczne-zyczenia.html' title='Moje małe noworoczne życzenia.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3993991230610554011</id><published>2011-01-01T11:49:00.002+01:00</published><updated>2012-01-24T13:47:20.223+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><title type='text'>Uaktualnienie.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Trzeba było jakoś uaktualnić tego bloga, bo Młody skończył rok i nie wygląda już jak ten niemowlaczek na zdjęciu. Właśnie teraz lata wkoło mnie jak bączek i coś tam sobie gada do siebie. Na dodatek ostatnio postanowił wzbogacić swoje słownictwo. Szkoda tylko, że to wzbogacanie dotyczy tylko jednego słowa: Tata. Ostatnio nasze dialogi wyglądają mniej więcej tak:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ja: Powiedz mama.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody: Tata.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ja: Powiedz mama.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody: Tata.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I tak w koło Macieju. Nie chce mówić „mama” i już, za to „tata” wychodzi mu genialnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Inna historia. Młody cały czas tylko „tata” i „tata”. Wprawdzie raz wychodzi mu „dada”, a raz poprawnie, ale widać od razu, że chodzi o tatę, a nie mamę. Małżonek (z pewnością, żeby poprawić mi nastrój) stwierdza:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;On i tak nie mówi „tata” tylko „dada”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody w tym momencie spojrzał na Małżona i z błyskiem w oku stwierdził głośno i wyraźnie: „TATA”. No cóż, pokazał smarkacz, co potrafi. Oczywiście „mama” nadal nie ma szans, choć próbuję już cztery dni :(. Nadal jednak cierpliwie pracuję nad rozwojem mowy Młodego. W końcu kiedyś to „mama” muszę usłyszeć :).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Z nieco smutniejszych wiadomości. Młody nigdy nie był na nic uczulony i nie przewidywaliśmy innego scenariusza, bo żadne z nas nie cierpi na żadne alergie. Okazało się jednak, że coś mu szkodzi. Dostał plam na buzi, skórę ma suchą, popękaną i cienką jak pergamin. Na łokciach i kolanach skóra też zrobiła się szorstka i nieprzyjemna. Kąpiemy w emolium, smarujemy kremami, przeszliśmy na Bebilon pepti, ale nic nie pomaga. Nie mogę dojść do tego, co go uczula. Przez te uczulenia co chwila coś „gra mu w oskrzelach”, jak stwierdza nasza pani doktor. Na początku grudnia antybiotyk, teraz bez antybiotyku, ale niewykluczone, że jednak… Szkoda mi go strasznie, chociaż nie wygląda, jakby się męczył, jest jak zwykle uśmiechnięty i wesoły. Jednak kiedy go dotykam i czuję pod palcami tą szorstką skórkę to aż mi serce staje. Dostaliśmy skierowanie do alergologa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i oczywiście nie można nie wspomnieć o nowym roku, który jeszcze niedawno był blisko, a teraz stał się faktem. Nie byliśmy na żadnym balu (NIGDY jeszcze nie byłam na balu sylwestrowym, zaliczyłam jeno kilka domówek), ale nie mogę powiedzieć, że BARDZO mi tego żal. Może troszkę, ale na pewno nie bardzo. Siedzieliśmy sobie w domu, gadaliśmy o wszystkim i o niczym i było naprawdę miło… po czym Młody postanowił się obudzić. Pierwsza w nocy i prawdopodobieństwo braku snu aż do rana przeraziły mnie tak bardzo, że poszłam spać, nie zwracając uwagi na brykającego w łóżeczku dzieciaka. I był to bardzo dobry pomysł, bo Młody brykał tak do 4 rano i pewnie brykałby nadal, gdybym się jednak nie przebudziła, nie dała mu butli i nie pokołysała do snu. Oczywiście to nie tak, że Młody krzyczał i nie mógł biedactwo usnąć, a wyrodna matka ignorowała go z premedytacją, on po prostu nie chciał spać tylko się bawić, więc spokojnie bawił się sam ze sobą do 4 rano, kiedy to w końcu rodzicielka postanowiła, że co za dużo, to niezdrowo. I taki był Sylwester &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Teraz jest nowy rok i zastanawiam się, co nowego przyniesie…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3993991230610554011?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3993991230610554011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/uaktualnienie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3993991230610554011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3993991230610554011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2011/01/uaktualnienie.html' title='Uaktualnienie.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6045764949556399764</id><published>2010-12-23T16:35:00.000+01:00</published><updated>2010-12-23T16:35:55.209+01:00</updated><title type='text'>Trochę inne życzenia świąteczne.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Kiedyś to ja tam stałam. Niby śpiewałam słowa hymnu, bo tak mnie nauczyli, ale czekałam na spotkanie z koleżankami i pogadanie o chłopakach. To było ciekawsze, wazniejsze, szacunek dla własnego państwa obchodził mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Nauczycielka próbowała wyegzekwować spokój i zazwyczaj jej się to udawało, ale to ze strachu przed konsekwencjami, a nie przez dobrą wolę. Kiedyś to ja chciałam natychmiast rozpakować prezenty. Kolacja wigilijna była tylko do nich dodatkiem. Pamiętam, jak mama kazała mi chodzić do swojego pokoju i wypatrywać pierwszej gwiazdki, a w tym samym czasie ona i dziadek chowali prezenty pod choinką. Długo wierzyłam w gwiazdkę i świętego Mikołaja, którzy przynosili prezenty. Jednak śpiewanie kolęd już nie było takie ważne, chciałam się tylko bawić albo ewentualnie pokazać prezenty koleżance. Upływ czasu był bardziej abstrakcją niż faktem. Otaczali mnie ludzie, którzy byli dla mnie opoką i mieli być zawsze. Kiedyś wiele rzeczy wydawało mi się trywialnych, głupich, niepotrzebnych, przesadzonych, zbyt pompatycznych.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj jestem tutaj. Śpiewając słowa hymnu bardzo często nie mogę powstrzymać się od płaczu. Jeśli jakieś dziecko to widzi zazwyczaj nie może powstrzymać się od uwagi rzucanej koledze czy koleżance. Już mnie to nie boli, nie ma dla mnie znaczenia. Liczę na to, że oni też kiedyś zrozumieją. Święta nie stały się dla mnie przeżyciem na miarę religijną, ale raczej na miarę rodzinną. Siedzę z ludźmi, których kocham i którzy kochają mnie i nie ma wtedy znaczenia to, że prezentów brak, a na stole nie leży dwanaście potraw. Niektórych ludzi już nie ma i nigdy nie wrócą i boli mnie to tak, że czasami płaczę niby bez powodu. Przeraża mnie to, że odszedł mój dziadek. Wprawdzie stało się to dawno temu, ale do dziś o nim pamiętam. Patrzę na moją mamę i przeraża mnie to, że ją też będę musiała pożegnać. Może dopiero za kilkanaście lat, ale to moja mama i miała zostać ze mną na zawsze. Niewiele rzeczy jest już dla mnie pompatycznych, niepotrzebnych czy głupich. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dorosłam. Nie wszystko w tej dorosłości jest fajne, ale właśnie to, co opisałam podoba mi się najbardziej. Zmieniły się priorytety i te teraźniejsze są jakby milsze, a na pewno ważniejsze. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Życzę wszystkim moim czytelnikom i tym, którzy się tu tylko zaplątają, żeby mieli tak udane i cudowne życie jak ja. Żeby mieli swoje małe wzruszenia i się ich nie wstydzili. Żeby święta nie były tylko bieganiną i sprzątaniem, ale rozmowami z bliskimi, których kochamy tak czy inaczej. Żeby rozumieli, że to wszystko kiedyś się skończy i zatęsknią za każdą pompatyczną minutą swojego życia, którą kiedyś uważali za zbędną. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Życzę Wam po prostu wszystkiego najlepszego, cokolwiek by to nie było w danym momencie Waszego życia. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6045764949556399764?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6045764949556399764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/12/troche-inne-zyczenia-swiateczne.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6045764949556399764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6045764949556399764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/12/troche-inne-zyczenia-swiateczne.html' title='Trochę inne życzenia świąteczne.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3227154522774784756</id><published>2010-12-19T07:07:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T13:49:53.250+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Trzydzieści lat minęło...</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Stuknęła mi trzydziestka. W sumie jest mi to obojętne, nie mam problemów ze swoim wiekiem, wręcz przeciwnie. Uwielbiam swoje urodziny i kultywuję je, jak tylko mogę. Na przykład wynalazek w postaci imienin, choć uparcie obchodzony w mojej rodzinie (urodziny właściwie się wśród nich nie liczą), nie znajduje mojego uznania. Nie lubię imienin i ich nie obchodzę. Nie jest to dla mnie żaden specjalny ani wyjątkowy dzień. Imieniny mogę obchodzić kilka razy do roku, bo ktoś to tak wymyślił. Nie lubię. Co innego urodziny! To jest tylko mój dzień, jedyny taki w roku i ubóstwiam go celebrować. Nie urządzam już hucznych imprez, bo nie mam potrzeby udowadniać sobie, że nadal jestem super młoda i mogę. Po prostu robię sobie jakąś małą przyjemność i cieszę się tym dniem, jak tylko mogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W tym roku jednak, po raz pierwszy, poczułam, że coś się zmieniło. Nie, to nie żaden kryzys, nadal zamierzam obchodzić urodziny i się nimi cieszyć, a nie ukrywać swój wiek. Jednak z całą pewnością jest inaczej. Skończyłam trzydzieści lat. Już nie dwadzieścia kilka, nawet jeśli było to dwadzieścia dziewięć, ale już trzydzieści. Mam mieszkanie, męża, dziecko. Skończyłam studia i mam stałą pracę. Krąg moich znajomych zawęził się właściwie do koleżanek w pracy i dwóch osób ze studiów. A pamiętam, że obiecywaliśmy sobie za nic nie stracić kontaktu… Teraz nawet przez portale społecznościowe nie za bardzo się ze sobą kontaktujemy. Każdy ma swoje życie. Oczywiście poznajemy się na ulicy, ale niewiele poza tym. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W sumie jednak bilans wychodzi mi na plus. Osiągnęłam wszystko, co sobie zamierzyłam, a nawet więcej. Spełniłam marzenie w postaci życia rodzinnego. Bo to właśnie liczy się dla mnie najbardziej. Nie praca, nie „kariera”, a właśnie dom. Najszczęśliwsza bym była, zostając kurą domową, co jednak nie jest mi dane. Bywa i tak. Grunt, że mam męża, którego kocham i który kocha mnie. Mam syna, który jest absolutnie fantastycznym dzieckiem. Mam swój mały metraż, który choć nie jest do końca mój, w zupełności zaspokaja moją potrzebę posiadania domu. I kocham ten dom. Te pomarańczowe ściany w pokoju i żółte w kuchni. Te meble, tą atmosferę. Kiedy tam wracam to czuję, że wracam do Domu, przez duże D właśnie. Czego można chcieć więcej?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jestem szczęśliwa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3227154522774784756?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3227154522774784756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/12/trzydziesci-lat-mineo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3227154522774784756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3227154522774784756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/12/trzydziesci-lat-mineo.html' title='Trzydzieści lat minęło...'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3333188202822563328</id><published>2010-11-28T09:03:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T09:29:49.144+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='papiery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczyciel'/><title type='text'>Zalana papierami.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio rozmawiałam z Małżonkiem moim drogim na temat mojej pracy, co czasami mi się zdarza, gdy mam wyjątkowo podły humor. A ostatnio mam taki coraz częściej. Rozmowa wyglądał mniej więcej tak:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;On: Ja już mam dość słuchania o tej twojej pracy. Cały czas tylko dół i dół.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ja: Ale zauważyłeś, że już&amp;nbsp; nie skarżę się na uczniów?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Chwila zamyślenia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;On: No fakt. Ciekawe dlaczego?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ja: Bo nie mam czasu nawet o nich myśleć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i taka jest smutna prawda. Mamy do odbębnienia tyle papierów (a będzie jeszcze więcej), że nie mam już siły myśleć o uczniach. Lekcje przychodzą i odchodzą, 45 minut&amp;nbsp; mija niepostrzeżenie i znowu zostaję sam na sam z papierami. Pani minister ma coraz to nowe wytryski doskonałych pomysłów dotyczących gimnazjów, bo skoro wszyscy tak na nie narzekają to zamiast je zlikwidować (no nie, nie przyznają się, że coś spartaczyli, przecież gimnazja to doprawdy odkrycie stulecia) należy dowalić nauczycielom roboty tak, żeby nie&amp;nbsp; mieli czasu na zwracanie uwagi na uczniów. Wtedy przestaną na nich narzekać, bo jak utoną w papierkach uczeń przestanie się liczyć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I tak powoli się dzieje. Regulamin projektu edukacyjnego należy napisać, Wewnątrzszkolny System Oceniania uaktualnić, to wszystko poprawić, poprawić poprawki, stworzyć karty pracy, zwołać Radę Pedagogiczną, żeby to wszystko zatwierdzić. Na Radzie kolejne poprawki do poprawek, w końcu można przyklepać i tworzyć kolejne papierki. Szkolenie trzeba zwołać, bo kolejne pomysły tworzą kolejne interpretacje, więc żebyśmy się nie pogubili, a przynajmniej nie nudzili, trzeba siedzieć do 19 na radzie szkoleniowej. Potem do domu, umyć dziecko, posłać je do łóżka i już można się brać do nowych papierów. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak ostatnio wyglądają moje dni. Jak nie jedna rada, to druga, jak nie jeden papierek, to drugi. Regulaminy, protokoły, analizy… A tu jeszcze trzeba przygotować się do lekcji, sprawdzić kartkówki i sprawdziany, powpisywać oceny, zorganizować a to Halloween, a to Thanksgiving Day, a to jakiś konkurs… Przestaję już wyrabiać. Za jeden dzień nicnierobienia oddałabym wiele. Pani minister najchętniej kazałabym robić to wszystko samej, niech zobaczy jak to fajnie użerać się z uczniami i produkować tony papierów. A jeszcze jak ma się małe dziecko to już jest absolutnie wpaniale. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie mam nawet siły bawić się z Młodym, siedzę tylko i patrzę, jak on się bawi, a oczy mi się kleją. Myślę przy tym, co jeszcze muszę danego dnia zrobić, żeby pani dyrektor nie miała do mnie w dzień następny pretensji, że coś jeszcze nie jest gotowe. Moje dziecko właściwie nie spędza ze mną czasu, a przynajmniej nie tak, jak ja bym chciała. Ale cóż, na wychowawczy mnie nie stać. Tylko że to pani minister raczej nie zainteresuje. Może w takim razie kolejne papierki… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3333188202822563328?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3333188202822563328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/11/zalana-papierami.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3333188202822563328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3333188202822563328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/11/zalana-papierami.html' title='Zalana papierami.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6374480003475138408</id><published>2010-11-14T08:01:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T13:50:22.201+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wózek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><title type='text'>Spacerówka - parasolka.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Kupiłam spacerówkę – parasolkę. Po co? Żeby Młody mógł bez problemu dojeżdżać do babci. Z niewiadomych dla mnie powodów widok naszej kolumbryny (złożonej wprawdzie, ale gabaryty ma i tak) sprawiał, że kierowcy autokarów dostawali drgawek. Miałam dość wyzywania pod nosem, przeklinania mnie i mojego wózka, a czarę goryczy przepełniło zniszczenie części wózka, za które szanowny kierowca nie raczył nawet przeprosić. No nic, doszłam do wniosku, że czas przeprosić się z parasolką. Problem w tym, że za nic na świecie nie mieliśmy na nią kasy. Liczyłam na to, że damy radę znaleźć jakąś na allegro za około 40 złotych, ale się przeliczyłam. Wyszło mi, że nawet jeśli ktoś kupił tą parasolkę za 80 złotych i jest ona dość zniszczona to ten ktoś nie widzi niczego dziwnego w tym, że sprzedaje ją za 50 złotych. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W tym właśnie momencie z odsieczą przybyła babcia. Stwierdziła, że skoro wnuczek ma jeździć do niej, a na dodatek zbliża się jego roczek to ona kupi mu tą parasolkę w prezencie. No i mamy. Jak to z tą parasolką jest? Otóż od zawsze nienawidziłam parasolek. Uważałam, że są niepraktyczne, niewygodne i doprawdy krzywdzące dla dziecka, jeśli chodzi o wygodę podróży. Ktoś mógłby stwierdzić, że nie mam prawa wypowiadać się o czymś, czego nigdy nie miałam i nie próbowałam. No to teraz mam, próbowałam, więc się wypowiadam. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Miałam rację! Parasolka nie jest godna nazwy wózka. Prowadzi się ją strasznie ciężko, wręcz muszę się z tym wózkiem siłować, żeby gdziekolwiek dojechać. Dziecko na wertepach, których jest u nas mnóstwo, trzęsie się, jakby mu za chwilę miała głowa odpaść, a poza tym siedzi jak sardynka w puszce. Nogi co chwila zahaczają o tylne kółka, bo miejsca pomiędzy kółkami jest tyle, co kot napłakał. Żeby wejść na najmniejszy nawet krawężnik, muszę pomagać sobie nogą, żeby przednie kółka raczyły się choć trochę podnieść i zahaczyć o chodnik. Żeby dosięgnąć rączek wózka i nie rozwalić sobie butów muszę trzymać ręce wyprostowane na maksa. Worek na zakupy ma wielkość przeciętnej wilkości torebki – kopertówki, więc jakiekolwiek zakupy powyżej kilograma ziemniaków i kotleta schabowego odpadają. Jednym słowem – tragedia. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Czy są jakieś plusy? Oczywiście, inaczej bym jej nie kupiła. Na wypady do babci nada się doskonale. Kierowcy nie będą już rwać sobie włosów z głowy, bo złożę ten wózek i sprawnie wskoczę do autokaru z dziecięciem na jednej ręce i dzierżąc wózek w drugiej. Na krótkich dystansach po Środzie Śląskiej Młody nie ucierpi tak bardzo, więc może się pomęczyć w tej parasolce. Oczywiście kupiłam również parasolkę, która podobała mi się wizualnie, więc nadal się nią zachwycam pod tym względem. No i dość ważna zaleta – jeśli Młody zaśnie na spacerze to nie muszę chodzić z nim po dworze dopóki się nie obudzi, bo wystarczy złapać parasolkę i wnieść ją bez problemu na górę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Niestety, nie są to zalety na tyle powalające, żeby przesłoniły mi stary wózek i skłoniły do wywalenia go do piwnicy. Na takie tortury własnego dziecka nie narażę. Nasza kolumbryna jeździ i ma się dobrze. Ostatnio wprawdzie nieco ją zaniedbaliśmy, bo musiałam wypróbować parasolkę, ale już do niej wracamy, bo czekają nas weekendowe zakupy i spacerki dłuższe niż 15 minut. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6374480003475138408?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6374480003475138408/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/11/spacerowka-parasolka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6374480003475138408'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6374480003475138408'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/11/spacerowka-parasolka.html' title='Spacerówka - parasolka.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-424567327817108879</id><published>2010-10-30T12:56:00.001+02:00</published><updated>2010-10-30T12:56:13.681+02:00</updated><title type='text'>Krótka rzecz o włosach.</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:Wingdings;	panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0;	mso-font-charset:2;	mso-generic-font-family:auto;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Zaszalałam i zrobiłam się na rudo. Małżonek już od kilku dni jęczał, że zmienił mu się gust i nagle we wszystkich serialach zaczęły podobać mu się rude laski. A ja, jako dobra żona, postanowiłam natychmiast spełnić ukryte marzenia o posiadaniu w domu rudej laski i pognałam do sklepu.Nawet pomimo tego, że od kilku już lat powtarzał jak mantrę, że mogę farbować się na inne kolory, ale od rudego mam trzymać się z daleka. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Prawda jest taka, że już od dłuższego czasu miałam włosy w kolorze „au naturel”, bo braki w finansach nie pozwoliły mi na wizytę u fryzjera i zrobienie ukochanego baleyage’u. No i tak rosły i rosły, aż w końcu po ostatnim podcięciu okazało się, że nie mam ani milimetra zafarbowanych włosów, za to na światło dzienne wyszły wszystkie siwe włosy,&amp;nbsp; które natura dała mi w prezencie w wieku trzydziestu lat. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I tutaj ujawniło się moje kolejne wariactwo. Otóż pokochałam swoje siwe włosy miłością wielką i odwzajemnioną. One rosły, a ja się z nich cieszyłam. Małżonek krzyczał, że jestem walnięta, a ja ochoczo przyznawałam mu rację, bo nie widziałam jeszcze kobiety, która cieszyłaby się z siwych włosów zamiast chcieć pozbyć się ich natychmiast. Taka jest jednak prawda – uwielbiałam swoje siwe włosy i gdyby dało się je farbować z pominięciem tych siwych to z pewnością tak właśnie bym zrobiła. Ale nie ma niestety u fryzjera oferty zostawiania siwych włosów &lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:)&lt;/span&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W końcu jednak moja babska natura dała się we znaki. Wszyscy wokół mnie farbowali włosy, a ja pozostawałam przy swoich. Biorąc pod uwagę fakt, że tak od około trzynastego roku życia nie widziałam swoich naturalnych włosów (odrosty pomijam), zaczęłam czuć się nieco znudzona. Dlatego na pierwsze hasło Małżonka o rudych postanowiłam słowa wprowadzić w czyn. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jak wyglądam? Całkiem w porządku, moje włosy były lekko ciemne, więc teraz mają tylko odcień rudy, bez większego rzucania się w oczy. Oczywiście nadal życie bym oddała za wizytę u fryzjera i baleyage, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wywód. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-424567327817108879?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/424567327817108879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/10/krotka-rzecz-o-wosach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/424567327817108879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/424567327817108879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/10/krotka-rzecz-o-wosach.html' title='Krótka rzecz o włosach.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8251098874265014024</id><published>2010-10-27T10:10:00.001+02:00</published><updated>2010-10-27T10:10:29.381+02:00</updated><title type='text'>Tragedia zdrowotna.</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:Wingdings;	panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0;	mso-font-charset:2;	mso-generic-font-family:auto;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i co ja mogę poradzić na to, że nic mi się&amp;nbsp; nie chce? W sobotę okazało się, że Młody ma mały katar. No cóż, katar nam niestraszny. W poniedziałek okazało się, że mama też złapała katar. I to jaki… Ale mama to nie problem. W nocy z poniedziałku na wtorek praktycznie nie spaliśmy, bo Młodemu do kataru przyplątał się kaszel. I to taki, który za nic nie pozwala spać. Nawet kiedy przestał kaszleć, Młody bał się zasnąć. We wtorek poszliśmy więc do pani doktor. Pani doktor nie stwierdziła niczego bardziej podejrzanego od kataru, ale do żłobka iść nie pozwoliła. Dlatego właśnie siedzimy sobie w domu, a ja z jakichś bliżej nieokreślonych powodów wcale się z tego nie cieszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie martwiłabym się tym wcale, gdybym była zdrowa. Ale nie jestem. Dlatego właśnie brykający Młody nie jest mi aktualnie na rękę. Byłoby lepiej, gdyby chodził sobie do żłobka i tam panie by się nim zajmowały jak należy. Ja tymczasem ledwo sama oddycham, a na dodatek mam świadomość, że zionę na potomka kolejnymi bakteriami, kiedy tylko się do niego zbliżam. A zbliżam się często, bo przeziębiony Młody jest bardzo upierdliwy, jeśli chodzi o noszenie go na rękach. Nie jest to sytuacja zbyt komfortowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Zauważyłam również dość ciekawą zależność. Otóż kiedy mam nos tak całkiem zatkany jak wczoraj, nie czuję również smaku. Wszystko co jadłam odznaczało się brakiem jakiegokolwiek aromatu, a tym samym smaku. Nie wiem, czy kubki smakowe przestają działać wraz z nosem??? Jem sobie na przykład taki makaron z sosem śmietanowo-ziołowym i myślę sobie, że równie dobrze mogłabym konsumować właśnie jakiś śmierdzący przysmak z jakiegoś dziwnego kraju. Żadnej różnicy. Ta sama sytuacja z płatkami z mlekiem. NIC. Dzisiaj na szczęście jest lepiej i już cieszę się na cudownie pachnące spaghetti. Zrobię takie, żeby nawet mój upośledzony nos zdołał się nacieszyć &lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W domu natomiast panuje cudowny bałaganik. No nieeee, nie ma chlewu, tylko malutki rozgardiasz. Nie mam siły złapać się za odkurzacz, nawet jeśli czeka mnie sprzątanie tylko jednego pokoju, kuchni i łazienki. Stanowczo za dużo tego. Wystarczy chwilowo, że zmywam, bo mamy za mało naczyń, żeby się zapuścić. No i oczywiście zmywarki nadal ani widu, ani słychu. Kurczę, na nowym mieszkaniu nie dam się zrobić w wała i wyszarpię tą zmywarkę kosztem czegokolwiek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;A co do nowego mieszkania… Oczywiście chwilowo jest to palcem na wodzie pisane, ale gdzieś tam, kiedyś tam przymierzamy się do kupna dwópokojówki. I żeby nie było, jeśli ktoś myśli, że dostaniemy wspaniały kredyt i kupimy sobie penthouse z tej mojej pożal się boże pensji to grubo się myli. Nasze ambicje nie sięgają dalej niż TBS (jeśli ktoś nie wie co to jest to niech się dowie na własną rękę, nie chce mi się tu tłumaczyć). A to i tak tylko dlatego, że mama sprzedaje swoje mieszkanie w świętym mieście. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio usłyszałam, że mama bardzo się dla mnie poświęca. To fakt, nie przeczę. Jednak jest dorosła i decyduje o tym sama. Postanowiła się przeprowadzić, bo wnuczek jest dla niej ważniejszy niż jakiekolwiek znajomości czy mieszkanie. Nie twierdzę, że przyszło to łatwo, przynajmniej nie mnie. Tyle że mama sama się na to zdecydowała, pierwsza zaczęła rozmowę i podjęła decyzję. Nie przeczę, że jest mi to na rękę, bo w przeciwnym razie o dwóch pokojach to ja co najwyżej mogłabym sobie pomarzyć w baaaaaaaaaardzo śmiałych marzeniach, ale mamy nie naciskałam i nie naciskam.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Kurczę, strasznie dużo tematów poruszyłam jednym postem… Podźgałam, podźgałam i zostawiłam. Kiedyś same się rozwiną. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8251098874265014024?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8251098874265014024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/10/tragedia-zdrowotna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8251098874265014024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8251098874265014024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/10/tragedia-zdrowotna.html' title='Tragedia zdrowotna.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-4601004228888537122</id><published>2010-10-12T20:02:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T13:51:16.688+01:00</updated><title type='text'>Moja dieta, moja porażka.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dopiero co pisałam, że tak pięknie mi się chudnie… Niestety, kolejna wycieczka na wagę uprzytomniła mi, że po spadku wagi nastąpił jej niechybny wzrost. Niewiele, bo po pięciu zrzuconych przybyło mi dwa, ale jednak nie tak miało być. Bez smażonego żarcia miałam chudnąć w oczach, zrobić się smukła nagle i niepostrzeżenie. No ale cóż, niektórym nie jest dane. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W związku z wieloma doniesieniami na różnych blogach zainteresowałam się dietą Dukana. Doniesienia były bardzo optymistyczne, a i opis diety mi się spodobał. Można jeść do syta, wiele produktów, no i tylko brak cukru doskwiera. Mimo wszystko byłam dobrej myśli. No i zaczęło się. Pierwsze dwa dni to był mały pikuś. Jakoś szło. Jednak zaczął doskwierać brak dodatków. Bo wyobraźcie sobie jeść mięsko (a jako boleśnie mięsożerna nie wyobrażam sobie nie jedzenia mięsa), ale bez niczego. Bo ani ziemniaczków, ani chleba, ani nawet nielubianego przeze mnie ryżu nie można. Życie bym za ryż wtedy oddała. Pomimo tego nie to było najgorsze. Ludzie, jak strasznie brakowało mi owoców i warzyw!!! Nigdy bym się o to nie podejrzewała. A jednak…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i oczywiście pękłam. Małe grzeszki spowodowały porzucenie diety, bo przestrzeganie „trochę” diety to coś jak bycie „trochę” w ciąży. Jednak zdeterminowana jestem schudnąć, więc po dwóch dniach zaczynam od nowa. No i tu zaczynają się kwiatki. Jestem zdenerwowana, głodna, jest mi niedobrze, jestem słaba… To z pewnością nie wina diety tylko mojej do niej podejścia. Nie mam silnej woli… Czy to tylko ja, czy inni też tak mają? Strasznie chcę schudnąć, ale jak widać zmiana nawyków żywieniowych dała niewiele, a na diety nie mam siły…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Załamka &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:(&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-4601004228888537122?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/4601004228888537122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/10/moja-dieta-moja-porazka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4601004228888537122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4601004228888537122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/10/moja-dieta-moja-porazka.html' title='Moja dieta, moja porażka.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-7028882914370813317</id><published>2010-09-19T09:34:00.001+02:00</published><updated>2010-09-19T09:34:26.404+02:00</updated><title type='text'>A ja chudnę i chudnę...</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:Wingdings;	panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0;	mso-font-charset:2;	mso-generic-font-family:auto;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;… parafrazując słowa znanej niegdyś piosenki (czy ktoś ją jeszcze pamięta). Przymusowa dieta przynosi oczekiwane rezultaty. Jednak nie oszukujmy się – jedzenie tylko gotowanych rzeczy szczerze mi ten spadek wagi obrzydza. Oczywiście gotowane nie jest takie złe, ale jedzenie tego cały czas jednak doprowadza mnie do czarnej rozpaczy. Wczoraj jednak spróbowałam kotleta mielonego. Kurczę, udało się, nie bolało. Po dwóch tygodniach brania piguł i katowania się dietą smażone mięso nie sprawiło, że miałam ochotę wyciąć sobie wszystkie wnętrzności. Oczywiście był to tylko wyjątek, dzisiaj grzecznie wracam do gotowania. Jednak od czasu do czasu pozwolę sobie zgrzeszyć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Poza tym w domu szpital. Młodemu od jakiegoś czasu wisiał pod nosem glut, ale żadnych innych objawów przeziębienia nie posiadał. Niestety w piątek jego genialna mamusia przywlokła przeziębienie ze szkoły. Młody podłapał natychmiast. Zaczęło się budzenie w nocy, zatkany nos i ogólnie marne samopoczucie. W zupełności go rozumiem, bo dzielę z nim niedolę. W poniedziałek czeka nas pewnie podwójna wizyta u lekarza i, jak znam życie, jakieś zwolnienie. Szkoda mi Młodego, gdy tak sapie, bo nosek ma zatkany, gdy ciężko mu jeść, bo musi jednocześnie ssać butlę i oddychać ustami. No ale cóż, takie życie, pewnie jeszcze nie raz przyniosę jakieś gówno od zasmarkanych szkolnych dzieciaków.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Oczywistym jest, że ze względu na swoje uporczywe kichanie i katar wylatujący mi z nosa litrami nie mogę zabrać się do sprzątania, zaplanowanego na ten weekend. Tak wiele miałam zrobić… A tak na serio, to naprawdę miałam zamiar posprzątać, ale mam taki wspaniały nastrój, że ledwo mam siłę sprzątać te góry chusteczek, piętrzące się w każdym zakamarku mieszkania.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Co do żłobka…Młodemu służy, uczy się nowych rzeczy, chętnie tam zostaje, w ogóle nie przejmuje się brakiem mamy. Nie raz zdarza się, że przychodzę po niego, a Młody koncertowo mnie ignoruje. Tam ma zabawki, których nie ma w domu (bo te w domu ewidentnie mu się znudziły), tam ma inne dzieci, z którymi może sobie po swojemu pogadać, a co najważniejsze – tam może sobie chodzić do woli, bo ma pchacza. W domu nie ma na to miejsca, gabaryty mieszkaniowe nie te, a w żłobku nadrabia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I kolejna wielka wiadomość – babcia się przeprowadza. Wiele było o tym rozmów już jak byłam w ciąży, ale na rozmowach się kończyło. Moja wizyta w szpitalu i potrzeba natychmiastowego przyjazdu, żeby zająć się wnukiem jakoś całą procedurę przyspieszyły. W efekcie do końca roku babcia będzie z nami w jednym mieście… albo przynajmniej w pobliskim (zależy co znajdziemy, bo kwota kasy na wynajem nie powala). Z jednej strony oczywiście się cieszę. Zniknie problem zastanawiania się, co zrobić z Młodym, kiedy na przykład chcę zrobić zakupy, a on jest chory (jak choćby teraz), co zrobić z nim, kiedy muszę iść do szpitala albo chociaż do lekarza (jak choćby kilka tygodni temu) i co z nim zrobić w wielu innych sytuacjach. Po prostu podrzuci się go babci &lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:)&lt;/span&gt;. Z drugiej strony bliskość mamy może stać się problemem, jeśli się sobą zmęczymy. Oczywiście można spokojnie powiedzieć, że nie życzymy sobie wtrącania się w nie swoje sprawy, ale może to po jakimś czasie doprowadzić do pewnych zgrzytów. Ok., nie przewidujmy, nie zakładajmy najgorszego, w niczym nam to nie pomoże i sytuacji nie zmieni.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak właśnie wygląda stan na dzień dzisiejszy. Jutro może być już zupełnie inaczej…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-7028882914370813317?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/7028882914370813317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/09/ja-chudne-i-chudne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7028882914370813317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/7028882914370813317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/09/ja-chudne-i-chudne.html' title='A ja chudnę i chudnę...'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2557187118615065743</id><published>2010-09-14T09:00:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T13:52:34.297+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Nadal czasu brak.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No tak, Młody poszedł do żłobka. Miałam nadzieję, że będę miała więcej czasu na pisanie, trochę wolnego czasu dla siebie, a tu nic z tego, nadal orka na ugorze. Młody rano do żłobka, ja do pracy i tak do 15, kiedy to muszę odebrać Młodego. Czasami zaprowadzam go troszkę później, żeby później&amp;nbsp; móc go odebrać, ale oczywiście to nie pomaga, bo cały ten czas spędzam w pracy. Dzisiaj w końcu się zbuntowałam i postanowiłam nieco dłużej pobyczyć się w domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przede wszystkim, jak widać, gastroskopię przeżyłam. Ledwo… Koleżanka poradziła mi, żeby wszystko opisać ze szczegółami, plastycznie, ale chyba się jednak nie pokuszę &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:)&lt;/span&gt;. Miłe to nie było, ładne też nie, ale trzeba było przeżyć. Okazało się, że mam kamień w woreczku żółciowym i refluks żołądkowo – przełykowy. Oczywiście najbardziej rozbawił mnie główny lekarz (nie jestem pewna czy był to ordynator, ale mój lekarz poszedł do niego po konsultację). Ja: „panie doktorze, kiedy trzymam ścisłą dietę, wszystko jest dobrze, ale jeśli tylko zjem choćby kluski śląskie to znowu boli”. Naiwna myślałam, że znajdzie jakieś rozwiązanie sytuacji. On: „skoro panią nie boli, jak pani trzyma ścisłą dietę, to niech pani trzyma ścisłą dietę”. No tak, służba zdrowia. Za biedna na leczenie, dochodzenie przyczyn bólu i jego likwidowanie. Tak więc trzymam ścisłą dietę, bo wtedy nie boli, biorę leki (oczywiście bajecznie drogie) i mam zgłaszać się regularnie na konsultacje u gastrologa. Nie wiem tylko, jak długo wytrzymam zanim napiję się kawy i z bólami trafię na pogotowie…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Teraz praca. Najczęściej mam na dziesiątą albo jedenastą, co jakoś wcale mnie nie cieszy, bo wolałabym wcześniej zaczynać i wcześniej kończyć, skoro i tak przez Młodego jestem na nogach o siódmej. Ale oczywiście w sprawie planu mam niewiele do gadania. Poza tym dostałam nową salę, która świeci pustkami i którą w związku z tym muszę zapełnić. Wyskrobałam małe pisemko w prawie pomocy dydaktycznych, pewne szanse realizacji istnieją, ale nie przywiązuję się do tej myśli. Przy okazji okazało się, że takie pomoce są cholernie drogie, bo taka choćby tablica z czasownikami nieregularnymi o wymiarach 100x70 potrafi kosztować prawie 200 złotych. Ale oczywiście z obawy o finanse szkoły wybrałam takie tańsze. Na szczęście i takie są. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;O uczniach chwilowo nic nie napiszę, bo jak to zwykle na początku roku bywa, ważniejsza jest papierologia niż uczniowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2557187118615065743?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2557187118615065743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/09/nadal-czasu-brak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2557187118615065743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2557187118615065743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/09/nadal-czasu-brak.html' title='Nadal czasu brak.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6769416045160982328</id><published>2010-08-29T12:13:00.001+02:00</published><updated>2010-08-29T12:13:24.832+02:00</updated><title type='text'>Moja dieta.</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Czuję się całkiem jakbym wróciła do szpitala po porodzie, a to za sprawą cudownej diety. Nie jem nic smażonego, nic ciężkostrawnego, nie piję kawy, napojów gazowanych, nie jem słodyczy… Taaaaak, chciałam schudnąć, ale niech nikt nie pomyśli, że ja tak z własnej woli i dla szczupłej sylwetki to robię. O nie, na to jestem zbyt wielką hedonistką (dlatego, jak wielokrotnie pisałam, chyba nie dane mi jest schudnąć). Nie, dieta spowodowana jest czymś zupełnie innym. Otóż wysiadła mi wątroba. Wątroba, woreczek żółciowy, przewód pokarmowy… co by to nie było, coś wysiadło. Wizyta na izbie przyjęć z jakimś tam enzymem wątrobowym podniesionym dziesięciokrotnie uświadomiła mi, że już nie będę się katować myślami o wspaniałych rzeczach, których NIE POWINNAM jeść w czasie diety, bo po prostu NIE MOGĘ ich jeść z rozwaloną wątrobą (czyż nie wpaniała jest umiejętność znajdowania pozytywów w każdej popierdolonej sytuacji?).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego wysiadła mi wątroba? Nie wiem. Posądzana byłam o notoryczne nadużywanie alkoholu, zwane potocznie pijaństwem, ale na to byłam nieco za trzeźwa. Potem podejrzenia padły na ciążę, jako że podobno dość często po ciąży dostaje się kamieni. Ok., nie będę się dalej wymądrzać, bo nie mam pojęcia, co mi jest i dlaczego, ale lekarze część swojego już zrobili. Wszystkie enzymy wątrobowe szaleją, normy przekroczone są dziesięciokrotnie i trzeba zacząć dalszą diagnostykę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Także po pierwszych dniach pracy (gdybym poszła do swojej lekarki, to pewnie i tych pierwszych dni by nie było), wybieram się do szpitala na nieco dłużej. Z pewnością moja pani dyrektor będzie tryskać entuzjazmem, zgoła jak fontanna wrocławska, a i ja sama (o dziwo) wcale nie jestem zachwycona tą perspektywą, ale jak trzeba to trzeba. Czeka mnie USG brzucha i gastroskopia (niech kto żyw trzyma za mnie kciuki w poniedziałek), po których to badaniach powinnam wiedzieć już coś konkretnego. Właściwie nie ja, tylko lekarze, bo w ich ręce oddaję się całkowicie jako kompletny laik. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Pewnie coś tam jeszcze do czasu wizyty w szpitalu wyskrobię, ale chwilowo pochłania mnie wywołująca odruch wymiotny wizja połykania rurki…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6769416045160982328?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6769416045160982328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/08/moja-dieta.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6769416045160982328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6769416045160982328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/08/moja-dieta.html' title='Moja dieta.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5182138143795696711</id><published>2010-08-22T09:11:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T13:58:57.102+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='papiery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Powrót do pracy.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wkrótce, bo już za cztery dni, wracam do pracy. Najpierw trzeba będzie wypełnić 10000000000000000 papierków, zanim tak naprawdę zabierzemy się za to, czym powinniśmy zajmować się w pierwszej kolejności, a potem kolejne papierki nas przytłoczą. W ten właśnie sposób zapominamy, po co w ogóle w tej szkole jesteśmy, zalewa nas morze papierków i nic innego nie zostaje. Cały czas muszę tylko pamiętać, że jeszcze trzeba to uzupełnić, tamto poprawić, coś innego napisać. I tak się to kręci.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No dobra, nie zapominam tak do końca o uczniach. W końcu o to w tym wszystkim chodzi. Przez te kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, gdy Młody będzie brykał w żłobku, ja mam zamiar przygotować się do zajęć ze wszystkimi klasami pod kątem „okresu bezpodręcznikowego”. Wymyślać będę gry, zabawy, quizy, krzyżówki, zadania i inne cuda wianki. Trzeba będzie w tym celu odwiedzić piwnicę, gdyż tam zadekowałam wszystkie książki zebrane z półek przed urodzeniem Młodego. To przerażające, bo zupełnie nie mam pojęcia, gdzie ja mam to wszystko zmieścić. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Muszę w końcu zrobić porządek w swoim zawodowym życiu. Muszę w szkole uporządkować swoje półki i szafki, których nikt nie dotykał od prawie roku i w których oprócz kurzu i pajęczyn znaleźć można z całą pewnością książki, które tam zostawiłam. Muszę przynieść z piwnicy książki, które będą mi potrzebne i postawić je chyba sobie na głowie z prozaicznego braku miejsca na półkach. Muszę założyć jakiś segregator z ważnymi dla mnie rzeczami, bo inaczej zginę, jak ciotka w Czechach, na co nie mogę sobie tym razem pozwolić, bo wszystko zniszczy mi huragan, potocznie zwany Młodym. Muszę… Tyle rzeczy jeszcze muszę, żeby w miarę produktywnie i bezboleśnie przeżyć ten rok szkolny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Już się boję.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5182138143795696711?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5182138143795696711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/08/powrot-do-pracy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5182138143795696711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5182138143795696711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/08/powrot-do-pracy.html' title='Powrót do pracy.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8893038116234964129</id><published>2010-08-20T09:58:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:11:37.328+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Jak to z raczkowaniem bywa...</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młodemu wyszły kolejne jedynki, tym razem na górze. Są już, takie malutkie i bielutkie z przerwą między nimi godną Karolaka. Idą kolejne, górne dwójki. Już je widać pod dziąsłami, ale jeszcze nas nie zaszczyciły swoim widokiem. Poza tym Młody zaczął się przemieszczać i właśnie o tym będzie głównie mój post.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody odkrył coś, co potocznie nazywa się raczkowaniem. Właściwie to jeszcze nie do końca, musi się nieco w tej czynności wyspecjalizować, ale podstawy pojął. W każdym razie, jakby tego nie nazwać, przemieszcza się z punktu A do punktu B. Czasami jest to dość okrężna droga, zaliczająca również punkty H, K, Z, E i kilka innych, ale ważne jest, żeby dotrzeć tam, gdzie się chce i Młody jakoś sobie z tym radzi. Oczywiście tam, gdzie chce on nie zawsze pokrywa się z tym, gdzie chcę ja, a właściwie gdzie mogę mu pozwolić. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Otóż najczęściej odwiedzanymi zakamarkami domu są: kocia miska, koci żwirek, kolumny tatusia, które zazwyczaj po takiej wizycie tracą siatki oraz wszelkie meble, na które można się wspiąć. To ostatnie nie jest nawet takie złe, w końcu tak mały człowiek uczy się chodzić, ale trzeba go wtedy pilnować. Natomiast trzy pierwsze rzeczy są niedopuszczalne. Kocia miska sugeruje, że za mało dzieciaka karmię. Przeszliśmy więc na kaszki i w koncu obiecałam sobie regularnie gotować obiadki. Nie noooo, żartuję, Młody nie jest niedożywiony, a zmiana w jadłospisie wynika raczej z głosu rozsądku. Czy kuweta w&amp;nbsp; takim razie oznacza, że nie pasuje mu typ używanych pieluszek czy raczej, że wolałby załatwiać się na nocnik? Nie umiem niestety odczytać sygnałów wysyłanych mi przez&amp;nbsp; mojego pierworodnego. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Efekt jednak jest taki, że ostatnio słowa, które najczęściej wydobywają się z moich ust brzmią: „Nie wolno!” Wypowiedziane są cudownie władczym i srogim tonem i… skutkują. Problem polega na tym, że już sama nie mogę siebie słuchać. Czasami więc postanawiam dodać coś odkrywczego. Młody podchodzi do miski. Ja: „Nie wolno! To jest miska kotka.” Młody patrzy na mnie filuternie, potem na kota (potwierdzam „Tak, to jest kotka”). Wygląda na to, że Młodemu zaczęły działać jakieś synapsy w mózgu, kojarzy wszystko, więc nie muszę się martwić, zrozumiał. Po czym patrzę, jak Młody radośnie kontynuuje podróż w stronę kociej miski celem włożenia do niej łapek i oblizania ich ze smakiem. I na tym kończy się moja misja edukacyjna, pozostaje mi po raz kolejny oświadczyć kategorycznie: „Nie wolno!”.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8893038116234964129?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8893038116234964129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/08/jak-to-z-raczkowaniem-bywa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8893038116234964129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8893038116234964129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/08/jak-to-z-raczkowaniem-bywa.html' title='Jak to z raczkowaniem bywa...'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1691796912084343538</id><published>2010-07-29T21:59:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:11:12.041+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Młody.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak wiele rzeczy mi umyka, tak wielu rzeczy nie pamiętam, że zaczęło mnie to przerażać. Młody ma już dziewięć miesięcy, umie już wiele, trochę rozumie, rozwija się pięknie, a ja nie pamiętam, kiedy pierwszy raz się uśmiechnął, kiedy pierwszy raz zaśmiał, kiedy usiadł… i wiele innych „kiedy”. Czas leci zdecydowanie za szybko i zapominam. Dlatego przyda mi się niewielki update w tej kwestii. Zamierzam od czasu do czasu wtrącać małe co nieco o Młodym, żebym więcej nie zapominała.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj zauważyłam, że Młodemu wychodzą kolejne zęby. Nie powiem, już nie mogłam się doczekać. Ślini się regularnie już od trzeciego miesiąca życia, pierwsze zęby wyszły mu w szóstym i od tego czasu nic. Wczoraj produkcją śliny zadziwił nawet najbardziej zaprawionych w bojach, a dzisiaj zalał dwa śliniaki i dwa zestawy ubranek. Szybki look na jego dziąsła uświadomił mi, że coś się tam bez wątpienia dzieje. Oczywiście nie mogę być pewna, że to zęby, ale pozwalam sobie zgadywać i mam wrażenie, że tym razem się jednak nie mylę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Poza tym Młody stoi. Niezbyt stabilnie, ale jednak stoi. Mało tego, uwielbia to. Już nie interesuje go siedzenie, które całkiem niedawno było szczytem jego marzeń i możliwości. Teraz jak tylko może, a nawet jeśli nie może, próbuje wstawać. Oczywiście próbuję mu nie pozwalać, ale mogę sobie pomarzyć, że mam nad nim jakąś kontrolę. Czasami zdarza się, że posiedzi na podłodze około 5 minut, zabawi się jakimiś klockami czy czymś podobnym, ale nie jest to czas wymarzony dla jego mamy. Dlatego stawiam go w łóżeczku, on pięknie trzyma się szczebelków i w końcu mam czas dla siebie. Próbuje również chodzić. Wychodzi mu to nawet zgrabnie, a wygląda uroczo, kiedy tak trzymam go za rączki, a on ze skupieniem stawia jedna noga za drugą. Coś, co dla mnie jest oczywiste, jemu przychodzi z takim trudem…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Oboje z Mężem próbujemy go również nauczyć mówić. Przynajmniej „mama”, ewentualnie „tata”. Niewzruszony Młody nie zamierza się poddać i nadal nic nie mówi, chociaż wygląda, jakby usilnie próbował. Jednak najczęściej tylko się śmieje, kiedy staramy się przekonać go, że mówienie jest fajne. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i równie bezowocnie staramy się nauczyć go raczkować. Kiedyś myślałam, że najfajniejsze dzieci to takie noworodki, które tylko śpią i jedzą oraz załatwiają inne swoje podstawowe potrzeby. Zmieniłam zdanie, kiedy zobaczyłam, jak wiele radości daje mi obserwowanie rozwoju Młodego. Kiedyś uważałam, że dzieci chodzące i mówiące to zło wcielone. Teraz PRAGNĘ, żeby Młody zaczął chodzić, bo przynajmniej nie chciałby cały czas siedzieć na moich rękach. No cóż, tylko krowa nie zmienia zdania.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wkrótce, mam nadzieję, że jutro, przyjdzie do nas krzesełko do karmienia. Jak zwykle kupiliśmy go nieco za późno, ale tak to już z nami jest. Młody siedzi już od miesiąca, a my kupujemy krzesełko dopiero teraz. Mam nadzieję, że mu się spodoba, a przede wszystkim mam nadzieję, że spodoba się mnie, bo Młody ma na razie niewiele do powiedzenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Na początku sierpnia zaś mam zamiar kupić mu nocnik i zestaw obiadowy. Żeby już było tak na poważnie, jako dodatek do tego krzesełka. Kurczę, pamiętam swój zestaw obiadowy… Miseczka, płaski talerz i kubeczek, białe, oczywiście porcelanowe, z nadrukiem zajączka. Ubóstwiałam ten zestaw i używałam długo po tym, jak już z niego wyrosłam. O ile pamiętam, to używałam go jeszcze w szkole podstawowej… Mam nadzieję, że Młody też będzie miał takie wspomnienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1691796912084343538?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1691796912084343538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/mody.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1691796912084343538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1691796912084343538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/mody.html' title='Młody.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5277858044456137850</id><published>2010-07-29T08:45:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:10:45.536+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><title type='text'>Magiczny guziczek.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;We Wrocławiu są pewne autobusy nazywane niskopodłogowymi. Tak, wiem, że i w innych miastach się zdarzają, ale to mnie akurat chwilowo nie interesuje. Autobusy te są wspaniałym wynalazkiem zarówno dla osób niepełnosprawnych, jak i dla matek z dziećmi, a czasem nawet staruszek. Dwie z tych trzech sytuacji mam na co dzień (niepełnosprawny i matka z dzieckiem), tak więc mogę się do nich odnieść. W tych cudownych autobusach jest pewien magiczny guzik, który do ekstazy doprowadza wyżej wymienionych. Jest to mianowicie guziczek pokazujący człowieka na wózku, bądź też wózek z małym dzieckiem (albo są nawet dwa guziczki, wersja full wypas). Do czego ten magiczny guziczek służy? Ano do tego, żeby łaskawy kierowca w odpowiednim momencie mógł zniżyć poziom autobusu i ewentualnie otworzyć klapę, która dodatkowo ułatwia wchodzenie i wychodzenie z pojazdu. I tu zaczyna się problem. O ile z niepełnosprawnym nie ma jednak problemu, bo on po prostu nie wyjedzie, jeśli klapa nie będzie otwarta, bo wózek elektryczny silniczka do latania nie ma wbudowanego, o tyle już z wózkiem dziecięcym jest zgoła inaczej, bo ten ma wbudowaną matkę, która może wózek przez trudy życia codziennego pchać. I właśnie o tym będzie dzisiejszy post, obdarzony jakże rozwlekłym wstępem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Mam nieodparte wrażenie, że ten wbudowany mechanizm sprawia, że kierowcy olewają sprawę udogodnień, wdrożonych między innymi właśnie dla matek z dziećmi, a raczej z wózkami. Zdarza mi się jeździć po Wrocławiu dość często. Może nie tak często, jak wtedy, gdy potomka nie było jeszcze na świecie, ale jednak stosunkowo często, zwłaszcza tą letnią porą. Z oczywistych powodów wybieram raczej autobusy oznaczone magiczną „N” – ką. I tu zaczyna się droga przez mękę. Mogę zrozumieć, że kierowca nie widzi tej chabety, którą potocznie nazywa się wózkiem, na przystanku, kiedy potok ludzi zalewa mu widok. Ok., niech będzie, jakoś do tego autobusu wchodzę, sama bądź z pomocą jakiegoś mile umięśnionego pana. Ale w autobusie już mam uśmiechniętą mordkę, bo przecież jest ON. MAGICZNY GUZICZEK! I już wiem, że nic nie przeszkodzi mi w wygodnym i wielkopańskim wyjściu z tegoż autobusu. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nieco przed swoim przystankiem wciskam magiczny guziczek, zapala się światełko. Pan kierowca już wie, że trzeba obniżyć autobus. Zatrzymuje się na przystanku, otwiera drzwi, jeszcze przez parę sekund czekam… i nic. Nie ma obniżenia, nie ma uroczystego wyjmowania klapy (no dobra, tego nie oczekuję). Muszę prosić kolejnego umięśnionego pana, żeby mi pomógł. I gotuje się we mnie. Bo jak to tak? Guziczek wciśnięty, wózek przygotowany, pan kierowca poinformowany, a tu dupa. W trakcie swoich podróży JEDEN raz zdarzyło mi się, że kierowca zareagował na magiczny guziczek. Powtórzę: JEDEN RAZ. Na te kilkadziesiąt, kiedy zdarzyło mi się jechać. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Może wszystkie inne autobusy tak naprawdę miały zepsuty ten guziczek? Może kierowca ma mnie w dupie? Może jest jeszcze inny powód, o którym nie wiem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie dalej jak wczoraj jechałam w autobusie z niepełnosprawnym. Pan kierowca ładnie autobus obniżył i przybiegł, żeby klapę otworzyć. Potem tenże niepełnosprawny nacisnął guziczek i pan kierowca po raz kolejny przybiegł radosny jak skowronek, żeby mu pomóc. Myślę sobie: dobrze jest. Znaczy, że magiczny guziczek działa, obniżanie działa i mi też obniży. Dojeżdżam do swojego przystanku, więc wciskam guziczek, autobus się zatrzymuje… i kolejny raz nic. Kierowca olewa mnie ciepłym moczem. Tak więc gramolę się z Młodym z pomocą umięśnionego pana, bo krawężnik za nisko i pewnie Młody by wypadł bez pomocy, jakbym go tak przechyliła. WHY???!!!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Również wczoraj zostałam opieprzona i pouczona przez pewnego pana, jak z autobusu wynosi się wózek. Okazało się, że pan jest ekspertem, tyle że w tym wszystkim był jeden problem – kierowca nie obniżył autobusu. Nawet mnie ten pan pouczył, że jestem w dużym mieście, a nie u siebie na wsi i tutaj w autobusach są magiczne guziczki. Powiedziałam mu, że wcisnęłam i zostałam zignorowana przez kierowcę, ale na pana ten argument nie podziałał i nadal udzielał mi światłych rad, jak mam wynosić wózek z autobusu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego kierowcy olewają magiczny guziczek? Dlaczego nie obniżają autobusu, kiedy go naciskam i daję do zrozumienia, że potrzebna mi pomoc? I ostatnie pytanie: dlaczego nie awanturuję się, kiedy tak się dzieje? Na to ostatnie mam odpowiedź: bo nie jestem asertywna. Nie umiem się domagać swoich praw, nie umiem opieprzyć pana kierowcy, że nie obniżył mi autobusu, chociaż od czegoś te guziczki są. Nie umiem być „tą wredną babą”, która się wykłóca. Nie umiem… Może czas się nauczyć…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5277858044456137850?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5277858044456137850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/magiczny-guziczek.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5277858044456137850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5277858044456137850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/magiczny-guziczek.html' title='Magiczny guziczek.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1035887318556530966</id><published>2010-07-24T08:42:00.001+02:00</published><updated>2010-07-24T08:42:41.253+02:00</updated><title type='text'>Bieda czy po prostu kradzież?</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio oglądałam film dokumentalny na temat kradzieży w sklepach. Temat wprawdzie dotyczył Brytyjczyków, myślę jednak, że cała sytuacja nie za bardzo różni się od naszej, polskiej. Wszystko oczywiście pokazane było z perspektywy sprzedawcy / właściciela sklepu, który notuje z tej okazji ogromne straty. Dzisiaj z kolei przeczytałam &lt;a href="http://azalia60.blog.onet.pl/W-markecie-mozna-sie-pozywic,2,ID410956116,n"&gt;tę notkę&lt;/a&gt;, traktującą o tym samym, ale w polskiej rzeczywistości. I tak się zastanawiam…&lt;a href="http://azalia60.blog.onet.pl/W-markecie-mozna-sie-pozywic,2,ID410956116,n"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Co tymi ludźmi kieruje? Jak bardzo trzeba być zdesperowanym, żeby zacząć kraść – jawnie lub też „tylko” zjadając po kryjomu rzeczy w sklepie (biorę tu pod uwagę tylko tych, którzy faktycznie nie mają pieniędzy na jedzenie, a nie tych, co sobie „podjadają” i nie płacą za papierki)? Jak bardzo głodnym trzeba być? A z drugiej strony – jak tak w ogóle można? Głodny czy nie, jak można okradać drugiego człowieka z jego pracy? Że już nie wspomnę o modnych ciuchach, płytach, filmach, papierosach, alkoholu, etc. Z tych pytań wynikają dwie sprawy. Pierwsza to kradzież z rozpaczy, głodu, zimna, trudnej sytuacji. Druga to kradzież z chęci posiadania czegoś, na coś nas nie stać, ale nie jest nam to niezbędne do życia. I powstaje pytanie – czy te dwa przypadki aż tak bardzo się od siebie różnią? I jedno, i drugie jest kradzieżą. I jedno, i drugie jest naganne i karalne. Jednak zazwyczaj inaczej patrzy się na osobę, która nie ma co jeść i kradnie chleb, a inaczej na kogoś, kto kradnie płyty. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I tutaj mam problem. Z jednej strony ja też inaczej patrzę na taką dwójkę ludzi. Jestem gotowa wybaczyć i usprawiedliwić kogoś, kto z głodu i w desperacji kradnie jedzenie. Złodzieja innych rzeczy wsadzałabym do więzienia bez mrugnięcia okiem. I teraz zastanawiam się, czy to jest słuszne. Oczywiście serce podpowiada, że jak najbardziej, bo z głodu można popełnić wiele głupstw. Jednak kradzież to kradzież, właściciel sklepu wychodzi na tym dokładnie tak samo, czyli marnie. A gdyby tak każdy bezdomny czy głodny zaczął kraść w sklepach, bo jemu więcej się wybacza? Co by się działo? Pewnie sklepy by masowo plajtowały, bo głodnych ludzi ci u nas dostatek. Stąd moje wątpliwości…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jeśli o mnie chodzi, nie wyobrażam sobie kraść. Chwilowo nie wyobrażam sobie W OGÓLE takiej sytuacji. Nie wiem czy to się kiedyś zmieni, ale piszę o dniu dzisiejszym, a nie o możliwej przyszłości, więc na tym się skupiam. Strach, że ktoś mnie przyłapie, bycie fair wobec sprzedawcy, bycie fair wobec siebie – to czynniki powstrzymujące mnie od kradzieży. Powstaje pytanie – czy gdybym miała pewność, że nikt mnie nie złapie, to czy bym kradła? Nie, bo uaktywniają się dwa pozostałe wątki. Po prostu kradzież to dla mnie coś tak niedopuszczalnego jak morderstwo. Oczywiście mogę sobie wyobrazić sytuację, że muszę kogoś zabić, tak jak wyobrażam sobie sytuację, że muszę kraść, ale teraz mnie to nie dotyczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I sama już nie wiem, jak się do tej sytuacji odnieść…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1035887318556530966?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1035887318556530966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/bieda-czy-po-prostu-kradziez.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1035887318556530966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1035887318556530966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/bieda-czy-po-prostu-kradziez.html' title='Bieda czy po prostu kradzież?'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8081352361010767520</id><published>2010-07-11T09:03:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:08:30.227+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trudne tematy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Chrzest.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i znowu rozgorzał we mnie temat kontrowersyjny, trudny, a to wszystko przez inne blogi. Nie będę tutaj przytaczać linków, bo za dużo tego było, ale ogólnie rzecz biorąc wszystkie te posty dotyczyły chrztu. No i tak pomyślałam, że wypowiem się po raz kolejny, żeby sobie ulżyć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody nie jest chrzczony. Nie będzie chrzczony. Nie będzie chodził na religię, do kościoła, na pielgrzymki. Nie będzie miał nic wspólnego z kościołem, przynajmniej dopóki to my będziemy decydować za niego. Jak będzie dorosły to może sobie nawet księdzem zostać, ale chwilowo za jego wychowanie odpowiedzialni jesteśmy my, a oboje zdecydowaliśmy, że religia nam nie po drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i czytam w tych wszystkich postach, że ludzie mają wątpliwości, bo jak to tak nie chrzcić dziecka. A co powiedzą sąsiedzi, a co powiedzą rodzice innych dzieci, co powiedzą panie w szkole, w sklepie, na podwórku… A w dupie mam, co powiedzą inni. Ważne jest, co mówię ja, a ja twierdzę, że chrzczenie dziecka dla samej idei jest idiotyzmem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Po pierwsze, nie za bardzo mam kogo wybrać na rodziców chrzestnych, ale to pewnie jakoś bym przeskoczyła. W końcu mam tam jakąś dalszą i bliższą rodzinę, ktoś by się w końcu nadał. Po drugie, kto by to dziecko uczył, chodził z nim do kościoła? Ja? Wolne żarty. Mój mąż? Nie rozśmieszajcie mnie. Chrzestni? Daleko by byli, a pewnie też by się nie pchali. Jak więc to tak? Ochrzcić dziecko, a potem zostawić to tak bez ciągu dalszego? Już sobie to wyobrażam. Przychodzi małolat do szkoły (chociaż w sumie to już w przedszkolu się zaczyna) i tam ksiądz pyta go o chrzest. Młody odpowiada: „ano tak, jestem ochrzczony”. Ksiądz: „No to powiedz nam chłopczyku „Ojcze nasz”.” Młody na to: „Nie umiem.” Oooo, już widzę, jak byłoby pięknie. Z pewnością obrazka w nagrodę by nie dostał. A tam przecież jest jakaś formułka, że zobowiązuję się wychowywac dziecko w wierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego więc mam ochrzcić dziecko? Po to, żeby mu dodatkową krzywdę zrobić? Żeby przyszło kiedyś i zapytało „po co? dlaczego?”, skoro żadne z nas nie jest w stanie wychować go w wierze katolickiej… ba, w jakiejkolwiek wierze. Ktoś w takim razie powie: „A może kiedyś przyjdzie i zapyta, dlaczego nie?” To mu wtedy odpowiem. Logicznie, spokojnie wytłumaczę mu, że nie wierzymy, że nie chodzimy do kościoła, ale jeśli tylko będzie chciał, to po osiągnięciu pełnoletności proszę bardzo. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie powiem, że nie mieliśmy wątpliwości. Owszem, zastanawialiśmy się, jak to będzie, gdy inne dzieci będą chodzić na religię, pójdą do komunii, a on nie. Mam jednak wrażenie, że to, co robimy, jest słuszne, bo nikogo nie okłamujemy. Nie chrzcimy dziecka dla świętego spokoju, żeby tylko było jak inni. Nie pozbawiamy go niczego, bo przecież można przyjąć wiarę później, świadomie. I tu właśnie doszukuję się największego problemu i mojego negatywnego podejścia do chrztu i religii.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;ŚWIADOMOŚĆ. Jaką świadomość ma dziecko, które chrzci się, gdy nie potrafi jeszcze mówić (a nawet jak potrafi, to niewiele)? Ok., wtedy to my nakładamy na siebie obowiązek czuwania nad jego wychowaniem w wierze, więc spoko. Ale w czasie komunii świętej dziecko wybiera już samo. I to jest dla mnie wielka pomyłka. Dziecko ośmioletnie nie potrafi podejmować tak wielkich decyzji, jaką jest świadome wybranie wiary. Idzie jak owieczka, tam gdzie wszyscy. Nie rozumie do końca, o co chodzi i co tak naprawdę się dzieje. No tak, pięknie jest usłyszeć z małych usteczek, że przyjmuje pana Jezusa do swojego serduszka, ale co tak NAPRAWDĘ to dziecko z tego rozumie? Śmiem twierdzić, że nic.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Czy ktoś pamięta swoją komunię? Ja tak. I choć byłam wychowywana w wierze, biegałam na lekcje religii i wierzyłam mocno i ślepo, to sprawy komunii nie potrafiłam pojąć. Owszem, mówiłam te wszystkie piękne formułki, jak ta o przyjęciu do serca pana Jezusa, ale w rzeczywistości myślałam o pięknej sukience, wypasionych prezentach i gościach na przyjęciu. Do spowiedzi poszłam, bo mi kazali. Nie rozumiałam, co ja mogłam zrobić takiego strasznego, że miałabym się z tego spowiadać. W gruncie rzeczy wymyślałam „grzechy”, żeby nie stać tam jak kołek. I jeśli ktoś twierdzi, że on to w wieku 8 lat był nad wyraz rozwinięty i wszystko rozumiał, a do tego czuł wspaniałość tego momentu to proszę wybaczyć, ale jakoś nie za bardzo mam ochotę mu wierzyć.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Świadomy wybór to ja podjęłam dopiero w kwestii bierzmowania i choć pewnie nie powinnam się do tego przyznawać, bo to szczyt hipokryzji, ale przyjęłam je tylko i wyłącznie dlatego, żeby potem móc kroczyć w białej sukni do ślubu. Nie miałam już wtedy z Bogiem po drodze. Nie powiem, że nie jestem z siebie dumna, tak po prostu wyszło. Natomiast teraz już bardzo świadomie mówię religii nie pod każdą postacią. Nie wzięłam w końcu tego ślubu kościelnego, nie kroczyłam w białej sukni, bo moja hipokryzja osiągnęłaby gigatnyczne rozmiary (rozumiem w wieku 16 lat mieć marzenia i zrobić głupotę, ale to samo w wieku lat 25 zakrawa na śmieszność). Nie chodzę do kościoła, nie zwracam się do ksiądza per „proszę księdza”, a do siostry zakonnej per „proszę siostry”, tak jak oni nie zwracają się do mnie per „pani profesor” czy „pani nauczycielko”. Mówię „proszę pana” i „proszę pani”, a do znajomych księży czy sióstr po imieniu. Nie umiałabym wychować dziecka w wierze, ucząc go klepania modlitw, nie umiałabym chodzić z nim do kościoła, żeby mógł się przez godzinę wynudzić.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;I właśnie dlatego nie będę chrzcić dziecka.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-8081352361010767520?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/8081352361010767520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/chrzest.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8081352361010767520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/8081352361010767520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/chrzest.html' title='Chrzest.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-4410092612667299157</id><published>2010-07-01T11:26:00.001+02:00</published><updated>2010-07-01T11:26:36.265+02:00</updated><title type='text'>Debata.</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}a:link, span.MsoHyperlink	{color:blue;	text-decoration:underline;	text-underline:single;}a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed	{color:purple;	text-decoration:underline;	text-underline:single;}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie, nie będę pisała, kto wygrał, kto był lepszy, kto siedział prosto, a kto trzymał ręce na podołku, ponieważ głowę zaprząta mi o wiele ważniejsza sprawa. Przez cały czas niedzielnej &amp;nbsp;„debaty” zastanawiałam się, czy to ja nie rozumiem tego słowa (no niby człowiek wykształcony, znaczy wykształciuch, ale nigdy nic nie wiadomo), czy też jednak w TV nie zachodzi debata. W związku z wynikłymi wątpliwościami jako żywo rzuciłam się do komputera sprawdzić w słowniku (papierowego nie mam pod ręką). I oto co następuje…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Debata (także: obrady) – dyskusja o sformalizowanej formie, wymiana poglądów na dany temat, najczęściej w większym gronie osób, np. na zebraniu, posiedzeniu, zgromadzeniu, zjeździe. Dyskusja ta dotyczy wyboru najlepszego rozwiązania omawianego problemu lub sprawy (&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Debata"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Debata&lt;/a&gt;). Poważna i długa dyskusja na ważny temat. (&lt;a href="http://sjp.pwn.pl/szukaj/debata"&gt;http://sjp.pwn.pl/szukaj/debata&lt;/a&gt;). Dyskusja (zwł. publiczna, np. parlamentarna), dysputa, rozprawa, debatowanie, obradowanie, radzenie. Etym. - fr. débat 'jw.' z débattre 'obradować' (&lt;a href="http://www.slownik-online.pl/kopalinski/64E6915961953B82412565B70038B163.php"&gt;http://www.slownik-online.pl/kopalinski/64E6915961953B82412565B70038B163.php&lt;/a&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jak to się ma do tego, co działo się w niedzielę o 20.00 na kilku kanałach telewizyjnych to ja nigdy nie zgadnę. Panowie ani nie dyskutowali, ani nie wymieniali poglądów, ani nie&amp;nbsp; obradowali. Kiedy tylko próbowali wejść w jakieś dyskusje, byli natychmiast uciszani i strofowani. Jeśli moja wrodzona inteligencja mnie nie myli to zadawanie pytań i odpowiadanie na nie nazywa się zwyczajowo wywiadem, nawet jeśli takowy dotyczy więcej niż jednej osoby, a każda z tych osób przedstawia zgoła inne poglądy. Dlaczego więc nazywa się to debatą, a nie wywiadem? &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Pomyślałam, że może środowa debata będzie bardziej przypominać tę z definicji, ale jak zwykle srogo się zawiodłam. Ta sama formuła, te same słowa, to samo gadanie. Bla bla bla… Oczywiście nie zmieniłam zdania co do tego, na kogo będę głosować, chociaż w tej chwili wybieram już tylko mniejsze zło (żeby nie było wątpliwości, mniejsze zło ma tu postać Komorowskiego). Jednak nie tyle chodzi tu o treśc, ile właśnie o formę. Debata to powinna być debata, a nie odpowiadanie na pytania. Smutne. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-4410092612667299157?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/4410092612667299157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/debata.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4410092612667299157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/4410092612667299157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/07/debata.html' title='Debata.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-2301308037726441773</id><published>2010-06-13T22:09:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:08:07.744+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trudne tematy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Oszukani.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i znowu na początek mała prywata :) Dziękuję tym kilku osobom, które postanowiły coś poradzić na moją ostatnią chandrę. Dziękuję za komentarze. Była Was trójka, wobec czego wymienię Was z&amp;nbsp; "imienia": anulla, Astrid i pisacje. Dziękuję i pozdrawiam. Na razie niczego nie kasuję, z powrotem nabrałam wiatru w swe skromne skrzydła i piszę, piszę, piszę :) A teraz do rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio widziałam w TV historię ludzi pokrzywdzonych przez dyrektorkę szkoły. Nauczyciele i pracownicy, wierząc, że każdy z nich jest jedyny, pobrali dla pani dyrektor pożyczki. Potem owa pani się na nich wypięła, a pożyczkobiorcy zostali z długami poważnie przekraczającymi ich możliwości finansowe. Przypomniało mi to historię sprzed kilku lat. Sytuacja niemal ta sama, ale tym razem goleni byli parafianie, bo kaski zachciało się księdzu. Chodził po domach (a możliwości miał nieco większe niż pani dyrektor) i namawiał ludzi na branie dla niego kredytów. Oczywiście owieczki wierzyły księdzu, bo jak tu księdzu nie wierzyć???!!! [sic!] Ludzie pobrali kredyty, a księżulo zniknął i zostawił owieczki z długami. Nie wiem, czy pani dyrektor została zainspirowana rzeczonym księdzem czy też sama wpadła na doskonały pomysł wzbogacenia się małym kosztem i nie tym mam zamiar się zająć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przeraża mnie natomiast głupota tych ludzi, którzy pobrali kredyty, a teraz płaczą. Lecą do TV zamiast siedzieć w domu i przełykać łzy wstydu. Wprawdzie ludzie twierdzą, że to nie oni muszą się wstydzić tylko te potwory, co ich skrzywdziły (równam tutaj historię dyrektorki i księdza, bo zamierzam pojechać po wszystkich ofiarach po równo), ale chyba oczywiste jest, że trzeba być bardzo dziwnym człowiekiem, żeby aż tak zaufać tym ludziom. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Po pierwsze, kult księdza w naszym kraju. Przecież ksiądz nie może mnie okłamać, skrzywdzić, omotać, zbałamucić. Bo co? Bo jest nadczłowiekiem? Bo w seminarium istnieją specjalne testy na uczciwość i prawdomówność, dlatego właśnie z tych placówek wychodzą ludzie tylko i wyłącznie czyści w sercu i na duszy? Czy może coś mi umknęło? Póki co chyba jednak nic mi nie umknęło i mam wrażenie, że ksiądz taki sam człowiek jak ja czy mój sąsiad. Niektórzy są dobrzy, chcą pomagać i martwią się o swoje owieczki, a inni chcą je golić. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Księdza powinno się traktować jak każdego innego człowieka. Słuchać, szanować, ale ufać mu z rozwagą. Czy gdyby do tych ludzi przyszedł dobrze im znany sąsiad i poprosił o gigantyczną pożyczkę, jemu też tak chętnie pobiegliby do banku? Jakoś wątpię. Dlaczego więc polecieli księdzu?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Z drugiej strony pani dyrektor szkoły. Na wsi. Po kilku innych osobach, jak proboszcz czy komendant straży pożarnej najważniejsza i najbardziej poważana osoba. I ci nauczyciele i pracownicy są podobno straszeni zwolnieniami (oczywiście subtelnie i aluzyjnie). Biorą te pożyczki, bo pani dyrektor ładny dom ma, to ją stać na zapłacenie tych rat. Trochę płaci, całkiem jak ksiądz, po czym płacić przestaje i zostawia ludzi z długami. Nie jej małpy, nie jej cyrk. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i tu dochodzę do sedna… Jak tak można??? Co ci ludzie myśleli, biorąc pożyczki dla tej dwójki? Co im chodziło po głowie, że podjęli akurat takie decyzje? Nie mogę bliżej odnieść się do sprawy księdza, bo niewiele mam z kościołem wspólnego, ale pracuję w szkole i mam dyrektorkę. Nie prosiła mnie ona nigdy wprawdzie o pożyczkę, ale załóżmy, że kiedyś by to zrobiła pod groźbą zwolnienia. Załóżmy, że pracowałabym wtedy na wsi, gdzie o pracę trudno. Co bym zrobiła? Mogłabym odmówić, ona by mnie zwolniła, ja bym poszła do sądu pracy, ale szantaż trudno udowodnić. Jej słowo przeciwko mojemu. I co? Wystarczyłoby nagrać rozmowę pomiędzy mną a panią dyrektor, jak to subtelnie i aluzyjnie daje mi do zrozumienia, że może mnie zwolnić jeśli nie załatwię jej kasy. Są dyktafony, telefony, mp3-ki, cuda wianki. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przykro mi, nie rozumiem tych ludzi. Nie rozumiem, dlaczego decydują się na takie kroki. Nie rozumiem, dlaczego ślepo ufają obcym sobie ludziom. Nie rozumiem, co nimi kieruje. Wiem, że jeśli biorę duże kredyty na siebie, to sama jestem sobie winna, że wydałam te pieniądze na siebie i coś z tego mam (nie ważne, czy były mi potrzebne na leczenie czy na własne przyjemności). Natomiast branie pożyczki na kogoś… w grę wchodzi chyba tylko najbliższa rodzina, której ufam, nigdy obcy. A jednak ksiądz czy pani dyrektor to ludzie dla mnie obcy… &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-2301308037726441773?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/2301308037726441773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/06/oszukani.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2301308037726441773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/2301308037726441773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/06/oszukani.html' title='Oszukani.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-1274360636227905713</id><published>2010-06-11T11:11:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:07:39.219+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Rozwój Młodego.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Na początek krótkie wyjaśnienie dramatu ostatniego posta. Tak, załamałam się. Tak, nie przeszło mi. Tak, nadal jakoś po drodze mi ze skasowaniem tego bloga. Jednak nie, na razie nie. Przywiązałam się. I niech już czytają mnie te trzy osoby, jakoś to przeżyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;A teraz temat właściwy. Jak każda prawdziwa matka czytuję czasem jakieś mądre gazetki, fora, rozmawiam z innymi matkami. Jak każda dobra matka porównuję swoje dziecko z innymi w jego wieku albo też w&amp;nbsp; wieku podobnym. Jak każda dobra matka martwię się, że moje dziecko czegoś tam jeszcze nie robi, chociaż ma tyle miesięcy, że powinno… Otóż nie do końca. Faktycznie tak było jeszcze jakiś czas temu. Odpuściłam, bo chyba bym zwariowała. Młody leniwym osobnikiem jest i nie za bardzo chce mu się robić cokolwiek, co „powinien”. Przez to ja do niedawna miałam palpitację przy każdym czytaniu gazet czy wypowiedzi na forum, a Młody w tym czasie śmiał się w głos. Śmiał się, po czym po jakimś czasie wyrównywał do innych dzieci. Wolniej, w swoim własnym tempie, ale wyrównywał. Zazwyczaj przełomy są ogromne. Czyli takie długo, długo nic, a potem nagle szarpnięcie rozwojowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Weźmy choćby trzymanie zabawek w rączkach. Do dziś Młody, a ma już 7 miesięcy, nie za bardzo ma ochotę trzymać cokolwiek. Owszem, kiedy podaję mu zabawkę, to bierze ją do rączki, ale nawet na nią nie spojrzy. Trzyma ją potem, ale jakby nieświadomie, z rozpędu. Na zasadzie: „włożyli mi w dłoń to trzymam”. Oczywiście według wszelkich mądrych książek powinien nie tylko trzymać rzeczy w ręku, ale nawet przekładać zabawki z jednej ręki do drugiej. Oczywiście czasami mu się to udaje, ale nie jest to regułą. Raz tak, raz nie. I pewnie kiedyś mu się będzie chciało. Teraz mu się nie chce.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Z drugiej strony mamy „sprężynowanie”. Polega to na tym, że kiedy ustawiamy dziecko w pozycji prawie stojącej to ono zaczyna uginać i prostować nóżki, sprężynując właśnie. Zaczyna się to około 7, 8 miesiąca. No cóż, Młody sprężynował już w 5, a teraz od miesiąca stoi już prosto i nie ma z tym żadnego problemu (oczywiście podtrzymywany, nie mam AŻ TAK genialnego dzieciaka). I oczywiście niektórzy mówią, że to niedobrze dla jego kręgosłupa, że za wcześnie. A co ja mam na to poradzić? Tak się kiedyś zabawił, spodobało mu się i staje przy każdej możliwej okazji. Ostatnio ulubioną zabawą stało się „chodzenie”. Staje na nóżkach, podtrzymywany przeze mnie, i powoli porusza nogami całkiem tak, jakby chodził. Najpierw jedna nóżka, potem druga i faktycznie się przemieszcza. Śmieje się przy tym w głos, ale i skupia na tej czynności, jak na niczym innym. Za wcześnie? Owszem, ale nic na to nie poradzę, Młodemu się podoba. Oczywiście nie robimy tego zbyt często, ale czasem nie mogę się powstrzymać, kiedy chcę zobaczyć tą radość na jego twarzy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście nadal porównuję go z innymi dziećmi. Akurat tak się zdarzyło, że koleżanka ze studiów również urodziła dziecko trzy tygodnie po mnie, a mieszkamy na tym samym osiedlu to spotykamy się czasem. Jej mały jest bardziej rozwinięty, przyznam to nie bez zazdrości. Bardziej interesuje się otoczeniem, bawi się zabawkami, bierze je w rączki, ogląda, potrząsa. Młody tego nie robi, nie interesuje go to. I nie powiem, zazdroszczę jej, czasami martwię się o Młodego, ale postanowiłam dać mu fory. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;To nie tak, że Młody nie rozwija się w ogóle. Po prostu nie tak, jak napisane jest w książkach. Młody nie jest więc książkowym dzieckiem, ale na to chyba nic nie mogę poradzić. Muszę więc odpuścić, dać sobie na luz, pozwolić mu dorastać po swojemu. Jestem pewna, że podgoni, że wszystko będzie tak jak powinno i tylko to się liczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-1274360636227905713?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/1274360636227905713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/06/rozwoj-modego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1274360636227905713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/1274360636227905713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/06/rozwoj-modego.html' title='Rozwój Młodego.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5081471339794444730</id><published>2010-06-03T10:04:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:06:49.504+01:00</updated><title type='text'>Rozżalona.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że mój blog niemal osiągnął pierwszy roczek. Nie będzie tortu, nie będzie fanfar, stu lat tez mu nie odśpiewam. Dlaczego?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Idea była taka, że piszę bloga dla siebie. Taki pamiętnik, który jednak nie zahacza o najbardziej intymne sprawy. Żeby coś z siebie wyrzucić, żeby było lżej. No cóż, nie pierwszy raz się oszukiwałam…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Teraz patrzę na statystyki, czekam na komentarze, które jednak niemal się nie pojawiają albo pojawiają się sporadycznie. Statystyki są niemal żadne. W dniu opublikowania postu jakieś 15, 20 wejść. Żenada. Ja wiem, że nie potrafię się reklamować, że chociaż jestem zapisana i na blipie, i na facebook’u, to jednak nie mam zbyt wielu znajomych, nie poruszam się na tych portalach jak ryba w wodzie. Być może gdybym miała parcie to wyniki byłyby lepsze. Ale nie mam, nie umiem…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak, wiem, sama powinnam poprawić nieco swoje wyniki blogowe. Nie mam czasu pisać za często, a i życie nie daje zbyt wielu ciekawych tematów. Nie da się jednak ukryć, że to tylko wymówki. Znam inne blogi, w których posty pojawiają się rzadko, a komentarzy mają od zarypania. Właściciel przynajmniej wie, że ktoś go czyta, ktoś reaguje. A może ten mój blog taki nieciekawy, że nie warto…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W każdym razie wszystko wskazuje na to, że chyba zrezygnuję. Mogłabym pisac posty częściej, ale czy to coś zmieni? Raczej nie. Mam siedem osób, które mój blog obserwuje, z czego jedna z nich to mój mąż, więc się nie liczy, jeden obserwator dodał mnie na zasadzie uprzejmości, a dwie osoby to moi znajomi. Czyli w sumie mam trójkę naprawdę zdeklarowanych „czytaczy”. Coś mi się widzi, że po roku to nieco za mało. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;No i oczywiście dochodzę do sedna sprawy – już nie będę się oszukiwać, wszystko zależy od Was, moi drodzy. Wiem, że wiele wymagam, że większość z czytających ma w nosie mój blog, tyle jest ich w sieci, że zniknięcia mojego nikt nie zauważy. Wiem, że niektórzy wejdą raz i ani razu więcej. Wiem, a jednak na Waszych barkach pozostawiam decyzję czy te zapiski mają jeszcze jakiś sens. Czekam na wynik statystyk. Jeśli chodzi o komentarze to ewentualnie mile widziane będą sugestie w tematach przyszłych postów, zmianie czegoś, poprawienia albo innych pomysłów. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5081471339794444730?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5081471339794444730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/06/rozzalona.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5081471339794444730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5081471339794444730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/06/rozzalona.html' title='Rozżalona.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3548552871349084877</id><published>2010-05-31T17:29:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:06:21.532+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Miska dziegciu i kropla słodyczy.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio jakoś bardziej ruszył mnie fakt, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Dziecko szczelnie wypełnia mi czas i właściwie wszystko krąży wokół niego. Nie powiem, że jakoś bardzo mi to przeszkadza, bo przecież wiedziałam, na co się decyduję. Jednak pewien smutek i żal pozostaje, nie ma co ściemniać. I nie o to chodzi, że żałuję, że nie kocham, że wszystko jest be. Nie żałuję, kocham, nie wszystko jest be. Jednak żal pozostaje i nie jest to nic, czego&amp;nbsp; miałabym się wstydzić. Tak po prostu jest i tyle. Może prawdziwe matki polki uważają, że ich podstawowym obowiązkiem i powinnością jest spłodzić i wychowywać dziecko i tylko do tego są przeznaczone. W takim razie nie jestem matką polką. Jestem matką, która czasami jest zmęczona, zła, zdenerwowana, wrzeszcząca, ukrywająca się przed swoim dzieckiem (całkiem jak Chylińska). Nie jestem z tego dumna, ale też nie spędza mi to snu z powiek. Czasami sobie myślę, że za późno zdecydowałam się na dziecko. Nie pod względem wieku, ale wygody.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Kiedyś mogłam wyjść z domu kiedy tylko i gdzie tylko chciałam. Nieważna była pogoda, ograniczał mnie tylko mój nastrój. Mogłam spotykać się ze znajomymi bez ograniczeń. Mogłam godzinami czytać książki albo oglądać telewizję i nic mnie w tym czasie nie obchodziło. Mogłam się przespać, jeśli byłam zmęczona albo posprzątać, kiedy tylko miałam ochotę i natchnienie. W weekend nie wstawałam przed dziesiątą, bo po co. Od czasu do czasu miałam okazję zrobić sobie małą przyjmność. Jakiś prezent, kawa w drogiej restauracji, popołudnie na mieście, spacer do parku w poszukiwaniu słońca. Nie spieszyłam się, smakowałam życie. Może nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę, ale żyłam niemal w raju. Spokój, relaks, wolny czas.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Teraz jest inaczej. Wszystko podporządkowane jest tej małej istotce, która cały czas domaga się uwagi. Płacze, bo jest głodna, ma mokro, jest jej zimno, gorąco, źle się czuje, bolą ją dziąsła, chce iść na ręce, chce jej się pić… I tak na okrągło. I nie powiem jak inne matki, że Młody mi to wszystko wynagradza, bo tak nie jest. Są chwile, kiedy jestem wściekła, bo Młody płacze, kwęka, stęka, a ja nie wiem o co mu chodzi. Są chwile, kiedy jestem głodna, zmęczona, zła, a Młody akurat wtedy postanawia urządzić koncert. Nieeeeee, jego uśmiech nie przesłania mi świata. Brakuje mi tych beztroskich chwil, kiedy byłam panią swojego czasu, kiedy byłam sama dla siebie. Brakuje mi książek, których w tej chwili nie mogę czytać, bo nie mam kiedy skupić się na ich treści. W ciągu dnia Młody wymaga zbyt wiele uwagi, a wieczorem nie mam już na to siły. Brakuje mi spotkań ze znajomymi, bo Młody akurat nie ma nastroju albo jest za zimno, albo za gorąco, albo wczoraj już był na mieście i się zmęczył, więc dzisiaj nie chcę go ciągać… Brakuje mi spokojnego, nieraz samotnego siedzenia w kawiarni, obserwowania ludzi, czytania gazet, powolnego sączenia kawy. Teraz to wszystko wygląda inaczej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wierzę jednak w to, że będzie lepiej. Że Młody podrośnie i razem będziemy czytać książki, oglądać filmy, chodzić do kawiarni… Nie, nie wierzę w to, ja to wiem. Patrzę na ten mały pysiak, na uśmiech, którym mnie obdarza i jestem przekonana, że będzie mądrym i fajnym człowiekiem, z którym będzie miło spędzać czas &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:)&lt;/span&gt;. I tyle.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3548552871349084877?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3548552871349084877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/05/miska-dziegciu-i-kropla-sodyczy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3548552871349084877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3548552871349084877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/05/miska-dziegciu-i-kropla-sodyczy.html' title='Miska dziegciu i kropla słodyczy.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5510022173847252337</id><published>2010-04-21T10:23:00.000+02:00</published><updated>2012-01-24T14:05:50.429+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><title type='text'>Kult czapeczki.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nadeszła długo oczekiwana wiosna, a wraz z nią cieplejsze dni. Chociaż może akurat dzisiaj pogoda trochę się popsuła, ale to już mały szczegół. Oczywiście wychodzimy z Młodym na dłuuuuuuuuuuuuuuugie spacery, które trwają najczęściej około pięciu, sześciu godzin. W tym czasie mam okazję obserwować mnóstwo ludzi, którzy również udali się na zbawienne „świeże” powietrze. Moją uwagę przykuwają głównie matki z dziećmi, tymi mniejszymi, i tymi trochę większymi. Konkretnie chodzi o dzieci w gondolach i spacerówkach. Te drugie widać trochę wyraźniej, bo już bardziej odkryte, ale czasem udawało mi się sięgnąć moim sokolim wzrokiem i do gondoli. I jakie z tego wnioski? Nie zazdroszczę tym dzieciom.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Po pierwsze primo rodzice mają maniakalną potrzebę ciepłego ubierania dzieci, bo każdy zefirek może potencjalnie zrobić im wielką krzywdę. Tak więc widzę rodzica, który ma na sobie koszulkę z krótkim rękawem i dziecko, które popychane w wózku ubrane jest w zimową kurtkę, czapkę, szalik i rękawiczki! Dodatkowo oczywiście kocyk. Dzieciak siedzi w tym wózku i wygląda jak śnięta ryba, bo pod spodem z całą pewnością ocieka potem i mdleje z przegrzania, ale co tam, dziecku musi być ciepło. Kolejny przykład. Jakieś 18 stopni w cieniu, więc rodzice z dzieckiem na spacerze. Maluch jesczze popyla w gondoli, więc mały. Zerkam do środka, a tam maluch ubrany w zimowy kombinezon i takąż czapeczkę, dodatkowo przykryty kocem. Czy ci rodzice naprawdę nie maja litości? Mówi się, że w domu powinno być około 19-20 stopni, a na dwór powinno się ubierać dziecko w jedną warstwę więcej niż siebie (wliczając w to koc), ale rodzice widocznie wiedzą lepiej. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Po drugie primo istnieje tak cudowny wynalazek jak czapka. Ostatnio zauważyłam, że producenci czapek mają o wiele bogatszą ofertę dla dzieci niż dla dorosłych. Z czego to wynika? Być może z tego, że wszyscy rodzice czy dziadkowie uparli się, że dziecko MUSI nosić czapkę o każdej porze roku, a najlepiej i przez całą dobę. Tak więc widzę dzieci zimą ubrane w cudne czapki i to jak najbardziej rozumiem. W końcu sama zimą noszę czapkę, coby mi resztek myśli z głowy nie wywiało. Jednak nadchodzi długo wyczekiwana i upragniona wiosna, pogoda się poprawia, czapki z głów… ale dzieci to nie dotyczy. Te biedactwa nadal muszą się męczyć w czapce. Może i nie zimowej, może nieco lżejszej, ale co to za przyjemność chodzić w czapce, kiedy na dworze ciepło. Polecam taką metodę rodzicom. Najpierw samemu ubrać się w to, co zakładamy dziecku, a dopiero potem je krzywdzić.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ja mogę zrozumieć, że jakieś dziecko często zapada na infekcje uszu i dlatego rodzice się boją i chuchają na swojego malucha. Że słońce na dziecko świeci i może dostać udaru. Że jest silny wiatr, a wózek nie ma budki. Jednak takie przypadki nie dotyczą 100% społeczeństwa, a gdzie nie spojrzę, dzieci ubrane są w czapeczki. Tylko mój Młody śmiga bez czapki, co najwyżej podciągnę mu kaptur od bluzy, a i to najczęściej nie. Tymczasem większość znajomych, a czasem i nieznajomych z przejęciem pyta: „Nie masz dla niego czapeczki?” Ano nie mam. Znaczy mam, spakowaną, gdyby jednak wydarzyło się coś niespodziewanego, na przykład jakaś nieplanowana wichura, tajfun, zabójcze promienie słońca przebijające się przez budkę wózka albo coś podobnego, ale nie będę go katować czapką, której sama nie znoszę. I być może w tym należy upatrywać tak wielkiej nienawiści dzieci do czapek… Gdzie nie spojrzę, już te większe i bardziej świadome maluchy ściągają sobie czapki z głów. Już nie wspomnę o starszych dzieciach, które nałogowo wręcz zdejmują czapkę nawet zimą, gdy tylko mama zniknie z zasięgu wzroku. Nie wiem, może istnieje inny powód, ale skatowanie małego dziecka czapką uważam za powód wielce prawdopodobny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio mój mąż spytał mnie: „A może to ty nie masz racji?” Może. Może moje dziecko jest krzywdzone brakiem czapeczki i zbyt lekkim ubraniem w stosunku do pogody (jedna warstwa więcej ode mnie, tej zasady się trzymam aż do upalnego lata, kiedy to Młody zacznie śmigać w samym body, czego już nie mogę się doczekać &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:)&lt;/span&gt;).&amp;nbsp; Być może to tamci rodzice maja rację, ubierając dziecko w kombinezony przy 18 stopniach w cieniu i zakładając dziecku nieśmiertelną czapeczkę na spoconą główkę. Może przez to jestem wyrodną matką. Jednak mimo wszystko, na przekór wszystkim rodzicom patrzącym na mnie z potępeniem (oj tak, często mi się takie spojrzenia zdarzają) nie będę dziecka ubierac cieplej ani zakładać mu czapki, dopóki nie zajdzie taka absolutna potrzeba (takowe potrzeby opisałam już w poprzednim akapicie). &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5510022173847252337?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5510022173847252337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/04/kult-czapeczki.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5510022173847252337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5510022173847252337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/04/kult-czapeczki.html' title='Kult czapeczki.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5466419025964099088</id><published>2010-03-28T09:51:00.001+02:00</published><updated>2012-01-24T14:05:40.043+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gimnazjum'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczniowie'/><title type='text'>Powrót nauczycielki.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie, nie wracam do pracy… jeszcze. Chciałam tylko przez chwilę poczuć się znowu jak pani nauczycielka i poutyskiwać na swoją biedną dolę. Przeszłą i przyszłą, bo przecież w końcu do pracy powrócę, zostawiając Młodego na pastwę pań ze żłobka, które, jak ufam, dobrze się nim zajmą. Żal mi tylko, że być może przegapię pierwszy krok, które będzie stawiać moje dziecko, ale opiekuńcze i prorodzinne państwo nie umożliwia mi spokojnego wychowywania nowego pokolenia w domowym zaciszu. Ale do rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Kilka dni temu we wszystkich wiadomościach trąbili o uczniach, których to szkoła pozwała do sądu, bo dość miała „wybryków” „niesfornych” uczniów. Oczywiście są to uczniowie gimnazjum, a skoro ja też uczę w gimnazjum to ciekawam, jak sobie inni radzą w takich sytuacjach. Postawiono im bodajże ponad sto zarzutów, a teraz oni czują skruchę i kajają się przed wszystkimi możliwymi instytucjami, zwłaszcza telewizją. Co ja na to? Przykro mi, nie wierzę w tą nagłą skruchę. Może i poprawił taki jegomość oceny, może lepiej się zachowuje, ale szczerze wątpię, żeby to było szczere. Po mojemu taki ktoś myśli sobie: „przystopuję trochę to dadzą&amp;nbsp; mi w końcu spokój. Jakoś skończę tą szkołę i wtedy wszyscy się ode mnie odwalą.” &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Być może jest to nieco smutne, że tak właśnie myślę, być może niegodne nauczycielki, która powinna wierzyć w uczniów, ale zbyt wiele już widziałam. Nie powiem, wielu moich uczniów to po prostu zwykłe dzieciaki, które chcą się czegoś nauczyć, przeżyć szkołę i być może dojść do czegoś, o czym marzą. Jednak zawsze znajdą się wyjątki, które się wybijają, bo są z nimi największe problemy. Przykład: za każdym razem, kiedy wzywałam rodziców albo były pogadanki z kuratorem na temat, powiedzmy „Henia”, Henio był nad wyraz spokojnym, wyrażającym skruchę młodym człwiekiem. Kiedy tylko się odwracaliśmy, Henio pokazywał nam języki i po kilku dniach od takiej rozmowy zaczynał wszystko od początku. Skrucha i żal tylko na pokaz. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No i ostatnia rzecz, która w pewnej wypowiedzi pewnego pana wkurzyla mnie najbardziej. Nie pamiętam dokladnych słów, ale chodzi o to, że takich „niesfornych” gimnazjalistów można w ostateczności wyrzucić ze szkoły. Otóż NIE MOŻNA!!! Gdyby było można choćby zawiesić (oczywiście mam na myśli zawieszenie na styl amerykański), byłoby mniej problemów. Wtedy może by i się bali. Tylko że w Polsce każdy ma prawo do edukacji i do końca gimnazjum nie można nikogo wyrzucić. Sytuacja zmienia się w liceum, ale mnie to nie dotyczy i nie będę o tym pisać. Takiego gimnazjalistę można co najwyżej przenieść do innej szkoły (oczywiście tą nową szkołę musi załatwić stara szkoła), ale już widzę te wszystkie placówki, zabijające się o trudnego ucznia. A potem jeden z drugim, słysząc taki komentarz mówi mi „To go wyrzućcie”. Nie da się. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W sumie bardziej od całej chorej sytuacji z trudnymi uczniami wkurzają mnie właśnie takie przekłamania w telewizji czy prasie. To stąd bierze się przekonanie, że nasza praca to bułeczka z masłem, bo przecież skoro tak łatwo jest postąpić z trudnym uczniem, po prostu go wyrzucająć, to dlaczego z tego nie korzystamy? Lubimy się użerać i umartwiać? Jesteśmy jak te żony alkoholików, które wciąż wierzą, że dzięki ich miłości mąż się zmieni i przestanie pić? &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No dobra, dość tych łez. Wracam do Młodego.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5466419025964099088?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5466419025964099088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/03/powrot-nauczycielki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5466419025964099088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5466419025964099088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/03/powrot-nauczycielki.html' title='Powrót nauczycielki.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6944610009902037286</id><published>2010-03-14T14:05:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T14:04:55.368+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Ja, matka 2.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio było miło i optymistycznie. O tym, jak dobrze się ze sobą czuję i jak fajnie być matką, nie zapomninając o sobie. Dzisiaj będzie dołująco. O tym, jak na nowo odkryłam swoje ciało po ciąży. Będzie sporo niezbyt przyjemnych spraw, więc co wrażliwsi powinni się jednak powstrzymać od czytania.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;No cóż. Nasłuchałam się cudownych historii, jak to w magiczny sposób stanę się szczupła, jeśli tylko będę karmić piersią. Bullshit. Powinno się karać za takie historyjki z palca wyssane. Odżywiałam się rozsądnie, chociaż niewielu rzeczy sobie odmawiałam, kiedy karmiłam piersią. Po porodzie okazało się, że jestem szczuplejsza niż przed. To znaczy zwały skóry pozostały, mój pępek wyglądał dziwnie, jak jakaś czarna dziura, ale wagowo byłam chudsza. Cóż za cudowne plany miałam! Jak to w trakcie karmienia piersią jeszcze bardziej schudnę, a potem zacznę chodzić na siłownię i zacznę wyglądać jak Kate Moss (i tak niedoczekanie moje, pomijając mały szczegół, że kobieta nie podoba mi się jak cholera). &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tymczasem karmienie piersią skończyło się dość szybko (może dlatego nie schudłam tak, jakbym chciała), a moje ciało wygląda… Nawet nie wiem jak to opisać. Piersi opadające na brzuch, bęben wielki jak u Świętego Mikołaja, waga wróciła do tej sprzed ciąży, zwały tłuszczu nagle i niespodziewanie powróciły. No i te rozstępy! Jednego dnia są jaśniejsze, mniej wyraźne, innego z kolei aż krzyczą do mnie z lustra. Wszystko jest źle. Z całą pewnością jest to moja wina, nie przeczę, ale to nie zmienia faktu, że jestem tym załamana. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj nienawidzę siebie, swojego ciała. Nie umiem i nie lubię o siebie dbać. Oczywiście nie chodzi mi o codzienne mycie, golenie nóg czy&amp;nbsp; używanie perfum, bo to podstawa. Chodzi tu raczej o wklepywanie tych wszystkich cudownych kremów, na które mnie nie stać, o codzienną gimnastykę, choćby 15 minut dziennie. W zasadzie mam kiedy ćwiczyć, bo moje dziecko o ósmej już smacznie śpi, ale wieczorem jestem za bardzo zmęczona. Rano budzi mnie Młody i nie ma takiej siły, która zmusi mnie do ćwiczeń z samego rana, bo najpierw muszę się umyć. A jak się już umyję to nie chce mi się ćwiczyć i pocić. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Pamiętam jak chodziłam na siłownię, jak świetnie się po tym czułam. Tylko że teraz nie mam czasu na siłownię. Nie mam z kim zostawić Młodego, a ze sobą go przecież nie wezmę. A w domu nie ma szans, nie zbiorę się w sobie i nie zacznę ćwiczyć. To nie w moim stylu. Pozostaje mi nienawiść do swojego ciała, a tym samym do siebie &lt;span style="font-family: &amp;quot;Wingdings&amp;quot;;"&gt;:(&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6944610009902037286?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6944610009902037286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/03/ja-matka-2.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6944610009902037286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6944610009902037286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/03/ja-matka-2.html' title='Ja, matka 2.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-5402324479198234041</id><published>2010-02-22T10:02:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T14:04:23.953+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Instrukcja obsługi Młodego.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;} /* List Definitions */ @list l0 {mso-list-id:944851377; mso-list-type:hybrid; mso-list-template-ids:1957842610 68485135 68485145 68485147 68485135 68485145 68485147 68485135 68485145 68485147;}@list l0:level1 {mso-level-tab-stop:36.0pt; mso-level-number-position:left; text-indent:-18.0pt;}ol {margin-bottom:0cm;}ul {margin-bottom:0cm;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody nie jest zanadto skomplikowany w obsłudze, jednak czasami trzeba pamiętać o kilku zasadach i zachowaniu pewnych środków ostrożności. W przeciwnym razie obsługa Młodego grozi dodatkowym praniem albo ogólnym zdenerwowaniem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Karmienie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Kaszka z mleczkiem. Oczywiście Młody je na razie samo mleczko, czasem z piersi, czasem z butli. W przypadku piersi trzeba pamiętać, żeby podłożyć pieluchę pod usteczka Młodego, bo jak się aurat nie podkłada to jakimś cudem wszystko mu wylatuje bokiem. Jak się podkłada, wszystko gra, ani kropla mu nie umknie. W przypadku butli należy postępować jak niżej:&lt;/div&gt;&lt;ol start="1" style="margin-top: 0cm;" type="1"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przygotuj pieluchę, butlę z jedzeniem i nieco      cierpliwości. Nie zwracaj uwagi na wycia Młodego, nie umrze z głodu w      ciągu tych kilku minut. Można też kupić stopery do uszu.&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Podłóż pieluchę pod brodę, próbując jednocześnie      uniknąć wszędobylskich rąk Młodego.&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Podłóż ją ponownie, pamiętając o przytrzymaniu rąk.      &lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Weź butlę w dłoń, siłą wyjmij piąstki Młodego z      jego buzi. Jeszcze nie rozumie, że palce mleka nie dają.&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Trzymaj mocno butlę, jednocześnie trzymając rączki      Młodego w żelaznym uścisku. Kiedy tylko zmiejszysz ucisk, rączki wracają      do buzi.&lt;/li&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Włóż smoczek do buzi Młodego. Kiedy już to      uczynisz, możesz się rozluźnić. Młody złapie smoka i uszczęśliwiony      zacznie posiłek. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przewijanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Z powodu posiadania pieluch jednorazowych przewijanie jest dziecinnie proste. Należy pamiętać tylko o jednym – przygotowaniu absolutnie wszystkiego. Kiedy nie masz szegoś pod ręką i idziesz 2 metry, żeby to zabrać z półki, niemal pewne jest, że w tym ułamku sekundy Młody poczuje nieziemskie parcie na pęcherz i postanowi się rozluźnić, co skutkuje zasikaniem wszystkiego wokół. Nie tylko własnego ubranka, łóżka, na którym jest przebierany, ale prawdopodobnie również podłogi i przemykającego właśnie boczkiem kota. Jak już do niego podejdziesz są duże szanse, że dostaniesz ostatnim wysiłkiem sika na swoją bluzkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Zabawa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tutaj nie ma zbyt wielkich możliwości, Młody jest niezbyt aktywny i spokojny w obejściu, ale i tu czają się pułapki. Nie wykonuj zbyt gwałtownych ruchów, bo Młody się zdenerwuje przez niemożność śledzenia tychże. Nie postępuj z nim zbyt niedelikatnie, bo prawdopodobieństwo powstania mokrej, białej plamy na twojej klatce piersiowej wzrasta. Zmieniaj zabawę co około 3 minuty, bo Młody szybko się nudzi. Musisz mieć przygotowanych przynajmniej 100000000000000 różnych zabaw (gimnastyka, mówienie wierszyków, śpiewanie, głupie miny, czytanie, etc.). Czasami można jedną aktywność powtórzyć kilka razy, ale jak Młody się kapnie to po tobie, zaprzestanie wycia maleją do zera. W ostateczności zadziała karuzela albo grzechotka, ale też na krótko. Noszenie na rękach to jedyna metoda na uspokojenie histerii Młodego, ale skutkuje protestami ze strony kręgosłupa po kilku minutach. W razie poważnej histerii wsadzić do łóżeczka i kołysać, jest szansa, że zmęczony zaśnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wizyty gości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody jest spokojny, jakby chciał się pochwalić, jaki to on grzeczniusi. Ale uważaj, tylko do momentu, kiedy może gości śledzić na twoich rękach czy kolanach, można ewentualnie Mlodego gościom przekazać. W momencie położenia go do łóżeczka, protest narasta i jest nie do opanowania.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wizyta u lekarza.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Lenistwo to klucz do zachowania Młodego u lekarza. W domu harcuje, szaleje, wykonuje salta, u lekarza zaś leży jak kłoda. Nie podnosi główki, zaciska piąstki, nie gaworzy i ogólnie mało się rusza. Skutek – pani doktor jest zaniepokojona. Nie pomagają tłumaczenia, że Młody to wszystko robi. Pani doktor jest zaniepokojona. W związku z tym wysyła Młodego do pięćdziesięciu kolejnych lekarzy, bo może coś jest na rzeczy. Przy wizytach u specjalistów Młody wykazuje doskonały instynkt przetrwania i robi dokładnie to, czego się od niego oczekuje. Powoduje to dziwne spojrzenia specjalisty i nazywanie rodzica w myślach panikarzem. Po powrocie do rodzinnej pani doktor ze stosem papierków, że z Młodym wszystko dobrze przez chwilę jest spokój, mimo że Młody nadal leży jak kłoda, ale po miesiącu cała szopka zaczyna się od nowa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W skrócie to wszystko, co trzeba wiedzieć na temat obsługi Młodego. Problem w tym, że wszystko zmienia się niemal z dnia na dzień. Aneksy w przygotowaniu, dostępne wkrótce.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-5402324479198234041?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/5402324479198234041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/instrukcja-obsugi-modego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5402324479198234041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/5402324479198234041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/instrukcja-obsugi-modego.html' title='Instrukcja obsługi Młodego.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-879321311544945577</id><published>2010-02-21T21:37:00.000+01:00</published><updated>2010-02-21T21:37:26.441+01:00</updated><title type='text'>Uschnięty blog.</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 10" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ blog powoli usycha, postanowiłam znowu zmienić nieco formułę. Najpierw jednak wyjaśnię, dlaczego blog usycha. Z powodu Młodego siedzę w domu, wychodząc tylko na krótkie spacery (dla Młodego długie, bo dwugodzinne, ale na miasto nijak się w te dwie godziny nie wyrobię). Spacery te nie stymulują mojego mózgu wystarczająco, jako że w trakcie tych spacerów myślę najczęściej o Młodym. Telewizja gra w domu dość często (proszę sobie darować uwagi o szkodliwości telewizji na nieletni umysł Młodego, mamy tylko jeden pokój), ale jakoś nie działo się nic wartego większej uwagi. Możliwe jest, że zdarzenia godne uwagi mi umknęły, bo najczęściej zajmowałam się Młodym. Już chyba powoli wyłania się ładny obrazek, ilustrujący moje teraźniejsze zainteresowania. Oto Młody.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W związku z tym mój blog przejdzie metamorfozę i zacznę po prostu opisywać jakieś tam codzienne wydarzenia z życia rodzinki, czyli mnie, Męża i Młodego. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Małżonek mój został mi poślubiony jakieś cztery lata temu z dość konkretnym okładem. Oj, przypomina mi to fakt, że wkrótce nasza piąta rocznica! Znamy się oczywiście nieco dłużej, bo jakoś nie po drodze nam było po Bożemu najpierw zawrzeć związek, a potem ze sobą wytrzymywać po wsze czasy. Także żyjemy ze sobą już niemal dziewięć lat. Brzmi ładniej niż pięć. Nadal się kochamy, co w tym świecie rozwodów zakrawa na jakąś patologię. Młody ma sznsę żyć w pełnej rodzinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Młody wykluł się w listopadzie, miesiącu nader niesympatycznym w swej naturze, gdyż nad wyraz mroźnym, pełnym pluchy i czasami śniegu. Jednak w tym roku listopad był nawet dość znośny. Oczywiście do momentu, kiedy przyszło nam wychodzić ze szpitala, wtedy pogoda nieco się zepsuła. No trudno. Od czasu wyjścia ze szpitala Młody jest zdrowy i dobrze się rozwija, jednak pani doktor jest innego zdania.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Pani doktor jest cały czas zaniepokojona. Że Młodemu w nosku charczy, że za mocno zaciska piąstki, że nie podnosi główki, że nie gaworzy… I oczywiście za każdym razem wysyła nas na ostry dyżur. Wygląda na to, że sama nie leczy, tylko wysyła na ostry dyżur. Raz dałam się na to nabrać i Młody swoje pierwsze święta spędził w szpitalu. Nigdy więcej. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;A Młody rozwija się w swoim własnym, cudownym tempie i w nosie ma panią doktor. W sumie nawet i dobrze. Ogólnie Młody sprawia nam dużo frajdy, chociaż czasami mam ochotę wykonać na nim skomplikowaną operację usunięcia strun głosowych. Jednak najczęściej jest słodko. Ostatnio zaczął się uśmiechać, co wywołuje u mnie nieprzerwany banan na twarzy. Również ostatnio jedna z cioć i wujków podarowali mu karuzelę na łózeczko, co spowodowało jego niekłamany zachwyt. Doprawdy, zachwytu na twarzy dziecka nie da się porównać z niczym innym.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Aktualnie jestem przeziębiona i staram się unikać Młodego, jak tylko mogę, chociaż jest to zdecydowanie trudne, jako że go przebieram, karmię, zabawiam, usypiam, kąpię i robię wokół niego mnóstwo innych rzeczy. I proszę nie pytać, dlaczego w tych czynnościach nie uczestniczy Mąż. Z przyczyn niezależnych nie zamierzam tego wyjaśniać. Wystarczy powidzieć, że tak ma być i koniec. Mąż przeprowadza z Młodym Rozmowy. I to wystarczy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-879321311544945577?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/879321311544945577/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/uschniety-blog.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/879321311544945577'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/879321311544945577'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/uschniety-blog.html' title='Uschnięty blog.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-6478556706949502878</id><published>2010-02-08T10:22:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T14:03:37.015+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pieniądze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wydatki'/><title type='text'>Wydatki na dziecko.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Boziu, jaki durny &lt;a href="http://biznes.onet.pl/dziecko-czyli-studnia-bez-dna,18490,3170945,1,news-detal"&gt;artykuł&lt;/a&gt; przeczytałam dzisiaj na Onecie! Komu nie chce się czytać – skrót. Chodzi o pieniądze wydawane w czasie ciąży i po urodzenia dziecka – według autorki artykułu nieziemsko wysokie. Oczywiście nie twierdzę, że wydatki są małe, to nie o to chodzi, ale gdyby były takie, jak twierdzi autorka artykułu, to nikt nie rodziłby dzieci. Rozumiem, że w ciąży kobieta musi o siebie dbać, chodzić do lekarza, brać przepisane leki i robić badania, a potem dziecku chce się dać wszystko, co najlepsze, żeby dobrze się rozwijało, ale do tego naprawdę nie trzeba być miliarderem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Jestem nauczycielką i naprawdę nie zarabiam kokosów, bo na rękę dostaję 1600 złotych. W sumie z mężem mamy w domowym budżecie 2400. Zaszłam w ciążę, bo chcieliśmy mieć dziecko, także żadna wpadka, a świadomy wybór, również w kwestii wydatków. Nie mogę powiedzieć, że nie korzystaliśmy z pomocy rodziców, bo musiałabym skłamać, ale ta pomoc ograniczyła się do około 300 złotych w trakcie całej ciąży. Nie powiem też, że było czy jest łatwo, ale nigdy nie było i już się przyzwyczaiłam, daliśmy radę i tym razem (a nie należę do osób, których trzymają się pieniądze). &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;W ciąży chodziłam do lekarza państwowego. Zmieniałam lekarza trzy razy, zanim trafiłam na porządnego, ale nie przeszło mi przez myśl, żeby iść do lekarza prywatnie, bo nie miałam na to kasy. Już i tak badania nierefundowane kosztowały trochę kasy, więc lekarz prywatnie nie był opcją. Bralam wszelkie witaminy i leki przepisane przez lekarza, oczywiście wszystkie nierefundowane, więc też trochę pieniędzy poszło. I jakoś przeżyłam tą ciążę, dziecko było zdrowe i dobrze się rozwijało. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Teraz też chodzimy do państwowego lekarza, kupujemy pieluchy jednorazowe, chusteczki do tyłka, krem do ciała, mydło, mamy łóżeczko, wózek (używany), wanienkę (od koleżanki), ubranka (nowe), etc. Wydatki początkowe, czyli łóżeczko, meble, wózek… z pewnością nie były małe, ale można to kupować przez całą ciążę, a nie z jednej pensji w ostatniej chwili. Pieluchy i ubrania też można gromadzić w ciąży, nie wspominając o pomocy koleżeńskiej, która w przypadku dzieci to akurat kwitnie. Przez ten baby boom mam cztery koleżanki, które gotowe były mi pomóc, czyli właśnie pożyczyć wanienkę czy ubrania po swoim dziecku. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Później będzie trudniej, bo żłobek rzeczywiście kosztuje, ale z tym też trzeba będzie sobie poradzić i tyle. Jeśli chodzi o zabawki, to moje dziecko w tym względzie nie będzie rozpieszczane, bo mnie na to nie stać. Nie stać mnie na matę za 150 złotych, ale mogę pobawić się z nim grzechotką za 10 złotych. Nie stać mnie na zabawki za 100 czy 200 złotych, jak to przedstawiają w artykule, ale małe dziecko zadowoli się szafkami, garnkami, czy choćby tańszymi zabawkami, bo takie (o dziwo, o czym pewnie autorka nie wie) również istnieją. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Czy moje dziecko będzie głupsze, inne, gorsze, bardziej ubogie, smutniejsze? Wątpię. Nie będę tutaj przywoływać tez, że dziecko przede wszystkim musi mieć rodziców, ich czas i uwagę, bo strzeliłabym sobie w kolano, jako że po wakacjach młody idzie do żłobka. Myślę po prostu, że dziecko może się bez pewnych rzeczy obejść, a to producenci albo inni rodzice nakręcają nas na to, że dziecko MUSI coś mieć, albo że coś tam jest dla niego lepsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Przytoczę choćby przykład szczepień. Nie stać mnie na słynne szczepienia 200 w jednym (sarkazm zamierzony, wiem, że jest pięc czy tam sześć w jednym). Moje dziecko dostało normalne szczepionki, było kłute trzy razy i żyje. Nie miało powikłań, nie miało gorączki, nie umarło od tych szczepionek. Tak więc też można. Dlaczego mam wydać dwieście czy trzysta złotych na szczepionki, skoro mogę je mieć za darmo? Ta sama sytuacja jest z zabawkami. Dzieci bombardowane są reklamami, ale to nie znaczy, że musimy ulegać ich zachciankom i kupować im te wszystkie reklamowane rzeczy. Nie mam na to pieniędzy i już. Albo kupimy coś innego, albo poczekasz na kolejną wypłatę i raz na jakiś czas będzie mnie stać na wypasioną zabawkę. I niech nikt mi nie mówi, że dziecku wytłumaczyć się nie da, bo sama byłam tak wychowywana, a znam i dzisiaj rodziców, którzy w ten sposób wychowują dzieci i maluchom tym niczego nie brakuje.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Także nie dajmy się zwariować.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-6478556706949502878?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/6478556706949502878/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/wydatki-na-dziecko.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6478556706949502878'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/6478556706949502878'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/wydatki-na-dziecko.html' title='Wydatki na dziecko.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-3055713580560599681</id><published>2010-02-07T10:12:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T14:03:09.639+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie prywatne'/><title type='text'>Ja, matka.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Zewsząd słyszałam, że po porodzie wszystko się zmieni. Całe moje życie zostanie podporządkowane temu małemu, wrzeszczącemu stworkowi, tylko na nim będzie mi zależeć i nic innego nie będzie się liczyć. Ani ja sama, ani mąż, ani telewizja czy książki. Dodatkowo oczywiście będzie strasznie, bo trzeba będzie go przewijać, karmić, uspokajać, wstawać w nocy, wyparzać butelki, karmić na żądanie, kąpać, słuchać krzyków… Jejku, czego ja się nie nasłuchałam. Miało być źle, nawet bardzo źle. Nie wiem, czy te opowieści były dyktowane tak typowym dla Polaków narzekaniem, pesymizmem, czy też te młode matki chciały pokazać mi, jak bardzo się poświęcają i jak wielki należy im się szacunek z tego powodu. Może był ku temu jeszcze jakiś powód, nie wiem. Wiem jedynie, że z tych wszystkich opowieści jeden wniosek wysuwał się na prowadzenie – stracę siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Siebie jaką znałam i jaką byłam do tej pory. Koniec z namiętnym oglądaniem telewizji, koniec z czytaniem książek, koniec ze spotkaniami z koleżankami, bo przecież ten czas trzeba poświęcić dziecku. Zamiast telewizji trzeba też pozmywać, posprzątać, wyprać, wyprasować, zrobić trzydaniowy obiad i Bóg wie, co jeszcze. O książce będę mogła tylko pomarzyć, a koleżanki zejdą na dalszy plan, bo one nie rozumieją, co to znaczy mieć dziecko. Natomiast jeśli już zdarzy mi się kogoś spotkać, to niekończącym się tematem będzie moje dziecko – jakie kupki robi, ile zjadło, ile ma już ząbków, etc. Oczywiście w domu będzie reżim, bo przy dziecku nie wolno głośno słuchać muzyki, oglądać telewizji i w ogóle trzeba chodzić na paluszkach, bo dziedzic śpi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie przerażało mnie to wbrew pozorom, wzruszałam tylko ramionami, na co słyszałam „Zobaczysz, tak będzie.” Wszyscy wiedzieli lepiej ode mnie, co i jak będzie, jak bardzo się zmienię i jak to wszystko mną zawładnie. I co? I gucio.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Nie przeczę, dziecko zmieniło wiele w moim życiu, tego nie dało się uniknąć. Martwię się o tą małą istotkę, kocham ją z całego serca, jest dla mnie ważna, ale… No właśnie, jest jedno „ale”. JA się nie zmieniłam. Nadal oglądam telewizję i czytam książki, bo pranie może poczekać. Nadal głośno słucham muzyki, bo młody musi się przywyczajać. Nadal lubię spotykać się z ludźmi i gadać o czymś więcej niż o dziecku. Na przykład o obejrzanym ostatnio filmie czy kolejnym odcinku serialu. Moje życie wywróciło się do góry nogami, ale w innym sensie. Nie rezygnuję z siebie na koszt dziecka, bo byłoby mi z tym źle. Oczywiście mam wielkie szczęście, że młody ma mocny sen i nie trzeba wkoło niego chodzić na paluszkach, ale jakie ma wyjście, skoro mamy jeden pokój i nie ma innej możliwości funkcjonowania. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Wniosek jest jeden – ja to ja, a moje dziecko to moje dziecko. Mam prawo się denerwować, kiedy płacze bez powodu. Mam prawo obejrzeć film zamiast prać. Mam prawo poczytać książkę albo się przespać zamiast chodzić po domu ze szczotką do kurzu. Mam prawo pomalować sobie paznokcie, umyć i ułożyć włosy, iść na pogaduchy do koleżanki (nawet jeśli muszę iść z młodym). Nie będę rezygnować z rzeczy, które do tej pory lubiłam robić, bo pojawił się w moim życiu nowy człowiek. Mało tego, uważam, że NIE POWINNAM&amp;nbsp; tych rzeczy rezygnować. Czasami wkurzam się potwornie i chcę tylko, żeby młody w końcu poszedł spać, żebym mogła coś zrobić dla siebie. Czy jestem przez to złą matką? Nie. Jestem matka szczęśliwą. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3201995756795503721-3055713580560599681?l=bloggingskylark.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/feeds/3055713580560599681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/ja-matka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3055713580560599681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3201995756795503721/posts/default/3055713580560599681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bloggingskylark.blogspot.com/2010/02/ja-matka.html' title='Ja, matka.'/><author><name>blogging.skylark</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02081542331029437231</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3201995756795503721.post-8050644501321141962</id><published>2010-01-27T12:28:00.001+01:00</published><updated>2012-01-24T14:02:46.822+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciąża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Dziesiąty tydzień.</title><content type='html'>&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CADMINI%7E1%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ot, kolejny durny pomysł w naszym wspaniałym, pełnym debilizmów kraju. Rząd wynalazł becikowe. I tak to się cudownie rozwijało. Wszystkie kobiety nagle doszły do wniosku, że genialnym pomysłem byłoby urodzić dziecko, bo tysiączkiem nikt nie pogardzi. Dlatego właśnie mamy tak gigantyczną liczbę rodzących. Żeby nikt nie pomyślał, że to dlatego, że wyż z lat osiemdziesiątych zaczyna produkować potomstwo, bo przecież to byłby powód zbyt trywialny. No ale dość tej kiepskiej ironii – mieć tysiąc a go nie mieć to jednak różnica, więc nie będę na to narzekać. Problem w tym, że faktycznie liczba rodzących wzrosła, a więc i kasy musiało na to pójść sporo. To się już nikomu nie mogło podobać. Ale i w takiej sytuacji rząd nie traci ducha i natychmiast leci z nową ustawą.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Dziesiąty tydzień. W takim terminie przyszła matka ma się najpóźniej zgłosić do lekarza i z bananem na buzi usłyszeć, że spodziewa się dziecka. To było takie oczywiste. Miała mdłości, bolały ją piersi, zrobiła sobie trzy testy, więc nie mogło być żadnych wątpliwości. Jeśli do lekarza się nie zgłosiła, znaczy że matka wyrodna i żaden tysiąc jej się nie należy tylko chłosta. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;A co z tymi matkami, które nie wiedziały, że są w ciąży w wymaganym terminie? Ano politycy twierdzą, że są to tak nieliczne przypadki, że nie ma o czym mówić i oni nie będą tworzyć ustawy w oparciu o jednostkowe przypadki. Matka nie wiedziała, widocznie jeszcze bardziej wyrodna niż ta, co się do lekarza nie zgłosiła. Bo matka polka WIE! Jeszcze zanim plemnik dotrze do jajeczka, jeszcze zanim zaczną się jakiekolwiek podziały komórek, matka polka to po prostu WIE. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Widocznie nie jestem matką polką (co w przypadku posiadania już potomstwa sztuk jedna jest wiadomością dla państwa wielce niepokojącą), bo NIE WIEDZIAŁAM. Żadne przeczucie, żaden aniołek na ramieniu mi tego nie powiedział. Gdyby nie fakt, że starałam się o dziecko już od jakiegoś czasu pewnie nie zgłosiłabym się do lekarza jeszcze przez dwa miesiące. A dlaczego? Powód prosty – miałam tak nieregularny okres, że jego brak nie był dla mnie żadną nowością. Piersi mnie nie bolały, nie wymiotowałam, żaden aniołek również mi na ramieniu nie siedział. Efekt jest taki, że gdyby nie mój przedziwny charakter, pewnie jeszcze długo nie wiedziałabym, że jestem w ciąży. Efekt byłby taki, że nie dostałabym becikowego. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Są jeszcze kobiety, które nie mają ŻADNYCH symptomów ciąży, bo nawet okres mają regularny. Może nieco bardzie
